piątek, 24 listopada 2017 r.

Magazyn

Dla dobra publicznego

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 maja 2005, 18:00

Grzesiu, popełniłeś trochę błędów - powiedział do Kurczuka dr Piotr Krzyszycha, członek SLD i Pro Publico Bono. Lubelski baron dzielnie zniósł krytykę. Ale tylko przez chwilę.

Na ostatnie zebranie działającego przy SLD Sowarzyszenia Pro Publico Bono (Dla Dobra Publicznego - red.) zaproszono Grzegorza Kurczuka. Zapraszali go zresztą od kilku lat, ale zaangażowany w krajową politykę Kurczuk nie miał dla nich czasu. Tym razem się pojawił. Marian Piotrowski, doktor ekonomii i przewodniczący Pro Publico Bono, przygotował na ten dzień ocenę ekonomiczną województwa. Przedstawił szanse na rozwój, ale także pokazał, czego na Lubelszczyźnie nie zrobiono.
Piotr Krzyszycha, doktor nauk politycznych, dokonał politycznej oceny województwa i jego władz. I zaczął wyliczać ich błędy. Obwinił szefa sojuszu o beznadziejną sytuację polityczną w regionie. - Mnie jest wstyd za ten burdel w województwie. Za to, co wyprawiają wicemarszałkowie Mirosław Złomaniec i Piotr Włoch. A to są przecież twoi ludzie - wypominał Krzyszycha. Wstyd za wojewodę Andrzeja Kurowskiego. To oni powinni zrobić porządek na Lubelszczyźnie, a tymczasem jesteśmy na językach całej Polski.
Kurczuk nie był zachwycony, ale nie przerywał swoim krytykom. Ci zaś w końcu mogli powiedzieć, co myślą o polityce prowadzonej przez szefa partii, do której należą. Pytali o kampanię wyborczą do Sejmu i Senatu. Ubolewali między innymi nad tym, że Kurczuk w taki sposób potraktował Dziennik i tym samym wolne media (zagroził, że jeśli będziemy źle pisać o SLD, on postara się, żeby reklamodawcy nie ogłaszali się w Dzienniku - dop. red.).
- Jak ty sobie teraz wyobrażasz wybory w Lublinie? - grzmiał dr Krzyszycha. - Teraz nikt przy zdrowych zmysłach nie zagłosuje na naszych skompromitowanych działaczy.
- To poszukamy sobie kandydatów niszowych - odpowiedział spokojnie Kurczuk. - Na przykład Jerzego Szpakowskiego, wójta z Trawnik. On ma dużą rodzinę, to będzie sporo głosów. Znajdzie się kilku takich.
Kurczuk nie zniósł jednak słów krytyki, które raziły jego partyjnych podwładnych. Na drugi dzień po spotkaniu z członkami Pro Publico Bono, poszedł do Urzędu Marszałkowskiego i... doniósł na dr. Krzyszychę.
- Był piątek - opowiada Krzyszycha. - O godz. 11.15 zadzwonił telefon. To był Piotr Włoch, który z pretensją w głosie zapytał, co do niego mam. Zarzucił mi, że się go czepiam, a on ma taką dobrą opinię. Byłem zaskoczony. Ale oniemiałem z wrażenia, kiedy słuchawkę przejął... Grzegorz Kurczuk.
Kurczuk zapowiedział, że teraz będzie chodził od osoby do osoby i mówił, co Piotr Krzyszcha o każdym z nich sądzi. - To świetna droga do skłócenia nas ze sobą - dodaje Krzyszycha.
Grzegorz Kurczuk słowa dotrzymał. Pół godziny później zadzwonił wojewoda Andrzej Kurowski. Z podobnymi pretensjami co Włoch. Ale kuriozalną rozmowę przeprowadził z działaczem sojuszu Mirosław Złomaniec, odwołany w poniedziałek wicemarszałek województwa, z którym Piotr Krzyszycha nigdy nie rozmawiał.
- Czy pan mnie zna? - zapytał Złomaniec przez telefon. - Jak pan może mnie krytykować?
Wicemarszałek Złomaniec nie mógł pojąć, że nie trzeba go znać osobiście, żeby ocenić wyniki jego pracy dla województwa. Szczególnie zaś dla lubelskiej kultury.
- Nie wytrzymałem. Zapytałem, czy ten plotkarz Kurczuk siedzi obok Złomańca - opowiada Krzyszycha. - Oczywiście, siedział. W ten sposób załatwia się sprawy w SLD. Donosami i próbami skłócenia ludzi. Tak kończy się lubelska lewica -podsumowuje Krzyszycha.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!