sobota, 25 listopada 2017 r.

Magazyn

Poeta skoczył w kierunku siedzącej w fotelu fryzjerskim kobiety, której głowa była uwięziona w metalowym hełmie. W momencie gdy próbował uwolnić ją z plątaniny elektrycznych kabli trafiła go bomba. I rozerwała na strzępy. Dopiero po paru tygodniach przystąpiono do odgruzowania zwalonego domu.

Bomba wydarła z ziemi głęboki lej. Co mogło zostać ze strzępów? - pyta Tomasz Pietrasiewicz z Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.
Jego zdaniem w grobie Czechowicza na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie nie ma ciała poety.

Ja pana błagam!

Po wybuchu wojny Czechowicz wyszedł z Warszawy na piechotę. Do Lublina dotarł 9 września.
A może ósmego? Na pewno szedł Krakowskim Przedmieściem. - Józef uważał, że obrósł, więc poszedł się ogolić. Ja z nim. A tu bomba trach. Tak go poszarpała, że nic z niego nie zostało - relacjonował Henryk Domiński, który szedł razem z nim.
Aleksandra Kruszyńska, nauczycielka, która pracowała z Czechowiczem w Szkole Powszechnej nr 8 wracała 9 września z kuratorium. Gdy nad miastem zawyły samoloty schowała się w przedsionku kościoła Kapucynów. Zauważyła biegnącego poetę. Wysiadł z samochodu. Zaczął biec. Krzyknęła. Zatrzymał się i rzucił, że wraca z Warszawy.
- Niech pan przeczeka ze mną nalot. Ja pana błagam! - nie poskutkowało. Skoczył w kierunku zakładu fryzjerskiego.

Zrobiła się dziura

Na rogu Kościuszki i Krakowskiego była fryzjernia Ostrowskiej. Około godziny 9 bomba przebiła strop i wpadła do zakładu.
Henryk Domiński: - Myśmy skoczyli pod ścianę, a Czechowicz przeciwnie, wprost na bombę.
Leokadia Bielska: - Gdy bomba uderzyła, wszyscy ratowali się odskakując pod ścianę. Czechowicz doskoczył do siedzącej na fryzjerskim fotelu klientki uwięzionej w metalowym hełmie i omotanej w jakieś sznury od elektryczności. Rozpaczliwie miotającej się, by wyrwać głowę spod aparatu. Ta właśnie część lokalu legła w gruzach.
Henryk Domiński: Rzucił się na bombę, jakby go ciągnęła magnesem. Tak go poszarpała, że nic z niego nie zostało.

Płaszcz na wieszaku

Dwa lata - tyle czasu trwały badania Tomasza Pietrasiewicza. Ze swoim zespołem przebadał zachowane relacje o śmierci poety i dokumentację dotyczącą śmierci i pochówku w Archiwum Państwowym w Lublinie.
- Nic z niego nie zostało? Rozerwało go na strzępy? Ciało uległo zmiażdżeniu? Jedno jest pewne: zniknęło pod gruzem, w leju od bomby - mówi Pietrasiewicz. - Kiedy wydobyto ciało? Tego samego dnia? Trzy dni później? A może pod koniec miesiąca?
W Aktach Miasta Lublina jest informacja, że w dniach 20 września-30 października 1939 miało miejsce odgruzowywanie ulic Kapucyńskiej, Narutowicza i placu Litewskiego. Bardzo prawdopodobne, że strzępy Czechowicza i innych wydobyto po kilku tygodniach od śmierci. - Jak w takim razie zidentyfikowano szczątki poety? - zastanawia się Pietrasiewicz. - Po słowniku podpisanym jego imieniem i nazwiskiem, a znalezionym w kieszeni płaszcza... który wisiał na wieszaku. To żaden dowód!

Akt zgonu

sporządzono dopiero 26 października 1939 r. w Katedrze Lubelskiej. Nie wiadomo, dlaczego świadkowie śmierci Czechowicza tak późno udali się do katedry, by poświadczyć zgon przyjaciela. - Jak to dlaczego? Najpierw trzeba było odgruzować budynek. Potem zidentyfikować szczątki - wylicza Pietrasiewicz.
Zastanawia zupełny brak informacji o ceremonii pogrzebu Józefa Czechowicza.
- Nie odnaleźliśmy dokumentów odnoszących się do czasu i okoliczności pochówku poety. Nie ma wzmianek w prasie - relacjonuje Marzena Baum z Teatru NN.
- Możemy przypuszczać, że Czechowicz został pochowany w zbiorowej mogile ofiar nalotów samolotowych. We wschodniej części cmentarza. Ogółem w kwaterze pochowano 289 osób - dodaje Pietrasiewicz. - Do zbiorowej mogiły złożono strzęp ciała Czechowicza, wydobyty spod gruzów.
W kancelarii cmentarza komunalnego na Majdanku, nadzorującego cmentarz wojskowy przy ul. Lipowej, w księdze cmentarnej znajduje się wpis dotyczący grobu Czechowicza.
Nie ma tam informacji o miejscu zgonu.
Nie ma daty pochowania.

Jak Mozart

Tomasz Pietrasiewicz zapala znicz na grobie Czechowicza, który kazał chronić przed czasem Czesław Miłosz.
- Prawdopodobnie w tym grobie nie ma poety - mówi Pietrasiewicz.
Płomyczek znicza chyboce się na wietrze.
- I pomyśleć, że na rok przed wojną Czechowicz wybrał się na spacer na cmentarz przy Lipowej. Nagle stanął. I powiedział: tu będzie mój grób. A tu, jak z Mozartem, grobu nie ma...
Waldemar Sulisz
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!