sobota, 3 grudnia 2016 r.

Magazyn

Dyrektor na zagrodzie


- Szpital chyli się ku upadkowi. Ale może właśnie o to chodzi? - zastanawiają się z coraz większym n
- Szpital chyli się ku upadkowi. Ale może właśnie o to chodzi? - zastanawiają się z coraz większym n

Pacjentom, którzy trafiają do Okręgowego Szpitala Kolejowego przy ul. Kruczkowskiego w Lublinie, oferuje się coraz niższy standard usług, co może mieć tragiczne skutki - przestrzegają lekarze z tego szpitala, działacze związków zawodowych. Zlikwidowano dyżury radiologów, na krew czeka się godzinami, szwankuje laboratorium. To wszystko jest efektem zarządzania szpitala przez Andrzeja Niemczyka, farmaceutę z Zamościa, członka PSL.

Andrzej Niemczyk trafił do szpitala kolejowego we wrześniu 1999 roku. Przedtem pracował w Urzędzie Marszałkowskim, był zastępcą dyrektora Wydziału Zdrowia. Do Lublina ściągnął go z Zamościa jego kolega, marszałek Arkadiusz Bratkowski. Niemczyk, farmaceuta z wykształcenia, wieloletni działacz ZSL, a potem PSL, został mianowany dyrektorem szpitala, który wymagał dobrego programu naprawczego.
Ówczesny dyrektor Wydziału Zdrowia, prof. Leszek Wdowiak z SLD, przeciwstawiał się tej nominacji. Uważał, że Niemczyk jest niekompetentny, nie ma odpowiedniego przygotowania, by szpitalem zarządzać. Zarząd Województwa zdecydował jednak inaczej.
Następca Wdowiaka, Tadeusz Marciniak, również związany z SLD, próbował Niemczyka ze stanowiska odwołać. Okazało się, że zamojski farmaceuta jest nie do ruszenia. Marciniak odszedł z Urzędu Marszałkowskiego, kierowanie służbą zdrowia w województwie przejęło całkowicie PSL. Niemczyk chwalony jest za gospodarność, otrzymuje nagrody. Lekarze ze szpitala kolejowego, którzy znają codzienną rzeczywistość placówki, przecierają oczy ze zdumienia.

Stan zagrożenia

- Siedem godzin czekałam na krew dla pacjenta - relacjonuje jedna z lekarek, członkini związku zawodowego. - Dlaczego? Bo w ramach oszczędności pan dyrektor zlikwidował w szpitalu krwiodawstwo. Pacjent na szczęście przeżył, ale ktoś inny może już nie mieć takiego szczęścia...
Grupa lekarzy, z którymi się spotykam, prosi o anonimowość.
- Niech pani napisze, że nasze nazwiska są wyłącznie do wiadomości redakcji - proszą. - I doda, że nie ujawniamy się wyłącznie ze strachu. Do tego doprowadził nasz dyrektor.
Lista zarzutów, sformułowana przez związkowców, jest długa. Zaczyna się od bezpieczeństwa chorych i standardu ich leczenia. Na przykład - dyżury radiologów. Najpierw, w ramach oszczędności, mieli dyżurować po południu w domu pod telefonem. Teraz szpital zrezygnował i z tego.
- Zdjęcie opisać można do godziny 13.00 - mówi jeden z lekarzy. - Potem technik je wykona, ale sami musimy się domyślać, co stało się choremu. To po prostu kpina!
Dyrektor sprywatyzował laboratorium, też w ranach oszczędności - wyliczają lekarze. Tyle tylko, że niebawem nie będzie już jak robić badań, bo szpital nie płaci za usługi i prywatne laboratorium czeka plajta. Oddział Intensywnej Terapii nie ma kontraktu z kasą chorych, bo nie spełnia wymagań. Wiadomo, że w każdym szpitalu jest to najdroższy oddział. Dyrektor jednak do tej pory go nie wyremontował, aczkolwiek są pieniądze na inne remonty.
- Grozi natomiast jego zamknięciem z powodu nierentowności - dodaje jedna z lekarek. - Kiedy słyszy się coś takiego, człowiek się zastanawia, czy pan dyrektor w ogóle wie, co mówi...

Pacjenci częstują chlebem

Szpitalna kuchnia głodzi chorych - wyliczają dalej lekarze. Jak jest zupa na obiad, to nie ma drugiego dania, jak na kolację jest mleczna zupa, to nie ma ani kromki chleba.
- Pacjenci trzymają w szafkach jedzenie przynoszone z domu przez rodziny - mówią związkowcy. - Jak jesteśmy głodni, zdarza się, że i nas częstują bochenkiem chleba.
Lekarze ubolewają jednak, że nie mogą odwdzięczyć się podobną troską.
- Pan dyrektor Niemczyk rządzi w szpitalu jednoosobowo, jakby to był jego prywatny folwark - mówią. - Nie ma go, szpital zamiera. W lecie, kiedy był na urlopie, nie było komu podpisać zamówienia na lek ratujący życie, bo nawet na wakacjach dyrektor nie chce się z nikim dzielić swoją władzą.

