poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Drugie życie secondhandu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 marca 2007, 15:07
Autor: Fabian Plapis

Kiedyś uważane były za sklepy dla biedoty. Można w nich było kupić słabej jakości i mocno zniszczone ubrania z niemieckich śmietników.

Dziś w lumpeksie szuka się ubrań najlepszych światowych marek i projektantów. Te znalezione są czyste, estetyczne, często nawet jeszcze nieużywane, bo posiadają oryginalne metki. Właściciele sklepów sami dbają o to, by na wieszakach pojawiał się jak najlepszy asortyment.

Cztery tony

Katarzyna Jastrzębska łatwej pracy nie ma. - Miesięcznie przerzucamy około czterech ton używanych ubrań - tłumaczy właścicielka jednego z kraśnickich second-handów. - Wszystkie są najpierw wstępnie segregowane, zanim trafią na wieszaki. Nie mogę sobie pozwolić, aby byle co powiesić.
Katarzyna Jastrzębska w tej branży siedzi już ponad półtora roku. Zaczynała od prowadzenia hurtowni z odzieżą używaną. - Jak zobaczyłam, że można na tym wyjść lepiej niż na hurtowni, otworzyłam własny ciuchland - podkreśla.

Trzy grupy

Właściciele sklepów z używaną odzież dzielą swoich klientów na trzy podstawowe grupy.
Pierwsza grupa:
bardzo wymagająca i zasobna. Przychodzą i szukają markowej odzieży znanych projektantów. Kupują wszystkie oryginalne rzeczy, a potem chwalą się nimi w towarzystwie. Oczywiście fakt, że kupiły te ubrania w second-handzie przedstawiciele tej grupy skrzętnie skrywają.
Drugą grupa:
to ludzie, którzy w ciuchlandach się ubierają. Przychodzą regularnie, ubierają się tu od stóp do głów i wcale tego nie ukrywają. To grupa najlepiej zorientowana, kiedy i po co przychodzić. Nie przepuszczają żadnej nowej dostawy. Ale nie zawsze coś kupią: ta grupa klientów wie, czego chce i dokładnie tego szuka.
Trzecia grupa:
osoby biedne, których naprawdę nie stać na zakupy nowych ubrań. Często nie mają pieniędzy nawet na kupienie ubrań w szmateksach. Dlatego najwięcej pojawia się ich w dni z przecenami i wyprzedażami. Wtedy ubrania kupuje się za przysłowiowe grosze.

100 procent

Remigiusz ma 30 lat, mieszka i pracuje w Kraśniku. Tu też kupuje ciuchy - w ciuchlandach.
Remigiusz należy do drugiej grupy. - Tu kupię modne ubrania dobrej jakości i na dodatek tanio.
- A ja bardzo lubię kupować koszule. Takich wzorów nie znajdę w żadnych sklepach. A jeżeli już, to za takie marki musiałbym zapłacić krocie - Paweł, o dwa lata młodszy od Remigiusza, jest już przedstawicielem pierwszej grupy klientów.
Ostatnio pojawiła się nowa kategoria stałych klientów. Kupują dużo i jak najtaniej, a potem pędem na bazary i targowiska w małych miejscowościach. Przebitka jest spora - nawet 100 proc.

Polowanie na okazję

Kupowanie w sklepach z używaną odzieżą jest jak wielka przygoda. - Nigdy nie wiesz, po co przychodzisz, z czym wyjdziesz, co uda ci się kupić. Do takiego sklepu nie przychodzi się z nastawieniem, że kupisz sobie spodnie określonego kroju i koloru - tłumaczy Natalia, studentka z Lublina. - Wtedy na pewno nic nie znajdziemy. Zakupy w ciuchlandach to polowanie na okazję. Kupuje się to, co akurat wpadnie w oko.
Najlepiej sprzedają się spodnie, koszule i bluzki. Ostatnio nieźle też idą skórzane buty.
- Kiedyś miałam takie dziwne buty. Stały na półce kilka miesięcy, wyceniłam je na osiem złotych. Pewnego dnia wpadł młody człowiek i mało co mu oczy nie wyskoczyły. Okazało się, że to specjalistyczne buty do wspinaczki górskiej, które w sklepie kosztują ponad trzysta złotych. A te moje były zupełnie nowe - wspomina Katarzyna Jastrzębska.
Hitem są też ubranka dla dzieci, zwłaszcza małych i niemowląt.
- Przychodzę na każdą nową dostawę. Szukam ubrań dla dzieci, można trafić naprawdę piękne, nowe i markowe ubranka. Takich nie opłaca się kupować w sklepach. Kosztują kilkanaście razy więcej, często są gorszej jakości, a dziecko szybko wyrasta - szczegółowo wymienia Teresa Mosińska, babcia dwóch uroczych wnuków. - A przy okazji kupię coś dla siebie i męża. Ostatnio? Komplet pościeli.

Marketing

Dobry towar nie wystarczy. Klient musi:
a. dowiedzieć się o nim
b. myśleć, że to najlepsza okazja.
Stąd nowoczesne chwyty marketingowe. W środę nowy towar, w czwartek wszystko o połowę taniej. Jeden z lubelskich szmateksów stosuje inną technikę: każdego dnia jeden rząd wieszaków z ciuchami ma cenę złotówka za sztukę. Wciąż dobrze trzyma się sprzedawanie na wagę. A zawsze można się jeszcze potargować.
Trudno się dziwić, że coraz więcej ludzi wybiera second-hand zamiast supermarketu.
- To kwestia jakości. U nas za grosze kupują odzież markową z najwyższej półki. Ja mam ubrania z Anglii i takie marki jak GAP, Mark&Spencer, Maxmara czy Reebok - mówi Jastrzębska. - Trafiają się rzeczy od markowych projektantów. A w marketach pełno ubrań z Chin, które często rozpadają się po pierwszym praniu. Ja, odkąd prowadzę ten interes, to nie pamiętam, żebym kupiła jakieś nowe ubrania.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!