piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Gwiazda z „Fanaberią”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 21 sierpnia 2003, 12:03

– To, co mnie interesuje i bardzo intryguje, to brzmienie głosu tej dziewczyny, Tatiany Okupnik. Tembr jej głosu jest tak wyróżniający się z tłumu wokalistów! Tak charakterystyczny, ciekawy! – powiedziała kiedyś Irena Santor. I chyba miała rację.




Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, w roku 1998 w Łodzi. Mieszkał tam pewien muzyk, któremu znudziło się granie w filharmonii. – W wieku 38 lat zamknąłem w swoim życiu rozdział klasyczny – mówi teraz Paweł Rurak-Sokal, lider „Blue Cafe”.
Polska straciła w ten sposób zdolnego filharmonika, ale zyskała nową gwiazdę. Bardzo dziwną gwiazdę, bo uwielbia ją publiczność, media i krytycy. Ci ostatni zwłaszcza dlatego, że zespół Pawła Sokala jest świetną odtrutką na monumentalny kicz spod znaku „Ich Troje”.
Gwiazdy na łopatkach
Z sukcesów „Blue Cafe” cieszy się jeszcze kilka osób z koncernu muzycznego Pomaton EMI Polska. Bo jak tu się smucić, kiedy debiutancka płyta sprzedaje się w nakładzie prawie 100 tys. płyt? Tym bardziej, że stare gwiazdy mogą o takich wynikach tylko pomarzyć. Ostatnia płyta Justyny Steczkowskiej znalazła ledwo 17 tys. nabywców. „Varius Manx” ma jeszcze gorzej: tylko 10 tys. Nawet ostania płyta lubelskiej megagwiazdy, Budki Suflera, znalazła o połowę mniej chętnych niż „Fanaberia” Blue Cafe.
Nic dziwnego, że Piotr Kabaj, dyrektor generalny Pomaton EMI Polska, dokładnie pamięta swoje pierwsze spotkanie z zespołem. Gdyby się wtedy nie uparł, to pewnie męczyłyby go koszmary o niewykorzystanej okazji.
– W lipcu 2001r. zobaczyłem ich na koncercie w ekskluzywnym sklepie meblowym, gdzie grali na jakimś bankiecie – wspomina. – Patrzę i myślę: właśnie na to czekałem parę lat!
Paweł Sokal ma gorszą pamięć.
– Za stary jestem, żeby to pamiętać. Powiem tylko, że początki były takie, że niejeden by nie wytrzymał. Trudno znaleźć tylu muzyków z odpowiednią motywacją.
Piotr Kabaj postanowił zainwestować w zespół. Blue Cafe miało wtedy kilka zalet i jedną wadę. Zalety: talent, świetna wokalistka i doświadczenie sceniczne zdobyte na licznych, choć małych koncertach. Wady: byli kompletnie nieznani i grali mało znaną u nas muzykę.
– Mięliśmy w składzie puzon, więc wszyscy klasyfikowali nas jako zespół jazzowy. I przez pewien czas odrzucały nas wszystkie wytwórnie, bo w Polsce był właściwie monopol na pop i ludowiznę – podkreśla Paweł Sokal.
– Wiedziałem, ze trudno będzie przekonać publiczność do ich twórczości – zgadza się Piotr Kabaj. – Jednak szybko podpisaliśmy z nimi kontrakt.
Trąbka z Chełma
Pierwsze dwa single, mimo mocnej promocji radia RMF FM, przepadły. Potem był festiwal opolski i „Kochamy siebie”. Za trzecim razem chwyciło. Media rzuciły się na nową twarz polskiej sceny. Potem była płyta i słynne już eliminacje do konkursu Eurowizji. Wielkie zamieszanie w SMS, kłopoty z policzeniem głosów, itd. Na finał pojechało „Ich Troje”, ale trzecie miejsce Blue Cafe i tak było sukcesem.
Kiedy Blue Cafe rozłożyło już rodzimą konkurencję na łopatki, pojawiło się pytanie: czy 8-osobowy zespół może wyżyć z grania?
– Mamy tak dużo koncertów, że część propozycji musimy odrzucać. Bo nie da się zagrać w trzech miejscach jednocześnie – śmieje się Paweł Sokal. – Dzięki temu nie żyjemy od pierwszego do pierwszego.
Piotr Sławiński też nie narzeka. 25 lat temu urodził się w Chełmie, a teraz spełnił swoje największe marzenia:
– Zawsze chciałem powiesić sobie nad łóżkiem platynową płytę.
Zanim Piotr zapracował na swój sukces, ciężko mieli... sąsiedzi.
– Na szczęście sąsiadów mieliśmy tolerancyjnych i większych problemów nie było, choć Piotrek ciągle grał i grał – opowiada Elżbieta Sławińska, mama Piotra.
Państwo Sławińscy to rodzina z muzycznymi tradycjami. W domu, na eksponowanym miejscu, skrzypce dziadka. Pani Elżbieta startowała kiedyś do festiwalu opolskiego. Starszy brat Piotra studiuje muzykologię na uniwersytecie w Poznaniu.
– Ale trąbka to był pomysł syna – podkreśla E. Sławińska. – Kiedyś na lekcji religii ksiądz rozmawiał o miłości, związkach i dziewczynach. Piotrek powiedział, ze ma już dziewczynę. Trąbkę.
Na podbój Europy
Teraz Blue Cafe kończy nagrywanie nowej płyty.
– Płyta będzie zaskoczeniem – podkreśla Paweł Sokal. – Będą m.in. goście z Azji.
Blue Cafe myśli też o podboju zagranicy.
– Tam są jednak zupelnie inne prawa rządzące rynkiem – mówi Paweł Sokal. – Jest po prostu dużo trudniej niż u nas. My nastawiamy się przede wszystkim na koncerty. Potem będą potrzebne duże pieniądze na promocję.
Sprawę na pewno ułatwi znajomość języków obcych. Wszyscy dobrze mówią po angielsku, a Tatiana Okupnik ma jeszcze w zanadrzu hiszpański, francuski i... łacinę, za którą się ostatnio zabrała.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!