poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Historia jednej rodziny z lubelskiego getta

Dodano: 20 marca 2009, 18:22

Latem 1938 roku Henio ma sześć lat. Właśnie uczy się jeździć na rowerze. Ma iść do szkoły, kiedy wybucha wojna. Zaczyna się okupacja i koszmar getta. Historia żydowskiego chłopca kończy się blisko trzy lata później na Majdanku

Spośród 40 tys. lubelskich Żydów z Zagłady ocalała garstka. Historia rodziny Żytomirskich jest jedną z niewielu, które można w miarę dokładnie odtworzyć.

Spacer Krakowskim Przedmieściem

Szmuel i Sara Żytomirscy mieszkają przy ul. Szewskiej 3. W 1933 r. rodzi się ich jedyny syn, Henio. Ma 4 lata, kiedy żegna stryja i jego żonę, emigrujących do Palestyny. Jak się później okaże, to właśnie oni będą jedynym dowodem istnienia rodziny Żytomirskich.

Z tamtych czasów zachowało się kilkanaście zdjęć. Na jednym z nich mały, uśmiechnięty chłopiec stoi na schodach banku przy Krakowskim Przedmieściu 64. To ostatnia fotografia Henia zrobiona latem ‘39.

Żytomirskim udaje się przetrwać pierwszy okres wojny. Ojciec ucieka do Lwowa, by starać się o certyfikaty, niezbędne do wyjazdu do Palestyny. Wraca po kilku miesiącach i rozpoczyna pracę na poczcie.

Starają się uciec z kraju aż do marca 1941 roku, kiedy Niemcy decydują o utworzeniu getta. Rodzina opuszcza mieszkanie na ul. Szewskiej i przenosi się na ul. Kowalską 11. Wtedy wszyscy są jeszcze razem.

Lubelskie getto obejmowało rejon Podzamcza. Od ul. Kowalskiej do Franciszkańskiej, Unickiej i Lubartowskiej. Na tej przestrzeni stłoczono jedną trzecią mieszkańców miasta. Blisko 40 tys. osób. Ludzie gnieździli się na strychach, w sklepach i piwnicach. Pozbawieni pracy Żydzi cierpieli głód.

Dziesiątkował ich tyfus. Na początku 1942 roku Niemcy zaczęli budować płot z drutu kolczastego. Otoczyli nim niemal całą dzielnicę. Otwarta dla ruchu pozostała jedynie ul. Ruska. Grodzenie getta miało być ostatnim etapem przed jego zniszczeniem.

Marzec 1942

Likwidacja getta rozpoczęła się w nocy z 16 na 17 marca. Esesmani i strażnicy z formacji pomocniczych SS (byli jeńcy sowieccy) wpadli do kamienic przy ul. Lubartowskiej. Wyrzucili wszystkich mieszkańców.

Chorych i stawiających opór zabili na miejscu. Pozostałych przy życiu ludzi zapędzili do synagogi, która stała wtedy pod zamkiem. Rano wszyscy pomaszerowali na rampę kolejową przy ul. Turystycznej. Stamtąd, w wagonach towarowych, pojechali do obozu zagłady w Bełżcu.

To był początek akcji Reinhardt, której celem była całkowita likwidacja Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa, a rozpoczęła się likwidacją żydowskiej społeczności Lublina.

Zdolni do pracy mogli liczyć na dodatkowe kilka miesięcy życia. Z początkiem kwietnia Niemcy wprowadzili bowiem tzw. J-Ausweissy. Taki dowód otrzymało tylko ok. 4 tysięcy ludzi. Często była to tylko jedna osoba z całej rodziny. Pozostali mieli natychmiast trafić do obozu zagłady.

Nie wiadomo dokładnie, co w tym czasie dzieje się z Heniem i jego ojcem. Z korespondencji przesłanej za pośrednictwem Czerwonego Krzyża można wnioskować, że na początku likwidacji getta obaj są jeszcze razem. Matka i pozostali krewni zginęli.

Żeby nie było śladu

Większość Żydów z getta trafiła wprost do obozu w Bełżcu, tysiące rozstrzelano na miejscu. Kilka tysięcy przeniesiono do nowego getta na Majdanie Tatarskim. Wtedy Niemcy zabrali się za burzenie dzielnicy na Podzamczu. Z miasta miały zniknąć wszelkie ślady egzystencji Żydów. Ulica szeroka zniknęła z powierzchni ziemi. Niszczono domy wokół zamku i przy ul. Ruskiej.

- Ludzie tam chodzili i jeżeli znaleźli coś wartościowego, to zabierali z tych mieszkań. Także częściowo te mieszkania były opróżniane, a zawartość palona. Polacy, którzy tam byli, poszukiwali jakichś rzeczy wartościowych, więc zdarzały się jakieś, powiedzmy, lichtarze srebrne, czy jakieś talerzyki, czy jakieś kubeczki ze srebra - wspominał Edward Soczewiński, świadek tamtych wydarzeń.

Część żydowskiego dobytku, rzeczy najbardziej wartościowe trafiały do centralnego magazynu w gmachu dzisiejszej biblioteki KUL. Przy rozbiórce getta na Podzamczu pracowali m.in. jeńcy z obozu pracy przy ul. Lipowej. Inni wyburzali żydowską dzielnicę na Wieniawie. Zniszczono cmentarze. Nagrobki wykorzystywano do budowy ulic.
Jesienią ruszyły na Majdanku komory gazowe.

Z getta do getta

Ci, którzy przetrwali likwidację getta na Podzamczu, trafili na Majdan Tatarski; jak Henio i ojciec. W pobliżu obozu koncentracyjnego powstało nowe, "wzorcowe” getto. W niewielkich domkach osiedliło się ponad siedem tysięcy ludzi. Prawo do zamieszkania na Majdanie mieli tylko posiadacze J-Ausweissów. Tych jednak wydano zaledwie cztery tysiące.

