niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Dziewczyny nadlatują!!!

Dodano: 22 marca 2007, 16:02

Kondycję trzeba mieć jak Otylia Jędrzejczak, Robert Korzeniowski i Adam Małysz razem wzięci. Do tego końskie zdrowie.

Przyda się też IQ na poziomie członka Mensy. A to, że jest się kobietą nie ma już najmniejszego znaczenia, bo "Lotnik” otworzył się na baby!
Ogólnokształcące Liceum Lotnicze to jedyna taka szkoła w Polsce. Jej uczniowie mają być w przyszłości pilotami wojskowymi. Dostać się tu jest naprawdę trudno: na 40 miejsc jest zazwyczaj 400 chętnych. Większość kandydatów odpada już na badaniach lekarskich. W kolejnym etapie rekrutacji liczy się wynik egzaminu gimnazjalnego i świadectwo. I zostają tylko ci z najlepszymi stopniami.

Koło reńskie

- Czasami jest i tak, że osoby z czerwonym paskiem się odrzuca - mówi płk. rez. pilot Janusz Ziółkowski, dyrektor "Lotnika”.
Potem trzy lata ostrej nauki: rozszerzona fizyka, matematyka, informatyka i angielski. Do tego skoki spadochronowe, szkolenie szybowcowe i samolotowe. A jeszcze wf na poziomie olimpijskim.
Uczniowie mówią, że po pierwszej lekcji we wrześniu mają takie zakwasy, że nie dają rady wchodzić po schodach. Nic dziwnego. W końcu jakiej licealnej sali gimnastycznej stoi looping, żyroskop i koło reńskie? Chłopaki z "Lotnika” ćwiczą po to, żeby w przygotować się na przeciążenia. Niemal na pewno od września w tej specjalnej sali ćwiczeń będzie można zobaczyć dziewczyny.
Tegoroczny nabór do "Lotnika” jest wyjątkowy. Pierwszy raz biorą w nim udział dziewczyny, uczennice ostatnich klas gimnazjów z całej Polski. Dotąd nie pozwalał na to statut szkoły i zapis, że OLL to szkoła wyłącznie dla chłopców.

Zmiany, zmiany, zmiany...

Dyrektor Ziółkowski ze spokojem podchodzi do zmian. Ale w przyjmowaniu kobiet do wojska ma doświadczenie. Był dziekanem Wydziału Lotnictwa Szkoły Orląt, kiedy uczelnia pierwszy raz przyjmowała kobiety. - Jak się już dziewczyny do nas dostaną, to będę się martwił, np. jak je ubrać.
Większe emocje sprawa budzi u dotychczasowych uczniów.
- Nareszcie - z wyraźnym zadowoleniem w głosie mówią jedni.
Inni podchodzą do kobiet w mundurach bardziej ostrożnie.
- W pewien sposób szkoła straci swoją unikalność. Poza tym zupełnie inaczej człowiek zachowuje się wyłącznie w towarzystwie męskim, nieco bardziej swobodnie, a inaczej kiedy są też kobiety - mówią Paweł z III klasy i Jacek z II klasy.

Babą zakręcą i nic

Na trzydniowe badania lekarskie do szpitala wojskowego w Dęblinie przyjechało 14 gimnazjalistek. Stoją rzędem, w szlafrokach na szpitalnym korytarzu. Czekają na wizytę w kolejnym gabinecie. Gdzieś dalej na wynik każdego badania czekają zdenerwowani rodzice. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że przejść badania to jak być jedną nogą już w "Lotniku”. Do ubiegłego piątku na przebadanych w tym roku około 50 chłopców z kwitkiem odjechało 30.
Agnieszka Korczyńska z Gorzowa Wielkopolskiego już rok temu sprawdzała, czy szkoła nie przyjmuje dziewczyn. W tym roku też zadzwoniła, ale bez większych nadziei. A tu się okazało, e i owszem.
- Mój tata jest pasjonatem lotnictwa, zawsze dużo mi o tym mówił. Chyba to dzięki niemu jestem tutaj - opowiada Agnieszka.
Szczęśliwy jest też ojciec Patrycji Kwiatkowskiej z Krakowa. - Za to mama trochę się boi - dodaje dziewczyna.
Tymczasem w gabinecie kręcą na krzesełku obrotowym. Dokładnie minutę.
- Dziewczyny lepiej dają sobie radę niż chłopcy. Ostatnio dwóch mi na krzesełku odpadło - mówiła Grażyna Kudła, pielęgniarka i technik audiometrii, która przeprowadzała to badanie.

Nina w gronie najlepszych

Na koniec dziewczyny muszą zaliczyć komorę niskich ciśnień. Po badaniach z czternastki chętnych trzy badania przeszły na pewno. Siedem musi podreperować zdrowie i ponownie zgłosić się do dęblińskiego szpitala. Te, które nie muszą się już martwić to: Kasia Mroczek ze Swarzędza, Agnieszka Korczyńska z Gorzowa Wielkopolskiego i Nina Błachnio z Ryk.
- Przeczytaliśmy w gazecie, że dziewczyny mogą składać papiery do OLL. A u nas i dziadek interesował się lotnictwem i mąż. Wtedy w moim dziecku moim coś zaiskrzyło. Powiedziała: mamo, a może ja spróbuje? I spróbowała - mówi Anna, mama Niny.
Na badaniach, kiedy Nina zobaczyła potencjalna konkurencję była nieco przerażona. Większość kandydatek wysoka, postawna. A ona taka drobna... - Ale wszystkie badania przeszła - dodaje dumna mama.
Nina jeszcze nigdy nie leciała samolotem, ale już nie może się doczekać skoków ze spadochronem czy latania szybowcem.
- Mam nadzieję, że mnie przyjmą - mówi. - Średnia powyżej 5.0 chyba wystarczy?
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!