niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Duże kłopoty z Małą Miss


Miała być zabawa, emocje i nagrody. Był stres, polityka i płyty wydarte z gazet. Dzieci przeżywały konkurs, a rodzice nie mogli dojść do siebie.
Bo wszystko było nie tak.

- Jedno wielkie rozczarowanie - twierdzi jedna z matek*, która zgłosiła się do Dziennika, by opowiedzieć o kulisach niedzielnego konkursu piękności dla dzieci w Lublinie. - Sprawy polityczne załatwia się całkiem inaczej. Nie miesza się w to dzieci. A w tym przypadku tak zrobili.

Dzieci w tle
Konkurs Mała Miss i Mister Lubelszczyzny miał się odbyć w maju, ale rodziców poinformowano, że będzie w czerwcu. - Później dowiedzieliśmy się, że jednak przesunięto go na 1 października. Nikt nam nie powiedział dlaczego - skarży się kolejna mama.
Potem wybory przełożono jeszcze raz, na 15 października. I jeszcze raz; o tydzień. - Byle tylko bliżej wyborów samorządowych - zżyma się jedna z matek. - Tu chodziło o zaprezentowanie jednego z członków jury, Zbigniewa Wojciechowskiego, kandydata na prezydenta. A dzieci się nie liczyły.
Beata Drewienkowska, prezes firmy Modart, głównego organizatora Małej Miss i Mistera Lubelszczyzny odpiera zarzuty. - Nikomu nie organizujemy kampanii wyborczej. A przesuwanie terminu wyborów było raz spowodowane oczekiwaniem na głównego sponsora i koniecznością zmiany miejsca.

Uśmiechaj się!
- Widzieliście, jak mnie kamerowali? - ośmio-, może dziewięcioletni elegancko ubrany chłopiec sprawdza, jakie wrażenie jego występ zrobił na rówieśnikach. - Już udzielałem wywiadów do mediów.
Chłopiec właśnie zszedł ze sceny, na której na klawiszach grał piosenkę "Neapolitańską”.
Na zapleczu sceny, w dużej sali, lekko nerwowa atmosfera. Pachnie lakierem do włosów i błyszczykiem do ust. Szeleszczą torby na kostiumy. Kilkuletnia dziewczynka stoi spokojnie, gdy mama utrwala jej fryzurę z lokami. - Pamiętaj, masz się uśmiechać. Uśmiechaj się, słyszysz? Nawet jak się pomylisz, to się uśmiechaj. I stój prosto.
- Kiedy już pójdziemy? - chłopczyk w krawacie i garniturze ciągnie ojca za pasek. - Poczekaj, siostra ma ważny występ. - Ale pójdziemy do Mc'Donalda? - Pójdziemy. - Tu jest nudno. - Oj, synu, ty tego nie zrozumiesz. Ja zresztą też.

Chcesz cukierka?
Rodzice mieli też problem ze zrozumieniem nagród. - Załamaliśmy się. Dzieci, które nie zajęły trzech pierwszych miejsc, nie dostały obiecanych zabawek. W reklamówkach były poodklejane płyty z gazety, atlas samochodowy, czapka dla dorosłego, książka o papieżu, notesik i cukierki - wymienia mama 5-letniej uczestniczki konkursu. - Teraz tylko zastanawiam się, dlaczego za udział dziecka w konkursie musiałam zapłacić 200 zł.
Firma Modart twierdzi, że nagrody od sponsorów dostała dopiero w przeddzień konkursu. - Nie mieliśmy wpływu na to, co przygotują. W następnym roku pewnie to zmienimy - dodaje Drewienkowska.

Bzdety
Na początku dzieci miały się prezentować w Teatrze Muzycznym. Na trzy dni przed imprezą organizatorzy poinformowali, że konkurs przenosi się do filharmonii. - Tłumaczyli to tym, że otrzymali telefon z Teatru Muzycznego z rozkazem odwołania imprezy ze względu na przyjazd Waldemara Pawlaka z PSL - relacjonuje zamieszanie mama uczestniczki.
Potwierdza to Drewienkowska. - Musieliśmy szukać innej sali, zmieniać termin konkursu i plakaty na mieście. W sumie ponieśliśmy przez to straty w wysokości 20 tys. zł. Nasz adwokat już zajmuje się tą sprawą.
- Niech oni bzdetów nie gadają - denerwuje się Leszek Ferdynand Hadrian, dyrektor naczelny Teatru Muzycznego w Lublinie. - Nigdy nie współpracowaliśmy ze sobą. I w tym przypadku Modart nie podpisał z nami umowy. Więc niczym nie byliśmy z nimi związani. A że trafił nam się lepszy klient, jakim było PSL, to wybraliśmy jego.

Małe królewny
Chłopcy byli bardziej wyluzowani. Wbici w garniturki, albo w wojskowych spodniach do pół łydki. Dziewczynki obowiązkowo w sukienkach. Młodsze a la królewna (złote pantofelki, różowe tiule, cekinki). Starsze bardziej poważne i odważne.
Jedenastoletnia uczestniczka wystąpiła w czarnych butach na obcasie i czarnej sukience na ramiączkach. "Nigdy nie pomyślałabym/ że mnie spotka miłość/ którą kochać chcę/ tego któremu zabroniona ja i on mi też” - śpiewała delikatnym głosikiem przebój Dody.
Sala biła brawo. Rodzice przez chwilę mogli się nacieszyć dziećmi na scenie, ale większość z nich nie kryła rozczarowania całą imprezą. - Najbardziej to szkoda dzieci - mówią matki. - Były nastawione na coś innego. I my też myśleliśmy, że będzie frajda i zabawa.

* imiona i nazwiska rodziców do wiadomości redakcji
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!