sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Rozmowa z Rogerem Weberem, burmistrzem Schengen

• Znajduje się pan na liście najbardziej popularnych burmistrzów na świecie. Powód jest oczywisty: zainicjowany
w 1985 roku w pańskim mieście proces tworzenia Europy bez granic. Jak się pan czuje z tą popularnością?
- Oczywiście jestem bardzo dumny. Schengen to przecież nie jest nawet miasto, a zaledwie miejscowość, choć... bardzo w świecie znana.

• Mógłby pan zaprezentować Schengen? Gdzie leży? Jakie są jego atrakcje? Co robią mieszkańcy?
- Schengen jest miejscowością o administracyjnym statusie wioski z 500 mieszkańcami, pięknie położone nad rzeką Mozela w południowo-wschodniej części Wielkiego Księstwa Luksemburga, w trójkącie granicznym francusko-niemiecko-luksemburskim. Coś na podobieństwo lokalizacji polskiego Turoszowa u czesko-niemiecko-polskiego zbiegu granicznego. Naszą dumą i niewątpliwą atrakcją jest zamek z XVIII wieku z XIV-wieczną wieżą obronną oraz wspaniały barokowy ogród. Schengen to typowa miejscowość winiarska na tradycyjnym luksemburskim szlaku winnic. W tym zawiera się odpowiedź, czym się zajmują mieszkańcy. Pracują przy utrzymaniu winnic i produkcji wina. To nasze odwieczne zajęcia, które bardzo lubimy i dają nam niemałą satysfakcję.

• Jak pan został burmistrzem?
- Zostałem wybrany w 2000 roku w wyborach powszechnych. W Luksemburgu nie ma pełnoetatowych burmistrzów w miejscowościach tej wielkości, robię więc to samo, co przedtem: jestem hodowcą winorośli.

• Pamięta pan, jak rozumiem, historyczną konferencję w 1985 roku?
- Jasne. Było to dla nas duże wydarzenie, mimo że uczestniczyli w nim "tylko” wiceministrowie spraw zagranicznych Beneluksu, Francji i Niemiec. Była to umowa o znoszeniu kontroli na wspólnych granicach pomiędzy krajami-sygnatariuszami. Jej podpisanie odbyło się dokładnie 14 czerwca 1985 r. na pokładzie statku "Princesse Marie-Astrid”, na wodach naszej Mozeli. Działo się to wszystko za burmistrzowskiej kadencji... Fernanda Webera, mego imiennika.

• Czy mieszkańcy Schengen odczuli ten układ na własnej "skórze”, przekraczając pobliskie granice?
- Kontrole graniczne zaczęły być stopniowo ograniczane wkrótce po podpisaniu układu, jeszcze w ‘85. Od 1986 r. była to już tylko kontrola wzrokowa pojazdów, które na przejściu granicznym jedynie zwalniały. Oczywiście, wszyscy to chwalili i korzystali z udogodnień bardzo chętnie. Fakt, że to się zaczęło w Schengen, był nam wszystkim bardzo miły.

• Również u was, w 1990 roku, doszło do rozwinięcia idei podnoszenia szlabanów granicznych...
- To weszło do historii jako Schengen II. 19 czerwca 1990 roku podpisana została konwencja wykonawcza do porozumienia sprzed pięciu lat, ostatecznie znosząca wszelkie kontrole na granicach wewnętrznych państw-sygnatariuszy. Jeszcze w tym samym roku do układu przystąpiły Włochy, w ‘91 Hiszpania i Portugalia, w ‘92 Grecja, w ‘96 Austria, Dania, Finlandia i Szwecja, a w ‘99 Norwegia i Islandia.

• Patrząc z perspektywy 22 lat, jakie upłynęły od Schengen I, spodziewał się pan, że to porozumienie może objąć także kraje Europy Środkowo-Wschodniej?
- Oczywiście, w czasie, kiedy porozumienie się rodziło, nikt nie był w stanie przewidzieć jego konsekwencji. Warto przypomnieć, że sami przywódcy polityczni krajów-sygnatariuszy nie zakładali takiej dynamiki sytuacji, przysyłając do podpisania układu tylko wiceministrów. Skutki przerosły wszelkie wyobrażenia.

• A polityczna sława ma jakiś wpływ na promocję Schengen i tutejszych win?
- Nasze wino nazywa się "Coteaux de Schengen” i jest dobrze znane w świecie; nawet w Chinach. Sławę zawdzięcza oczywiście czasom sprzed 1985 roku, choć nie ukrywam, że renoma polityczna Schengen dobrze służy także naszemu winu.

• Dobrze służy, jak sobie wyobrażam, także turystyce. Niedawno dwóch japońskich dziennikarzy pokazywało mi przewodnik po Europie, gdzie Schengen wymieniane jest jako żelazny punkt do odwiedzenia. Wielu turystów spotyka pan w swoim miasteczku?
- Przeżywamy eksplozję popularności Schengen. Sam już nie wiem, z ilu krajów do nas przybywają turyści. Z ubolewaniem stwierdzam, że w samej miejscowości nie mamy hoteli, ani restauracji, gdzie mogliby się zatrzymywać. Znajdują jednak to z łatwością w okolicy, która jest tradycyjnym, regionem turystycznym Luksemburga.

• Sława Schengen odmieniła zapewne i pańskie życie osobiste. Poznaje pan prezydentów, premierów, sławnych ludzi. Kto szczególnie utkwił panu w pamięci?
- Arcyksiążę Otto von Habsburg, syn ostatniego władcy cesarsko-królewskich Austro-Węgier, mieszkający dziś w Bawarii europarlamentarzysta. To wybitny polityk, intelektualista i zwolennika idei paneuropejskiej.

• W przedzień grudniowego zniesienia granic był pan gospodarzem uroczystości w Schengen z udziałem m.in. polskiego eurodeputowanego prof. Bronisława Geremka. Zwrócił on uwagę na ważny moment związany z podnoszeniem europejskich szlabanów: że nie powinno temu towarzyszyć odgradzanie się od innych krajów Europy, takich jak Białoruś czy Ukraina. A to można sobie łatwo wyobrazić, skoro wiza schengeńska kosztuje 65 euro. To 75 procent pensji ukraińskiego nauczyciela.
- Uważam, że najważniejsze jest, by upadały w Europie granice między ludźmi, niezależnie od granic narodowych. Taki winien być porządek rzeczy.

• Dzień później brał pan udział w ceremonii usuwania szlabanów granicznych w Słowacji. Dlaczego wybrał pan Bratysławę? Czy jako Luksemburczyk czuje pan dumę z uczestnictwa w wielkich zmianach, jakie dokonują się w Europie?
- Schengen łączą z Bratysławą bliskie związki - w obu miejscach zlokalizowana jest Europejska Akademia Muzyczna. Ponadto, otrzymałem zaproszenie nie tylko władz słowackich, ale także mieszkających tam ocalałych z Holocaustu. I, oczywiście, czuję się dumny ze zmian. Uczestnictwo w tym procesie to wielkie przeżycie dla wszystkich Europejczyków, którzy stają się jedną rodziną. Proszę mi wierzyć, czuję się z tym naprawdę dobrze...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!