Gry personalne

Związkowcy mówią, że do braku jakiejkolwiek polityki prowadzenia szpitala dołączają się dyrektorskie gry personalne. Kto z dyrektorem - może liczyć na awans, kto nie - jest spychany z drogi. Przykłady? W maju konkurs na stanowisko ordynatora ginekologii wygrał dr Irosław Szymański, przewodniczący szpitalnych związków lekarskich. Ordynatorem nie został, bo... podobno sprzeciwiły się pielęgniarki. Dyrekcja rozpisała nowy konkurs.
- Nie otrzymałem żadnego pisma z dyrekcji - mówi I. Szymański. - O tym, że ordynatorem nie zostanę, dowiedziałem się od przewodniczącego komisji konkursowej, bo do niego napisał dyrektor Niemczyk.
Związkowcy podkreślają jednak, że Szymański znalazł się w dobrym towarzystwie. Kiedy konkurs na laryngologię wygrał dr Janusz Sidor, również ordynatorem nie został. Podobno i on nie spodobał się pielęgniarkom. Niemczyk zlikwidował oddział laryngologii i stworzył kilkułóżkowy pododdział przy chirurgii. Pozbawiony stanowiska został ordynator I Oddziału Chorób Wewnętrznych dr Adam Tomicki.
- Dyrektor po prostu zlikwidował z dnia na dzień ten oddział - mówią związkowcy. - Lekarze nie wiedzieli, co ze sobą robić. Decyzja była absurdalna, bo w tej chwili w budynku głównym w ogóle nie ma interny. Pozostała, i to znacznie okrojona, przy pulmonologii, która mieści się w zupełnie innym budynku.

Pan już tu nie pracuje

Dyrekcja, co podkreślają lekarze, generalnie lubi zwalniać z pracy osoby sobie niewygodne. W 1999 roku w trybie natychmiastowym dyrektor Niemczyk zwolnił dr. Włodzimierza Wieczorkiewicza, zastępcę ordynatora oddziału urologii. Wieczorkiewicz sprawę w sądzie wygrał, został przywrócony do pracy. Ale pozbawiony został swojego stanowiska.
Wygrał sprawę w sadzie i inny lekarz - Jacek Barański. Teraz, jak twierdzą lekarze, znowu dyrektor Niemczyk szuka pretekstu, by jeszcze raz go z pracy zwolnić.
- Pan Niemczyk planuje też kolejne zwolnienia - dodają związkowcy. - Jak choćby szefa radiologii i jego zastępcę. Z czterech radiologów zostałoby zaledwie dwóch. Protestujemy przeciwko takim decyzjom, ale nikt nie chce nas słuchać.
- Powiedziałam, że w przychodni jest bałagan - mówi jedna z lekarek. - Następnego dnia dostałam wypowiedzenie z pracy. Sprawę w sądzie wygrałam. Ale tak się właśnie wytwarza atmosferę strachu.
Lekarze zgodnie mówią, że w szpitalu panuje atmosfera zastraszenia. Dyrektor jest arogancki, nie potrafi nawiązać kontaktu z załogą. Już w zeszłym roku związki zawodowe próbowały wpłynąć na marszałka, żeby odwołać Niemczyka ze stanowiska. Marszałek pozostał nieugięty.

Prezerwatywy, czyli program naprawczy

Lekarze twierdzą, że obserwując działania dyrekcji, trudno dopatrzyć się spójnej koncepcji działania szpitala. Dług przekroczył już podobno 7 milionów złotych, a oni chcieliby wiedzieć, jaki program naprawczy ma dyrektor.
- Była już koncepcja, żeby pacjentki, w ramach oszczędności, same kupowały prezerwatywy, konieczne do badań sondą waginalną - wymieniają różne pomysły. - Teraz podobno dyrektor ma zainstalować czytnik, a my, jak w fabryce, będziemy podbijać karty. To wszystko byłoby może i śmieszne, gdyby nie fakt, że szpital chyli się ku upadkowi. Ale może właśnie o to chodzi? To łakomy kąsek do prywatyzacji z hektarami w centrum miasta.

Pan dyrektor czasu nie ma

Chciałam zweryfikować zarzuty związkowców. Dyrektor Niemczyk nie chciał się jednak ze mną spotkać. Przez sekretarkę przekazał wiadomość, że czasu dla prasy nie ma i mieć nie będzie. Zażyczył sobie przekazania pytań w formie pisemnej. Faksem przesłałam 14 pytań, dotyczących spraw wyżej opisywanych. Dyrektor Niemczyk, zamiast odpowiedzieć na nie, 23 października odpisał, że "Sposób postawienia pytań oraz ich treść świadczą jednoznacznie o ich całkowitej tendencyjności. Nie mają one na celu przedstawienia obiektywnej sytuacji szpitala jako jednostki służby zdrowia, ale mają na celu dołożyć dyrektorowi i pośrednio zdyskredytować szpital.”
Z dalszej części korespondencji nadesłanej przez dyrektora Niemczyka wynika, iż jest on człowiekiem niezwykle zajętym - ani w październiku, ani w listopadzie nie mam co liczyć na spotkanie z nim i rozmowę o gorących szpitalnych problemach. Nie znaczy to, że dyrektor wyklucza możliwość rozmowy. "Uważam, że najlepszym terminem spotkania na owocną rozmowę będzie pierwsza połowa grudnia” - sugeruje dyrektor Niemczyk...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO