piątek, 20 października 2017 r.

Magazyn

Grat(ka) za dziewięć stów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 sierpnia 2006, 10:41
Autor: Kornel Piesio

Postanowiłem kupić sobie pierwsze auto. Wbrew pozorom nie było łatwo. Powód był prosty i dość popularny: brak kasy. Z początku rozglądałem się za Oplem Vectrą, Volkswagenem Golfem albo czymś podobnym za około 2000zł. Ale to bez sensu, bo podobne wozy można kupić już za kilkaset złotych. Też będzie rdza, zgniłe ziemniaki w bagażniku albo brak połowy silnika. Tylko że taniej.
Kryteria wyboru

Oczywiście cena, która nie mo0gła przekraczać 900 zł. Potem koszty eksploatacji, czyli mało pali i rzadko się psuje. Trudno, co prawda, oczekiwać bezawaryjności od 20-letniego samochodu, ale jeden może się psuć rzadziej, drugi częściej. Tu najlepsze wydawały się niemieckie auta popularne, bo części do nich kupuje się jak ubrania w ciuchlandzie. Na wagę.
Skoro ma mało palić to na starcie odpadają polonezy, duże fiaty, stare mercedesy i inne potwory z ponad dwulitrowymi silnikami. Poza tym, mały silnik ma jeszcze jedną zaletę: niskie opłaty za OC. A trochę przykro byłoby płacić za ubezpieczenie więcej niż za sam samochód.
I ostatnia sprawa: samochód miał być pięciodrzwiowy i jak największy, chociaż osobowa wersja Żuka raczej odpadała.

Memory, find
Allegro - i wszystko jasne. Trudno o lepszy adres. Wybór ogromny, aż trudno się połapać. Jednak już po wpisaniu dwóch parametrów wyszukiwania ilość ofert drastycznie spada. Najpierw lokalizacja: lubelskie, potem cena: do 1000zł (ludzie zawyżają ceny, żeby było z czego je potem opuszczać).
Zostaje kilkadziesiąt pojazdów. Odrzucam maluszki, polonezy, rozbite, benzyniaki i już mam jasność.
Opel corsa z 1984 roku. Stoi w Lubartowie. Do wzięcia za 850zł. Z opisu rewelacja: silnik o pojemności 1000cm3 i "zagazowany”.
- To prawie jakby był na wodę - podnieca się znajomy mechanik, z którym przeglądam oferty.
Przegląd i OC ważne do maja, w pełni sprawy, trochę przerdzewiały. Już mamy po niego jechać, kiedy zauważam, że jest trzydrzwiowy. No cóż, to było z zbyt piękne.

Kościelny trabant
Szukam dalej.
Renault 21 GTS z 1991 w Kurowie. Niestety, okazuje się, że do roboty jest uszczelka pod głowicą, nie ma OC i akumulator nie działa jak należy. W dodatku cena to 1000zł. Za w pełni sprawnego tyle bym nie dał.
Za tę kwotę można mieć natomiast 20-letniego Forda Fiestę z Lublina. Szkoda tylko, że bez przeglądu i 3-drzwiowy.
To w zasadzie wszystkie godne uwagi oferty z Allegro, trzeba poszukać gdzie indziej. Chociaż moją uwagę zwracają jeszcze dwa ogłoszenia. SPRZEDAM BARDZO DOBREGO TRABANTA ZA BARDZO TANIO
"Trabi jest garażowany i sprawny, osobiście go nie posiadam. To Trabi mojego ojca, a ja mu tylko wyświadczam przysługę w zamieszczeniu tego ogłoszenia. Trabi jest w stanie dobrym. Ojciec jeździ nim raz na tydzień tylko do kościoła. Oryginalny lakier i opony w stanie dobrym. Delikatnie pęknięte podszybie z lewej strony. Nowy akumulator. Jedna wycieraczka do wymiany” - opisuje na swojej aukcji syn właściciela trabiego.
Kusząca oferta, ale jednak nie. Nawet za 500 zł z możliwością negocjowania ceny.

Znikające fordy
Jak nie w Internecie, to w gazecie.
Na początek znajduję kilka tanich Escortów. Pierwszy w Kłoczewie koło Ryk. Za niecałe 900zł. Dzwonię.
- Już nieaktualne. Dopiero co sprzedałem. Poszedł za 1000zł. Przyjechał facet z samego rana, obejrzał, zapłacił i odjechał. Jakby on tego nie wziął to następny klient był umówiony za chwilę. Długo by nie postał - mówi mi były właściciel.
Następny gdzieś pod Kockiem
- Przykro mi, ale wczoraj wieczorem sprzedałem sąsiadowi za 800zł. A ogłoszenia już nie dało się odwołać. Blacharka była do remontu i miał dziury w podłodze. Jak było mokro, to do środka błoto chlapało. Nie chciało mi się tego robić, to sprzedałem za grosze. To w zasadzie jedyne jego wady. Sąsiad ma pojęcie to sobie sam to tanio zrobi - dowiaduję się wszystkiego od byłego już właściciela.

