niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Dobrze upaść nie jest źle

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 maja 2006, 12:46

Resta, znana lubelska spółka, ogłosiła upadłość. Jej wierzyciele miesiącami będą teraz czekać na zwrot choćby części swoich pieniędzy. Wielu z nich po drodze upadnie. Ale nie wszyscy na tym stracą. Bo dobrze upaść to dzisiaj całkiem niezły biznes, twierdzi doświadczony sędzia gospodarczy z Lublina

Kilka lat temu Resta, jeden z największych producentów segregatorów miała bardzo dobrą opinię. Jej właściciel, Zbigniew Czmuda, znany był z dobrego gustu, rozmachu i zamiłowania do prowadzenia prywatnej działalności. Swoją biznesową wiedzą z chęcią dzielił się z innymi przedsiębiorcami na forum Business Centre Club, którego był regionalnym kanclerzem. W Lublinie do dziś pamiętają Czmudę miłośnicy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Prezes Resty bez mrugnięcia okiem przelicytował wszystkich, żeby stać się właścicielem symbolicznego helikoptera WOSP, który stanął przed siedzibą jego firmy w Garbowie.

Heroina w segregatorach

Dziś po helikopterze ani śladu. Próżno też szukać Zbigniewa Czmudy, bo ten dawno pożegnał się ze swoją spółką i opuścił Lubelszczyznę. Na miejscu zostali za to wierzyciele, którzy nie bardzo wiedzą, gdzie szukać swoich pieniędzy. Bo choć w Garbowie produkcja segregatorów idzie pełną parą, to już w zupełnie innej spółce. Dawna Resta nazywa się dziś Draw i swoją siedzibę ma w Piotrkowie Trybunalskim.
Problemy Resty zaczęły się na początku 2000 roku.
- Zmieniły się przepisy dotyczące zakładów pracy chronionej, musieliśmy zacząć płacić podatki, a samych nieściągalnych należności mieliśmy ponad 1 mln zł - tłumaczy Zbigniew Czmuda. Długi spółki rosły z miesiąca na miesiąc i w 2002 roku przekroczyły 5 mln zł. Dlatego jesienią 2002 roku zarząd wystąpił do sądu o otwarcie postępowania układowego. Wierzyciele zgodzili się na umorzenie 40 proc. swoich wierzytelności i spłatę reszty w okresie 3 lat od zawarcia układu. Ale spokój w spółce nie trwał długo.
Potem było coraz gorzej. Pod koniec 2002 r. w ładunku segregatorów jadących do Anglii celnicy odkryli... 200 kg heroiny. Był to największy od 10 lat przemyt w Polsce i jeden z największych na świecie. Zbigniew Czmuda twierdził, że narkotyki zostały podłożone. Nie przedstawiono mu żadnych zarzutów.

Bank zdejmuje

Dwa lata temu Czmuda zaczął spłacać długi, ale już w marcu 2005 roku sprzedał część akcji spółki. Nie chce powiedzieć, za ile i komu. - Czasem są sytuacje bez wyjścia. Dziś wolałbym o tym zapomnieć - tłumaczy swoją decyzję.
Z naszych ustaleń wynika, że nowym akcjonariuszem Resty został przedsiębiorca z Piotrkowa Trybunalskiego.
Nowy właściciel powołał swój zarząd, a ten w ciągu kilku miesięcy zrobił wszystko, żeby po dawnej Reście zostało jedynie wspomnienie. Natychmiast zmienił nazwę spółki na Draw SA i przeniósł jej siedzibę do Piotrkowa Trybunalskiego. Błyskawicznie sprzedał też za 260 tys. zł znaczącą część majątku spółki (działka, budynki produkcyjne i magazynowe z kotłownią i wjazdem do całej nieruchomości) firmie z Białegostoku.
A teraz najlepsze: na nieruchomości ustanowiona była hipoteka bankowa. Cztery dni przez transakcją sprzedaży lubelski oddział jednego z największych polskich banków zdjął formalnie hipotekę z nieruchomości.

