poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Dziewczyny z głównej ulicy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 lipca 2008, 17:29
Autor: Dominik Smaga

Po osiem, dziewięć godzin dziennie. Zawsze na widoku, zawsze uśmiechnięte, bo zawsze wśród ludzi.

Gdyby nie lubiły z nimi rozmawiać, to ani nie wytrzymałyby w tej pracy, ani ich szefowie nie mieliby z nich pożytku.

Najpierw piłeczkę trzeba wziąć do ręki, później odbić ją rakietką. Jeszcze raz odbić. I jeszcze raz, i następny, następny... I tak osiem godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, dwa miesiące w roku, 346 kilometrów od domu.

Z gumową piłką

- Po pierwszym dniu w tej pracy myślałam, że zwątpię. Wszystko mnie bolało od tego wysiłku - wzdycha Anna Krzosa z Bytomia. Od rana musi robić wszystko, by przechodnie przemierzający lubelski deptak przystanęli, popatrzyli na nią przez chwilę, stwierdzili, że odbijanie tenisowej piłeczki to świetna zabawa i skusili się na zakup ciężarka z przymocowaną na gumce zieloną piłką.

Ania zaczynała u siebie, na Śląsku. - Przyszłam do młodzieżowego biura pracy i dostałam wizytówkę firmy, dla której teraz pracuję. Pierwszym razem pracowałam w swojej okolicy. W Lublinie jestem już czwarty rok. Przyjeżdżam tu pracować w wakacje. Szefowie opłacają mi mieszkanie.

- To dopiero mój drugi dzień pracy. Wczoraj dobrze mi poszło. Stałam tylko trzy godziny i sprzedałam najwięcej okularów ze wszystkich dziewczyn - cieszy się Małgorzata Mazur, rozkładając uliczny stojak z przeciwsłonecznymi okularami. - Mogłam pójść do pracy za bar, ale nie lubię chamstwa, a tutaj jest kulturka - dodaje Gosia.

Ktoś znajomy

- Czy klient w krawacie jest mniej awanturujący się? Oj, czasem bywa dokładnie odwrotnie. Ale nie mamy z tym problemu - mówi Emilia Leszcz, kelnerka z ogródka staromiejskiej gospody Sielsko Anielsko. Pracuje tu już drugi rok. Wcześniej pracowała w innej restauracji tego samego właściciela, ale to nie był ogródek. - A ogródek jest zdecydowanie najsympatyczniejszy - potwierdza Emilia. Sielsko to jedna z bardziej popularnych restauracji na Rynku.

Często zachodzą tu również wycieczki, których na lubelskim Starym Mieście widać coraz więcej. - Ale nawet przy wycieczkach jakoś dzielimy się pracą z koleżankami. Ja najbardziej lubię stałych klientów, którzy traktują mnie już mniej sztywno, jak kogoś znajomego.

Trzymamy się razem

- Oj, spotkałam tu już ludzi, których nie widziałam od dawna. Widuję też ludzi, z którymi spotykam się rzadko i jakoś nigdy nie mam okazji, żeby ich zobaczyć. Co chwila się ktoś trafia - przyznaje Karolina Usar, sprzedająca na deptaku gałkowe lody. - Znajomi? No, tak co 20 minut ktoś przechodzi - mówi Gosia.

Ania z Bytomia zaczynała od zera. Nie znała tu nikogo. Po czterech latach zebrała się spora paczka. - Wszyscy pracowali na deptaku: koleżanka sprzedająca lody, ludzie od ulotek, od okularów... W sumie jakieś 12 osób. W zeszłym roku razem chodziliśmy na dyskoteki. A najśmieszniejsze jest to, że to ja organizowałam te nasze wypady, chociaż nie jestem z Lublina - opowiada. Teraz ta stała ekipa imprezowiczów nieco się skurczyła. Ale i tak jest z kim bawić się po pracy.

Rok beztroski

Emilia doskonale odnajduje się w gastronomii. W sumie przepracowała w tym fachu już siedem lat. Karolina jest nowicjuszką. To dla niej dorywcze zajęcie na wakacje.

- Zaczęłam 21 czerwca. Za dwa tygodnie kończę. Stwierdziłam, że warto sobie dorobić w wolnym czasie. Zbieram pieniądze na wyjazd do Hiszpanii. Bilet mam już kupiony, ale przydałoby się mieć na jakieś wydatki - mówi dziewczyna. Nie planowała, że będzie sprzedawać lody.

- Mama zna właściciela, porozmawiała z nim i jakoś tak wyszło. Chciałam być kelnerką, ale wszędzie przyjmowali do takiej pracy dziewczyny, które mają skończone 18 lat, a ja jeszcze nie mam - wzdycha Karolina, która w przyszłym roku będzie zdawać maturę w "Zamoju”. - Następnego lata, już po maturze, zamierzam wyjechać do sezonowej pracy za granicą.

- Wyjechać za granicę? Owszem, ale najzwyczajniej w świecie mi się to nie opłaci - śmieje się Ania. - To, co tutaj zarobię przez dwa miesiące, wystarczy mi na zagraniczne wczasy we wrześniu i na całoroczne utrzymanie - dodaje. W swoich rodzinnych stronach studiuje biotechnologię na Politechnice Śląskiej. Jest już na trzecim roku.

Na rakietkę nie spojrzę

Ania nie odbija piłeczki tylko wtedy, gdy pada. Wolne mają też dziewczyny od okularów. Tu zasada jest prosta: im mocniej świeci słońce, tym lepiej. - Nie lubię, jak jest brzydko, bo wtedy się nudzę na stoisku - mówi licealistka zza chłodziarki. - Wtedy siedzę i czytam książki i gazety. Przeczytałam już siedem. Trochę fantasy, jeden kryminał i jakieś głupstwa, które miałam w domu.

Ale mimo złych chwil wszystkie zgodnie chwalą sobie pracę z ludźmi. I to, że można pobyć na świeżym powietrzu. - Na świeżym powietrzu pracuje się bardzo przyjemnie - Gośka rozpływa się w zachwytach. Być może dlatego, że dopiero zaczyna.

Anka ma większy staż i zna też mniej przyjemne strony stania na deptaku. - Raz jest słońce, aż parzy, a czasem chodzę przeziębiona - opowiada dziewczyna od piłeczek. - To dosyć męcząca fizycznie praca, chociaż trenuję aerobik.

A zdarza ci się grywać w tenisa?
- Broń Boże. Przez cały rok nawet nie spojrzę na rakietkę!
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!