Nawet właściciel odradza
Trzeci Escort jeszcze nie sprzedany. 5-drzwiowy, z gazem, nadwozie w nienajlepszym stanie.
Stoi w Puławach za 700zł.
Nie ma na co czekać. Jadę. Po drodze zajeżdżam po znajomego mechanika, aby nie dać się wkopać w jakiś chłam. Na miejscu okazuje się, że auto jest w stanie tragicznym. Rdza wyłazi prawie z każdego elementu.
- Odpuść sobie. Nawet jak silnik jest wporządku, to nadwozie rozsypie się jak tylko śnieg spadnie - radzi mi znajomy
- No tak, ten samochód to w zasadzie tylko na części się już nadaje - z rozbrajającą szczerością podsumowuje właściciel.
Ta "rekomendacja” starcza za wszystko. Nie biorę.

Pomyłka
Tymczasem pojawia się kolejna ciekawa oferta.
Opel Kadett z 85r. Sprawny, bez rdzy, ale poobijany. Ma naklejki z jakichś rajdów. Niestety, dopiero co przyjechał z Holandii i na samą procedurę rejestracji musiałbym wydać ponad 1000zł. Szkoda, bo autko bardzo fajne jak na 600zł.
Ale to i tak drogo, w porównaniu z nastepna ofertą.
VolksWagen Passat kosztuje bowiem tylko 300zł. Podejrzanie tanio, zwłaszcza, że auto jest 1989r. Dzwonię.
- Co z nim jest, że tak tanio?
- No przecież cena jest normalna, tak chodzą, ani tanio, ani drogo.
Mam wrażenie, że mówimy o innych samochodach.
- Chodzi mi o tego Passata z `89 za 300zł
- Za jakie 300?
- Tak Pan napisał w ogłoszeniu, 300zł!
- Nie trzysta tylko 3000zł!
- Aha, to dziękuję, w gazecie jest pomyłka.
Dobrze, że nie pojechałem.

Francuz
Teraz coś francuskiego: renault 19 89r. Pojemność 1,4 LPG, w ciągłym użytkowaniu, 1100zł
Wady takie jak wszędzie. Pordzewiałe progi i nadkola. Reszta rzekomo dobra. Tylko do Kraśnika trochę daleko... Nauczony jednak poprzednimi doświadczeniami, że tanie samochody długo na kupca nie czekają, decyduję się pojechać.
Razem ze znajmomym mechanikiem dojeżdżamy na stację benzynową niedaleko Wilkołaz. Na parkingu stoi biały Renault 19. Rdzy nie ma, aż tak dużo jak się spodziewałem, choć razi w oczy zwłaszcza na białym lakierze.
- Jest pordzewiały, ale się nie rozsypie od tego, trzeba będzie progi i nadkola trochę poprawić - analizuje stan auta mój znajomy
- Jest jaki jest, dlatego taka cena. W podobnym stanie technicznym, tylko, że nie zardzewiały kosztowałby ze dwa tysiące - mówi właściciel
Ten jednak oprócz rdzy ma jeszcze jedną wadę.
Jest bardzo zaniedbany.

Tego weźmiemy
- Maliny na skup woziłem, to mi nie przeszkadzało. Do kościoła nim nie jeżdżę - mówi właściciel
Natomiast pod maską rewelacja. Pali bez problemów. Nawet na gazie. Sprzęgło i skrzynia bez zarzutów. Lekki bałagan w elektryce. I nie działają liczniki na desce rozdzielczej. Poza tym dziura w tłumiku i trochę głośno warczy. Ale podoba mi się.
- To są rzeczy do zrobienia bez większych nakładów finansowych - mówi mi mój kolega, fachowiec - Możemy go brać
Po godzinnych targach udaje mi się zbić cenę do 900zł. Spisujemy umowę i odjeżdżamy. W środku tyle kurzu, że jestem bliski nabawienia się pylicy, ale jutro generalne sprzątanie.

Porada dnia
Na koniec rada: Jeśli chcesz kupić auto za małe pieniądze to nie ociągaj się z telefonem do ogłoszeniodawcy bo ktoś Cię ubiegnie. Tym razem zrobiłem to ja.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!