niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Feminki

Dodano: 13 lipca 2006, 16:41

Pani Grażyna siedziała 12 lat w domu. Codzienny kierat: śniadanie, gotowanie, pranie, sprzątanie, pole, dom, trójka dzieci, zapracowany mąż. Jeszcze dwa miesiące temu nie wierzyła, że przy tylu obowiązkach znajdzie jeszcze siły i czas, żeby pomagać innym. Myliła się i już wkrótce zacznie pomagać samotnej starszej pani.

Na początku było nałęczowskie Stowarzyszenie Działań Lokalnych "U Źródła”. Pomagali rodzinom, oferowali darmową pomoc prawną, psychologiczną czy rzeczową. Wszystko za pieniądze pozyskiwane z unijnych programów pomocowych i gminnych dotacji. Dziś stowarzyszenie nazywa się "Femina” i należy do niego 13 kobiet. W tym Grażyna.

Pomysł
Joanna Padło, pedagog ze stowarzyszenia, często opowiada o kobietach. - Zahukane, przepracowane, zakompleksione, bierne w życiu - wylicza. - Zmęczone tym jednostajnym i niełatwym życiem rodzinnym. Zastanawialiśmy się, jak im pomóc.
A tu akurat Urząd Marszałkowski w Lublinie ogłosił konkurs na program aktywizacji kobiet. Wkrótce nadeszła praca z Nałęczowa. Przedstawiono w nim projekt motywujący kobiety do działań na rzecz społeczności i do podnoszenia własnych kwalifikacji zawodowych.
Pomysłodawczynie trafiły w sedno. Stowarzyszenie dostało pieniądze. Potem ruszyła poczta pantoflowa. Choć nie była to oferta atrakcyjnej pracy na etacie, chętnych nie brakowało.

Bank Czasu
"Feminę” tworzy zespół trzynastu kobiet i trzy koordynatorki programu: Joanna Padło i Katarzyna Kruk i Jolanta Wanat.
To one wprowadziły uczestniczki w tajniki i przede wszystkim uruchomiły "Bank Czasu”.
- Zjadłabym pierogów, ale nie umiem ich robić. Któraś z was może mi je zrobić. Ja odwdzięczę się za to inną pracą - tłumaczyła Joanna Padło.
Pomysł, który do Polski trafił z Anglii, szybko chwycił. Jedna przez godzinę sprzątała u znajomej, za to następnego dnia miała czas na szkolną wywiadówkę, bo znajoma przez dwie godziny opiekowała się młodszym maleństwem.
Feminki - choć w różnym wieku, różnie wykształcone i każda ze swoim temperamentem - szybko się polubiły i zgrały.
- Dzięki "Feminie” odkryłam, że nie tylko ja mam takie problemy w domu. Nie tylko ja jestem zmęczona i znużona. Inne kobiety też to czują, a ja jestem z kosmosu. I od razu było mi lepiej - przyznaje Alina, młoda i energiczna mama.
Pani Zosia, matka dwóch dziewczynek, przyszła na spotkanie "Feminy”, kiedy wreszcie odważyła się poświęcić trochę czasu dla siebie.
Wysoka blondynka w okularach - Renata - przyszła, bo uwielbia pomagać innym. Tak jak Jola: dzieci odchowane, po pracy dużo wolnego czasu i można by coś zrobić. I czasami miłego towarzystwa brakowało. A Beata chciała być między ludźmi, pomagać im, a czasem po prostu wysłuchać ich narzekań, dramatów z życia wziętych.
Najmłodsze feminki to Ania i Iwona, ubiegłoroczne absolwentki studium ekonomicznego. Czekając na oferty pracy, nie narzekają i nie próżnują. W zamian za to uczą się języka angielskiego.

Bank Żywności
- Rano budzenie dzieci, śniadanie, sprzątanie, potem zakupy, obiad, zmywanie, kolacja, a jak mąż wraca do domu z pracy to dziwi się, że jestem zmęczona - śmieje się Grażyna.
A Grażyna i większość feminek pracy ma mnóstwo. Tylko satysfakcji było mało. - Trudno było docenić siebie samą, był jakiś niedosyt, żal, że życie może umyka - mówią dziś.
- Dlatego dobrze wyjść czasem; z tej codzienności - dodaje Katarzyna Kruk.
Kobiety mogą odbyć szkolenie z zakresu udzielania pierwszej pomocy i zdobyć certyfikat. Mogą - jak Grażyna - zajmować się osobą samotną. Mają możliwość nauki języka angielskiego.
- A może już niebawem będziemy miały własny lokal, obiecany przez burmistrza i zorganizujemy nowe kursy: obsługi komputera, bukieciarastwa, haftu - wylicza Joanna Padło. - Pomysłów nam na pewno nie zabraknie.
Chociażby takich jak akcja wydawania posiłków z Banku Żywności dla niemal 1700 osób z nałęczowskiej gminy. Od 9 do 17, w trzech punktach, dla kilkuset osób dziennie. - Przekładanie z ręki do ręki ton mąki, cukru, kaszy, sera, mleka w proszku... - wspomina Joanna Padło.
Spotkanie oko w oko z rozmaitymi emocjami ludzi od wdzięczności po pretensje i rozgoryczenie, że tylko tyle dają.

Szczęście
O marzeniach mówią niechętnie. Wiedzą za to, co już się zmieniło. Głównie dzięki "Feminie”.
- Umiem się cieszyć dziećmi, domem już mnie nie przerażają, nie nudzą codzienne obowiązki. Jest inaczej, lepiej. Spełniam się jako matka i żona - mówi prosto Edyta.
- Mam zajęcie, uczę się i więcej ludzi mówi mi "dzień dobry” - cieszy się Ania, bo nie wszyscy z witających zaraz pytają, kiedy znowu będzie wydawanie żywności.
A Grażyna jest szczęśliwa. - Umiem się cieszyć z tego, co mam i nie żałuję tych lat przesiedzianych w domu. To też była szkoła życia. A po każdej akcji jest satysfakcja, że udało się pomóc innym. I sobie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!