Do nowego getta udali się wszyscy Żydzi z miasta. Każdy liczył, że uda mu się w jakiś sposób zalegalizować pobyt. Niemcy nie zamierzali na to pozwolić. Nocą osiedle zostało ogrodzone drutem kolczastym.

Nakazano przeprowadzenie spisu mieszkańców. Ponad trzy tysiące ludzi znalazło się w pułapce. Wśród nich było bardzo wiele kobiet i dzieci. J-Ausweissy dostawali głównie mężczyźni zdolni do pracy fizycznej. Ludzie bez dokumentów zostali przepędzeni na Majdanek, gdzie zginęli w komorach gazowych.

W getcie prowadzono kolejne selekcje. W końcu w obozie pozostało zaledwie trzystu więźniów. Wiadomo, że Henio i ojciec pozostają jeszcze razem. W ostatnim liście, datowanym na 19 marca

1943 r., Szmuel wspomina o przeniesieniu do obozu na Wieniawie. W korespondencji nie ma żadnej wzmianki o chłopcu. Ojciec i syn zostali rozdzieleni w listopadzie 1942 roku, kiedy likwidowano getto na Majdanie Tatarskim.

W grupie kobiet, starców i dzieci przeniesionych do obozu koncentracyjnego na Majdanku jest Henio. Dzieci ustawiono w pary, dano cukierka i przy muzyce - wesołym marszu - wprowadzono do komory gazowej i zamordowano.

Obaj giną jesienią. Henio w 1942 roku, a jego ojciec rok później. Samuel, po likwidacji getta na Majdanie Tatarskim, trafia do obozu pracy przymusowej na Wieniawie. 3 listopada Niemcy przeprowadzają tam masowe egzekucje. Ginie ponad 18 tys. ludzi. Wśród nich jest najprawdopodobniej Szmuel Żytomirski.

Sześć dni później nastąpiła ostateczna likwidacja getta na Majdanie Tatarskim. Więźniów przetransportowano do obozu na Majdanku. W grupie kobiet, starców i dzieci jest prawdopodobnie i Henio. Wraz innymi ginie w komorze gazowej.

Korzystałem z materiałów zgromadzonych przez Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN.

Czytaj więcej o:
Pani Piątek
Gość
KK
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Pani Piątek
Pani Piątek (12 października 2010 o 11:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Znam podobną historię o chłopcu żydowskim z Lublina. Urodził się przed wojną w rodzinie żydowskiej. Ojciec jego miał fabrykę mebli w Lublinie. Kiedy był małym chłopcem wybuchła wojna i ojciec stracił fabrykę, ale że był człowiekiem bogatym to miał oczywiście zgromadzony duży majątek pieniężny. Opłacił rodzinie polskiej za przechowywanie swojego synka. Chłopiec w dobrych warunkach, najedzony i troskliwie przechowywany doczekał końca wojny. Chłopiec został sierotą, bo ojca zamordowali ale przyszywana rodzina polska przez kilka lat wojny opiekowała się nim bo dostali za to kosztowności w złocie i innej biżuterii. Po wojnie polska rodzina dalej go kształciła, w końcu skończył wydział adwokacki. Zadbano też o utracony dobytek. Chłopiec dostał rekompensatę na fabryczkę mebli. Obecnie mieszka w Lublinie i ma się dobrze. Jest na zasłużonej emeryturze, ponieważ wiele lat przepracował w lubelskim wymiarze sprawiedliwości. Zamieszkuje w spokojnej dzielnicy lubelskiej, w domu jednorodzinnym, dwupiętrowym, który odzyskał po wojnie. Historia inna od Henia, ten chłopiec miał więcej szczęścia.
Rozwiń
Gość
Gość (24 stycznia 2010 o 17:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dziwne a naszych niema nigdzie gdzie cała rodzina brała czynny udział w takich wydarzeniach Hmm dziwne ze takiego henia w całej histori słychac i mozna czytac o nim wiele interesujących wydarzen z jego zycia
Rozwiń
KK
KK (22 sierpnia 2009 o 10:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ZWYKŁA SOCTEHNIKA , NA ZACHODZIE W ŻYDOWSKICH GAZETACH WYPISUJĄ ŻYDZI BREDNIE O POLSKICH OBOZACH ŚMIERCI ,A TUTAJ ŻYDOWSKI OŚRODEK BRAMA GRODZKA ROBI AKCJE O HENIU
Rozwiń
p.
p. (9 sierpnia 2009 o 20:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
Czy ktoś zna jednego chociaż Żyda, który czasie II wojny światowej uratował przed Niemcami Polaka???



A niby w jaki sposób taki Żyd miałby uratować Polaka przed hitlerowskim mordercą? W końcu samo bycie Żydem było w czasie drugiej wojny wystarczającym powodem do tego żeby zostać zamordowanym. Polacy nie byli traktowani w ten sposób. Naprawdę dziwią mnie takie komentarze, bo świadczą o kompletnym braku wiedzy i/oraz choćby odrobiny wyczucia. Polakom wyrządzono w czasie wojny ogromne krzywdy, tępiono polską kulturę, ograniczano swobody. Ale nie można tego porównać z planowaną i konsekwentnie realizowaną zagładą całego narodu jak to miało miejsce w przypadku Żydów.
Rozwiń
Gość
Gość (8 sierpnia 2009 o 21:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zydów nie lubi sie za ich postawę.
Jednak mordercy z Niemiec, którzy zabijali 100 tki dzieci powinni spalic sie w piekle.

Jak to możliwe, że człowiek morduje człowieka - małego człowieka - dziecko i to 100tkę na raz.

Koszmar !
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!