poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Po co pracować w pocie czoła od 7 do 15? Po co opłacać składkę ubezpieczeniową i jeszcze płacić podatki?

Po co cierpliwie oszczędzać i ciułać każdy grosz w oczekiwaniu na spokojną emeryturę? Przecież można łatwiej: wystarczy grać w pokera. Tylko pamiętajmy o jednym: nie zaszkodzi wygrywać.
Jasne, nie wszystkim udaje się utrzymać z gry, ale wielu próbuje. Statystyka nie jest imponująca: w karty na pieniądze w Lublinie gra kilkadziesiąt osób, a żyje z tego tylko kilka. Ale jakaś szansa zawsze jest.
Gracze, owszem, na rozmowę się zgodzą. Na zdjęcia i nazwiska nigdy. Bo żona, bo szef, bo wierzyciele.

300 zł w 20 minut

Darek ma 27 lat, pracuje w firmie budowlanej. W karty gra od szesnastego roku życia. Najpierw z kumplami po lekcjach. Ot tak, dla frajdy. Grali na drobniaki i zapałki, jak to dzieciaki.
Teraz grywa na poważniejsze stawki:
Jak mam dobry dzień, zgarnę kilka stów. Jeśli dzień jest znakomity, to nawet do dwóch, trzech tysięcy złotych - chwali się Darek.
Co, jeśli dzień będzie zły, tego nam Darek nie mówi.
Kiedy pytamy, czy nie czuje się uzależniony, zaprzecza z pobłażliwym uśmiechem.
- To wszystko dla zabawy, dreszczyku emocji i towarzystwa - tłumaczy. - Żaden tam nałóg.
Jego koledzy od kart twierdzą jednak co innego. Mówią, że z hazardu leczył się już w szkole średniej. Chyba mają rację: spotkalismy się w pubie i Darek coraz zerka na automat do gry. Oczy mu błyszczą i wreszcie rzuca: Pójdę sprawdzić, czy dobrze działa, bo takiego jeszcze nie widziałem - informuje.
Za kilka minut prosi, żeby mu rozmienić stówkę: "bo chyba mu połknął drobne, jakiś zepsuty, czy co...”
Kwadrans później jest już spłukany.
Zdumieni sprawdzamy zegarki: przegrał trzysta złotych, a nie minęło nawet dwadzieścia minut! - Nie szkodzi. I tak sobie odbiłem na pokerze w sieci. Teraz wtopiłem trzy stówki, ale rano w Internecie wygrałem cztery - wyjaśnia zadowolony.

Liga dżentelmenów

W Lublinie turnieje pokerowe odbywają się tylko w jednym miejscu, w mało znanym klubie na obrzeżach miasta.
Wiedzą o tym wyłącznie wtajemniczeni: gra na pieniądze jest nielegalna, chyba że zapłaci się podatek od hazardu. A "członkom ligi” - jak nazywają siebie gracze - jakoś nie opłaca się płacić podatków.
Policyjnego nalotu nie ma co się jednak spodziewać.
- Policja się nie wtrąca. Zwłaszcza że gra z nami kilku policjantów - śmieje się Darek.
Umówiliśmy się z naszym rozmówcą, że podpatrzymy jak gra. Samo miejsce jest dość sympatyczne: to nie zadymiona speluna z wbitymi w stoły nożami. Nic z tych rzeczy. Zgadza się tylko papierosowy dym - przez gęstą chmurę z trudem można dostrzec ludzi przy stolikach.
Grają tu wszyscy: muzycy, dyrektorzy dużych firm, policjanci, studenci, dziennikarze. Cały przekrój społeczeństwa.
Przy stoliku Darka siedzi kilku młodych ludzi. Dwóch - na oko - studentów; podstarzały jegomość w garniturze i młody, czarnoskóry chłopak ze słuchawkami na uszach i w ciemnych okularach.
Na blacie stosy żetonów. Nikt się nie kłóci, ani nie awanturuje, ale nie zawsze jest tak miło.
- Zdarza się, że jeśli ktoś przegra sporą sumkę, to idzie do baru i pije setkę za setką. A potem wraca, żeby się zemścić. Czasem kończy się awanturą - mówi Artur, student prawa, który właśnie wypadł z gry. Przegrał tylko 250 zł, ale i tak jest nieco rozczarowany. Gdyby tylko trafił mu się full, zarobiłby połowę średniej krajowej.

Kolor karty

Obok niego siedzi Sanjeen, czarnoskóry Amerykanin, student Akademii Medycznej.
Modnie ubrany, wysoki dwudziestosiedmiolatek.
Z chęcią godzi się na rozmowę. Mówi, że jako obywatel Ameryki może mówić, co mu się żywnie podoba.
- Jeśli ktoś myśli, że naszym narodowym sportem jest baseball, futbol amerykański, czy koszykówka, to się myli. Jest nim poker! - śmieje się.
W Polsce jest od paru lat. W pokera grywa od roku.
- Grają wszyscy moi kumple, więc nie chciałem odstawać. Przyszedłem raz i tak już zostało. Poza tym, przy stole nie ma uprzedzeń raso-
wych: ważny jest kolor karty, nie skóry - mówi.
Sanjeena denerwuje tylko, że niektórzy myślą, że co tydzień przepuszcza tu majątek. A wcale tak nie jest, bo jak inni musi liczyć się z wydatkami, więc wcale nie jest mu wszystko jedno czy wygrywa, czy przegrywa.
Zaglądamy z powrotem do Darka. Idzie mu całkiem nieźle: jest godzina 22.00, a przed nim solidny stos żetonów, które zaraz zamieni na pieniądze. Patrzymy z podziwem.
- Spokojnie - mówi facet z sąsiedniego stolika. - Może i teraz jest przy forsie, ale przecież gra się do czwartej rano. Wtedy pogadamy...

Spożywczak

Jak już, wygrywać, to najlepiej tak, jak jeden z młodych lubelskich pokerzystów. Na początku grywał w zwykłego pokera przy stole, ale szybko przerzucił się na karty w Internecie. - Tam są naprawdę duże możliwości. Miliony graczy gotowych grać o dużą kasę - słyszymy od speców w tym "fachu”.
Obecnie dwudziestoczterolatek ma na koncie kilkanaście tysięcy dolarów i duży problem: jak wytłumaczyć urzędowi podatkowemu, skąd wzięła się ta forsa?
Założył sklep spożywczy.
- Śpi na forsie, a prowadzi mały osiedlowy spożywczak - śmieją się jego kumple. - Najlepsze, że nawet nie wie, co tam sprzedaje, bo wcale tam nie bywa!

Fabryka nałogowców


Niektóre ze stron internetowych z pokerem reklamują się pulą dochodzącą nawet do kilkunastu tysięcy dolarów. Niestety, dla fanów gier karcianych przyszły ciężkie czasy: już wkrótce "internetowe kasyna” przestaną istnieć.
Powód? Oficjalny: do pokera przez Internet mogą mieć dostęp małe dzieci, a niekontrolowane przez państwo strony mogą zwiększyć liczba hazardowych nałogowców.
Nieoficjalny: na zamknięcie stron naciskają zwykłe kasyna, bo Internet jest dla nich wielkim zagrożeniem. Wirtualne kasyna mogą mieć serwer zainstalowany np. na Wyspach Karaibskich i płacić tamtejsze podatki, zamiast jak zwyczajne kasyna - płacić wysokie kwoty swojemu rządowi.
Ale do domu gry na obrzeżach Lublina zawsze będzie można zajrzeć.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!