wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Do dwóch ślubów sztuka


Dwa razy pilnie przygotowywali się do tej samej uroczystości. Za drugim razem wymienili wszystko. Poza obrączkami.

A ślubu udzielał im już nie urzędnik, ale duchowny.

4 marca 2006 r. To miał być najszczęśliwszy dzień w życiu Iwony Misztal z Krasnobrodu i Leszka Wolaka z Długiego Kąta. -Do zawarcia małżeństwa przygotowywaliśmy się solidnie od dawna. Wszystko było dopięte na ostatni guzik: świadkowie, obrączki i... uroczysta przysięga w Urzędzie Stanu Cywilnego w Józefowie - wspomina Leszek Wolak.
Nie robili hucznego weseliska. I dobrze, bo wszystko na nic. Do katastrofy doszło już dwa dni po ślubie, kiedy wojewoda lubelski stwierdził, że kierownik Urzędu Stanu Cywilnego pełnił tę funkcję nielegalnie: został powołany przez burmistrza, tymczasem takie stanowisko powinno być obsadzane w drodze konkursu. Kilka miesięcy później Sąd Okręgowy w Zamościu wydał orzeczenie, że małżeństwo Iwony i Leszka nie istnieje. - To był dla nas koszmar. Poczułem się tak, jakbym dostał w twarz. Nie mogłem spać po nocach. Moja żona przestała być moją żoną i musiała wrócić do panieńskiego nazwiska - wspomina pan Leszek. - A ja miałam przez trochę męża, a później nie z naszej winy przestał być moim mężem - dodaje pani Iwona.
Nie chcieli dalej żyć na kocią łapę, tylko jak mąż z żoną. - Zależało nam na zalegalizowaniu związku - opowiada pani Iwona.
Ale nie chcieli drugi raz wchodzić do tej samej wody. Zdecydowali się na ślub konkordatowy. I znowu zaczęły się schody. - Usłyszeliśmy, że ksiądz udzieli nam ślubu w kościele rzymskokatolickim, ale bez mszy świętej. Ja bez przeszkód mogłabym podczas uroczystości przyjąć komunię świętą, ale nie Leszek, bo on należy do kościoła polsko-katolickiego - opowiada pani Iwona.
Nie zamierzali się poddawać. - Wydeptaliśmy wszystkie ścieżki, ale nic nie udało się nam wskórać - wspomina pan Leszek. - W końcu poszliśmy do proboszcza parafii polsko-katolickiej w Majdanie Nepryskim i na spokojnie uzgodniliśmy datę ślubu.

20 października 2007 r. To był najszczęśliwszy dzień w życiu Iwony i Leszka Wolaków. Nie zabrakło łez. - Drugi raz przysięgałem żonie miłość, wierność i uczciwość małżeńską, i drugi raz się popłakałem - wyznaje szczerze pan Leszek.
Przy drugim ślubie łatwo popaść w rutynę. - Gdyby to był znowu ślub przed urzędnikiem, może zrobiłoby się nudno, ale tym razem przysięgaliśmy w kościele przed Bogiem, więc to było nieporównywalnie ważniejsze wydarzenie - uważa pani Iwona.
- Życzyłem nowożeńcom wzajemnej miłości i dużo wytrwałości - mówi ks. Mieczysław Piątek, proboszcz parafii polsko-katolickiej pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski i Podwyższenia Krzyża w Majdanie Nepryskim, który udzielał ślubu. - Dobrze, że nie załamali się po wcześniejszych niepowodzeniach. Niech im się szczęści w życiu.
W sali Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Józefowie bawiło się na weselu około 130 osób. Oboje pochodzą z dużych rodzin. Salę użyczył im za darmo magistrat, który już wcześniej przyznał się do błędu i wypłacił pechowej parze za ślub cywilny, którego nie było, 5 tys. zł rekompensaty (minus podatek) za poniesione koszty. Weselnicy wznosili toast za toastem, a młoda para musiała co chwila słodzić wódkę.
Młodzi się wykosztowali. W menu można było znaleźć m.in. rosół, barszcz, forszmak, gołąbki, rybę po grecku i kilka rodzajów sałatek. Nad wszystkim czuwał wynajęty kucharz wraz z dwiema paniami, które miał do pomocy. Wędliny i ciastka zamawiali. Wódkę też. Do tańca przygrywał zespół Bruno z Hrubieszowa. - Mam nadzieję, że limit pecha został wyczerpany, ale na wszelki wypadek przypomnę księdzu, aby w ciągu pięciu dni zaniósł do Urzędu Stanu Cywilnego akt zawarcia małżeństwa, bo w przeciwnym przypadku będziemy mieli tylko ślub kościelny - śmieje się pani Iwona.
Nie chcą wracać do przeszłości. - Zaczynamy wszystko od nowa, dlatego miałam na sobie nową suknię ślubną, a mąż garnitur - mówi pani Iwona. - Wymieniliśmy nawet świadków. Tylko obrączki pozostałe te same. - Ale poprzednim razem wygrawerowane na nich były tylko nasze imiona, a teraz dodaliśmy datę ślubu - wtrąca pan Leszek.
Na drugi dzień po weselu, ale przed poprawinami, poszli na wybory. Nie chcą powiedzieć na kogo głosowali. - Chcemy, by żyło się nam lepiej - mówią. - Do dwóch razy sztuka. Nie planujemy kolejnego ślubu.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!