piątek, 20 października 2017 r.

Magazyn

To ostatnie miejsce, do jakiego ktokolwiek chciałby trafić. W policyjnych izbach zatrzymań łatwo złapać wszy, zdarzają się samobójstwa i nagłe zgony.

Pomieszczenia dla osób zatrzymanych w gmachu lubelskiej policji przy ul. Północnej to wyjątkowo ponure miejsce. Nie chodzi tylko o kraty. Korytarze oświetlają lampki przypominające te używane w kopalniach. Farba na ścianach pamięta lepsze czasy, a przez judasze ledwo co widać. - O tym, jak tu potrafi śmierdzieć, to nawet nie ma co mówić - stwierdza policjant, który prosi o anonimowość, bo nie chce stracić pracy.

Nieprawidłowości nie stwierdzono

Kogo goszczą lubelskie PdOZ? 30-60 osób podczas
12-godzinnej zmiany. To podejrzewani o przestępstwo, obcokrajowcy, czekający na deportację i pijacy. Ci są najbardziej uciążliwi. Często skrajnie wycieńczeni, nie zdejmowali od tygodni ubrań i butów.

Bywało, że funkcjonariusze przywlekali do domów wszy. Niektórzy zatrzymani są naćpani, agresywni i atakują policjantów. Inni próbują przemycać najróżniejsze przedmioty w tym narkotyki i amunicję.

Policjanci z izby pękli w marcu tego roku. Wysłali do Zygmunta Sitarskiego, komendanta miejskiego policji, raport, w którym opisali, że jest ich zbyt mało, żeby solidnie pracować, a warunki zagrażają zdrowi i życiu ich oraz zatrzymanych.

W lubelskim PdOZ powinno pracować na jednej zmianie przynajmniej pięciu policjantów. Tak wynika z rozkazu komendanta głównego policji nr 7/94 i 10/95. Tymczasem faktycznie służbę pełniło zazwyczaj 3-4 funkcjonariuszy.

- Wszystko jest zgodnie z przepisami - mówił Witold Laskowski, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji, kiedy w ubiegłym tygodniu Dziennik Wschodni badał sprawę izby. Laskowski dodał, że żadna z kontroli - m. in. MSWiA - nie dopatrzyła się nieprawidłowości.


Za mało policjantów

Jednak rozkaz komendanta głównego policji był łamany. Przykład pierwszy z brzegu: zatrzymany musi być wyprowadzany do toalet na korytarzu. Według przepisów przy otwarciu celi powinno być dwóch funkcjonariuszy. A jak to zrobić, skoro zatrzymanych pilnuje tylko jeden policjant, podobnie jak ludzi z aresztu deportacyjnego? Trzeci policjant jest łącznikowym, a przy wejściu siedzi dowódca zmiany. Tymczasem tylko do "obsługi” zatrzymanych i przeznaczonych do deportacji powinno być oddelegowanych po dwóch mundurowych.

W lutym do PdOZ trafiła pijana studentka farmacji. Po wyjściu z izby oskarżyła jednego z policjantów Grzegorza K. o gwałt. Trwa śledztwo. Funkcjonariusz podejrzewany jest o wykorzystanie bezradności kobiety i dwukrotne doprowadzenie jej do obcowania płciowego.

W dniu, kiedy miało dojść do fatalnego zdarzenia, w izbie pracowało czterech policjantów. Korytarza z celą, w której była dziewczyna, pilnował tylko jeden (a nie, zgodnie z przepisami, dwóch), teraz podejrzewany o seksualny występek.

Wydarzenia nadzwyczajne

Od marca 2006 do marca 2007 dwie osoby przebywające w izbie próbowały popełnić samobójstwo (jednej się udało). Zmarł nagle zatrzymany do wytrzeźwienia mężczyzna. W izbie nie ma lekarza, który mógłby szybko interweniować.

- Gdyby było nas więcej, podobnych zdarzeń byłoby mniej. Teraz po prostu nie mamy czasu, żeby dokładnie przeszukiwać zatrzymanych czy sprawdzać, co dzieje się w celach. Nie mówiąc o tym, że policjanci i zatrzymani czuliby się bezpieczniej. Bez przesądzania o winie lub niewinności Grzegorza K.: gdyby wówczas pracował drugi policjant, byłby on świadkiem jego niewinności lub byłby w stanie temu zapobiec - tłumaczy nasz informator.

W poniedziałek poprosiliśmy MSWiA o odpowiedź, czy ich kontrola badała zgodność liczby policjantów z przepisami i czy można liczyć na zbadanie tej sytuacji. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

Mamy natomiast dane statystyczne wydarzeń nadzwyczajnych (m.in. zgonów czy prób samobójczych) z izb zatrzymań z komend miejskich z całego kraju. Okazuje się, że w lubelskiem doszło do 11 wydarzeń; gorsze było tylko województwo kujawsko-pomorskie (13). A średnia krajowa to 4.



Ale mamy nowe biurka

- Liczba zdarzeń może wynikać z np. wielkości rejonu służbowego, występowania lub braku izby wytrzeźwień oraz liczby osób umieszczanych w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych lub doprowadzonych do wytrzeźwienia - tłumaczy Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji.

Fakt, problemów w PdOZ byłoby mniej, gdyby nie służyły za izbę wytrzeźwień. - Przez ostatnich 10 miesięcy do naszej izby trafiło 1720 osób, z czego jedna trzecia to osoby pod wpływem alkoholu przywiezione np. z awantur domowych - mówi Cezary Grochowski, rzecznik prasowy z KMP w Białej Podlaskiej.

W Lublinie pijani też trafiają albo do szpitali, albo do PdOZ. - Ale idzie ku lepszemu - mówi jeden z policjantów. - Ostatnio dostaliśmy dwa nowiutkie biurka. Prosto z folii.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
kamerman
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kamerman
kamerman (30 listopada 2007 o 08:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czy nie można zamontować kamer, aby ułatwić policjantom pilnowanie aresztu?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!