Komu to się opłaciło

Dlaczego bank postąpił w tak bezprecedensowy sposób? Dlaczego zadziałał wbrew swoim interesom, rezygnując z zabezpieczenia spłaty swoich wierzytelności? Kierownictwo banku nie chciało w ogóle na ten temat rozmawiać. Centrala w Warszawie też nie.
Wiadomo jednak, komu ta transa- kcja się opłaciła. Firma, która kupiła nieruchomości od Draw SA rozpoczęła w Garbowie... produkcję segregatorów pod nazwą Resta Sp. z o.o. W zakładzie i na maszynach kupionych od Draw SA, czyli dawnej Resty. Odbiorcy segregatorów też zostali ci sami.
- Nie mamy nic wspólnego z tamtą Restą, poza tym, że uzyskałem zgodę na używanie ich marki. Reszta to przypadek - tłumaczy Paweł Jaworski, prezes Resty Sp. z o.o. I podkreśla, że nic nie łączy go z interesami firmy Draw. Ani tym bardziej z jej długami.
Wierzyciele zgodnie podkreślają, że wtedy ostatecznie przestali wierzyć w odzyskanie swoich pieniędzy. - Straciłem przez Restę tyle, że mógłbym postawić dom - opowiada jeden z lubelskich kontrahentów firmy. - Ale boję się o tym mówić. Ta sprawa ma wiele wątków, a ja nie chcę stracić jeszcze więcej.

Z pośredniaka do zarządu

Prezesem zarządu Draw SA i równocześnie nowym akcjonariuszem od października 2005 jest Piotr Margasiński z Piotrkowa Trybunalskiego. Technik chemik, lat 54. Przed objęciem stanowiska prezesa w Reście - uwaga! - bezrobotny.
- Nie wahałem się, kiedy zaproponowano mi prowadzenie spółki Draw. Uznałem, że to wyzwanie, a ja się do tego nadaję - tłumaczy Margasiński. I przyznaje, że nie znał wcześniej właściciela Draw SA, ani nie słyszał o Reście.
Nie zna się na produkcji segregatorów.
Nie był też w zarządzie żadnej spółki, a Lublin znał z telewizyjnych audycji. - Chciałem trochę zarobić. Jestem uczciwym człowiekiem, mam bardzo chorą żonę. Leczenie mnóstwo kosztuje, skąd miałem na to brać? - mówi otwarcie. A po chwili dodaje. - Planowałem to wszystko postawić na nogi.
Margasiński twierdzi, że zaczął spłacać wierzycieli, rozmawiał z bankami. Ostateczną katastrofę kładzie na karb wypadku, który wyłączył go z życia na kilka miesięcy. Bank zaczął domagać się spłaty kredytów, zabrano leasingowane maszyny. Zablokowano konta firmy. Nie było mowy o spłacie długów. Tym bardziej że ze sprzedanego wcześniej majątku niewiele zostało, a produkcja segregatorów odbywała się już w całkiem innej firmie.

No to upadamy

Margasiński złożył do sądu wniosek o upadłość. Nadzorca sądowy zbadał sytuację w firmie: bałagan w dokumentach finansowych, niejasności dotyczące sprzedaży majątku i wielkości długów.
- Działania poprzedniego zarządu wskazują na konieczność powiadomienia prokuratury o popełnieniu przestępstwa - stwierdził Tadeusz Fita, nadzorca sądowy.
Fita podkreślał, że sprzedaż nieruchomości firmie z Białegostoku radykalnie pomniejszyła wartość majątku spółki. - Draw ma co prawda hale, ale dojazd do nich znajduje się na działce Resty. Tak jak i kotłownia. Jak więc sprzedać taką nieruchomość? - pytał retorycznie Fita w sądzie.
A co stało się z maszynami produkcyjnymi, z milionem złotych nierozliczonych środków z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych? Nie wiadomo. Wiadomo tylko że z majątku jednej z najprężniejszych lubelskich spółek niewiele w tej chwili zostało. Magazyny i pomieszczenia biurowo-socjalne, na których bank ma ustanowioną hipotekę. Oraz trzy stare auta.

Powrót odkurzacza

- Na pewno nie ja odpowiadam za tę sytuację. Ja raczej buduję niż rujnuję - tłumaczy się Piotr Margasiński, obecny prezes Draw.
W sądzie nie potrafił jednak wskazać, ile pieniędzy spółka jest winna wierzycielom, gubił się w wyjaśnieniach dotyczących hipotek i transakcji sprzedaży maszyn. I wcale nie wyglądało na to, że nowy prezes chce coś ukryć. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie człowieka kompletnie zdezorientowanego i przerażonego tym wszystkim, z czego, chcąc nie chcąc, będzie musiał się tłumaczyć. - Nie wiem, co dalej... Osiwiałem już i wyłysiałem. Robię zapiski, na okrągło wszystko rozważam. Ale do nikogo nie mam żalu. Jeśli już, to tylko do siebie. Ja jestem taki ufny człowiek.
Tymczasem Zbigniew Czmuda mówi, że kraje mu się serce, kiedy patrzy na to, co stało się z jego dawną firmą. - To już nie moje długi - zastrzega. - ja mieszkam w Warszawie i handluję odkurzaczami. Tak jak kiedyś, gdy rozpoczynałem swoją przygodę z biznesem. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!