poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Egzamin z prawdziwej dojrzałości

Dodano: 17 maja 2007, 16:15

Przed rokiem przygotował się do zdawania rozszerzonego egzaminu maturalnego z języka polskiego. Wydawało się, że nic nie stanie mu na przeszkodzie.

Później miał studiować w bialskiej AWF. Dobrze pływał, biegał i jeździł na rowerze. W ciągu kilku sekund wszystkie plany runęły jak domek z kart. Po wypadku Paweł Małochwiejczyk ma złamany piąty krąg szyjny i uszkodzony rdzeń kręgowy.

Gdzie moje ręce?

18 kwietnia 2006 cała rodzina Małachwiejczyków jechała samochodem. Kierował Paweł.
Nagle, niedaleko Parczewa, zajechał nam drogę ciągnik, który bez kierunkowskazu skręcał w lewo.
- Uderzyliśmy w maszyny ciągnięte przez traktor - wspomina Barbara, mama Pawła. - Nam, pasażerom nic się nie stało; byliśmy w pasach. Pawła uderzyła jedna z maszyn, która przebiła szybę. Krzyczał wtedy "Gdzie moje ręce!?”.
W ciągu kilku minut przyjechała karetka. Helikopter zawiózł Pawła na operację w Lublinie.
Diagnoza: złamanie kręgosłupa, choć lekarze mówili, że rdzeń kręgowy nie jest uszkodzony.
Barbara Małochwiejczyk poświęciła się opiece nad chłopcem. Wzięła urlop by czuwać przy synu.
Trafiła też na wielu dobrych ludzi, którzy pospieszyli z pomocą.
- W pierwszej chwili sytuacja nas przerosła. Ale wiele osób wspierało nas modlitwą, dobrą radą, wyszukiwaniem ośrodków rehabilitacyjnych i pieniędzmi. Rodzina, wielu radnych, znajomych, Ania Kondraciuk - wylicza wzruszona mama.
Paweł - leczony w kilku szpitalach i ośrodkach rehabilitacyjnych - nie mógł jednak przystąpić do matury.

Nadzieja

Tymczasem miesiące ćwiczeń powoli przynosiły pierwsze efekty. Chłopiec może już podnosić ręce. Porusza dłońmi. Niby niewiele, ale w codzienności przykutego do łóżka daje wielką nadzieję.
Także rodzinie, która wciąż przy nim czuwa. Ktoś musi Pawła umyć, ubrać i przenieść z łóżka na wózek. Pomagać mu ćwiczyć na rotorze i w pionizatorze.
- Łzy? Ja nigdy łez nie widziałam w oczach Pawła. Sama nieraz płaczę i się zastanawiam jak on daję radę - mówi z dumą Barbara. - W jego oczach jest zawziętość i upór. I wiara, że kiedyś może skończy się gehenna i coś osiągnie w swoim życiu. Ja marzę, że kiedyś normalnie wstanie na nogi.

A jednak egzamin

Dzięki pomocy dyrektora międzyrzeckiego liceum i nauczycieli, Paweł zdecydował się za zdanie matury. Kolejno zaliczał egzaminy pisemne z języków (polskiego i angielskiego) oraz z geografii. Już za sobą ma też egzaminy ustne.
Z polskiego i angielskiego otrzymał po 19 na możliwych 20 punktów.
- Paweł jako pierwszy w historii tej szkoły zdawał maturę u siebie w domu - mówi Krzysztof Adamowicz, p.o. dyrektora LO w Międzyrzecu Podlaskim.
Trzyosobowa komisja meldowała się w domu w Witorożu z arkuszami maturalnymi. Podczas prac pisemnych nauczyciel wspomagający notował odpowiedzi maturzysty. Cały przebieg egzaminu był nagrywany na kasetę magnetofonową. Zamknięte w specjalne koperty dokumenty trafiły do sprawdzania.
Anna Kamińska, wicedyrektor międzyrzeckiego LO. - Cieszymy się, że Paweł przystąpił do matury Wcześniej miał chwile załamania, ale udało mu się przygotować. Akurat temat z języka polskiego był dla Pawła przygotowany: o izolacji społecznej, o tym jak ludzie się śpieszą.
Czas na ten nietypowy egzamin był ledwie 30 minut dłuższy niż w szkole.

Jakoś dałem sobie radę...

- Paweł okazał się niesamowity - mówi dyrektor. - Wcześniej przez trzy lata był bardzo dobrym uczniem. Teraz, mimo trudności życiowych podjął wyzwanie. Dla mnie - nie waham się tak powiedzieć - to postawa bohaterska.
Sam maturzysta chce teraz trochę odpocząć i wziąć się za rehabilitację. Musi jeszcze tylko, jak każdy maturzysta, poczekać na wyniki pisemnych egzaminów.
- To głównie pan Adamowicz nakłonił mnie do zdawania - wspomina Paweł. - Obawiałem się, że będzie bardziej stresująca matura. Jakoś dałem sobie radę. Angielski poszedł bez problemu, trochę gorzej było z pisemnym polskim. Moje plany się pozmieniały. Wcześniej miałem zdawać na AWF. Teraz trzeba robić co innego.
Co? Wszystko zależy od wyników dalszej rehabilitacji. - Po wypadku mam złamany piąty krąg szyjny i uszkodzony rdzeń kręgowy. Na dzień dzisiejszy praktycznie nie jest to uleczalne. Liczę jednak na rozwój medycyny. Mam nadzieję, że w przyszłości wrócę do zdrowia. Wiele osób mnie w tym upewnia...



Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!