poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Jak nasi na wyspach szukają pracy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 listopada 2011, 15:03

Anna Markiewicz: Praca w magazynie to nie jest szczyt moich marzeń, ale musiałam to robić, żeby prze
Anna Markiewicz: Praca w magazynie to nie jest szczyt moich marzeń, ale musiałam to robić, żeby prze

Anna wyprowadziła się z Lublina do Nottingham. W Wielkiej Brytanii uczy się i pracuje. Z kolei Tomek po kilku dniach w North Hampton postanowił wrócić do Polski. Powodem nie był brak pracy, lecz problem z mieszkaniem

24-letnia Anna Markiewicz jest jedną z bohaterek zrealizowanego w tym roku dokumentu BBC o imigrantach z Europy Wschodniej "Young, Foreign and Over Here”. Absolwentka socjologii UMCS do Wielkiej Brytanii wyjechała na początku lipca.

Muszę się utrzymać

Po przyjeździe do Nottingham zaczęła pracę w magazynie za 200 funtów tygodniowo. Kobieta skarży się w materiale filmowym, że jest to chyba najgorsza jej praca.

– To nie był mój pierwszy wyjazd do Wielkiej Brytanii – tłumaczy w rozmowie z nami bohaterka dokumentu BBC. – 5 lat temu, kiedy byłam tu pierwszy raz, miałam dużo lepszą pracę. Tym razem przyjechałam do Nottingham zaraz po obronie pracy magisterskiej, aby dalej studiować. Naukę opłacają mi rodzice, ale sama muszę się utrzymać. Praca w magazynie to nie jest szczyt moich marzeń, ale musiałam to robić, żeby przeżyć. Teraz pracuję w restauracji, ale to też nie jest moja praca docelowa.

Problem z mieszkaniem

Wyjazd Tomka* do North Hampton praktycznie nie mógł się nie udać. Mieszkaniec Lublina dobrze zna język angielski. Teoretycznie, miał też mieć mieszkanie. Teoretycznie.
– Na miejscu okazało się, że jednak go nie będzie i muszę szybko szukać sobie nowego lokum – opowiada Tomek.

I wtedy zaczęły się schody.

– Ze znalezieniem pracy żadnego problemu nie miałem. Zajęcie miałem już po 2 godzinach poszukiwań. Problem był z mieszkaniem. Zależało mi na tym, żeby mieszkać z Polakami, bo z obcokrajowcami z różnych powodów mieszkać nie chciałem. Jednak ludzie, z którymi się skontaktowałem, woleli mieszkać z kobietami. Wynajęcie mieszkania tylko dla siebie nie wchodziło w rachubę z powodów finansowych. Wyjechałem przecież za granicę, żeby zarobić pieniądze, a nie je zaraz na miejscu wydać – opowiada Tomek.

– Tam gdzie tymczasowo mieszkałem, atmosfera stała się napięta i postanowiłem wracać do domu. To był mój pierwszy wyjazd za granicę i chyba ostatni.

Nie wybrzydzają

– Kiedy wyjeżdża się za granicą dumę trzeba zostawić w domu – przekonuje Tomek. Podobnie uważają też inni, którzy zdecydowali się opuścić kraj.

– W Nottingham bezrobocie jest duże. Wyjeżdżając z Polski, wiedziałem jednak gdzie jadę i że sytuacja tam nie jest różowa i nie wybrzydzałam – zaznacza Anna Markiewicz. – Kiedy chce się szybko znaleźć pracę, szuka się takiej, do której nie trzeba mieć kwalifikacji np. w magazynach. Tam gdzie pracowałam, spotkałam też innych studentów z Polski.

Marzeniem bohaterski materiału BBC jest praca w Human Resources. – Na razie tam pracy nie szukałam, bo skupiłam się na studiach – mówi lublinianka.

Polacy w Wielkiej Brytanii

Zdaniem autorów filmu "Young, Foreign and Over Here” co roku do Wielkiej Brytanii wyjeżdża ok. 35 tys. osób. Dwie trzecie imigrantów w tym kraju pochodzi z Polski. Ile z tych osób przed wyjazdem mieszkała na terenie województwa lubelskiego ilu z nich skończyło w Polsce, wyższe uczelnie? Takich danych chyba nikt nie posiada.
Dopiero od tego roku uczelnie w Polsce zaczną zbierać informacje na temat dalszych losów swoich absolwentów.

– Od maja do karty obiegowej dołączana jest również ankieta, w której pytamy, czy dana osoba zgadza się za pół roku powiedzieć nam, co robi po studiach – tłumaczy Aneta Śliwińska z biura prasowego UMCS. – Już ponad 7 tys. osób zgodziło się wziąć udział w tej ankiecie. Pierwsze zapytania będą wysyłane do naszych absolwentów już w listopadzie.

Wstępne informacje o tym, czym po studiach zajmują się młodzi ludzie, którzy skończyli lubelską uczelnię, mają być znane latem przyszłego roku.

Gdzie jeździmy studiować

– Do 2004 roku Polacy wyjeżdżali na studia głównie do Niemiec – wyjaśnia Joanna Napierała z Ośrodka Badań nad Migracjami. – Po wejściu Polski do Unii Europejskiej studenci zaczęli uczyć się także w Wielkiej Brytanii. Obecnie możemy studiować tam na takich samych zasadach, jak obywatele tego kraju.

Z raportu przygotowanego przez członków Rządowej Rady Ludnościowej, który obejmuje lata 2009–2010, wynika, że z roku na rok coraz więcej Polaków wyjeżdża na studia za granicę. W 2004 roku poza Polską studiowało 28 700 osób, w 2006: 30 000, zaś dwa lata później liczba ta wzrosła do 32 500.

Anglia zmienia Niemcy

Nasi rodacy uczą się najczęściej w takich krajach jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Stany Zjednoczone i Austria. W ostatnich latach wzrosło znaczenie Anglii w tym zakresie. Jeszcze w 2004 r. Wielka Brytania znajdowała się poza pierwszą piątką krajów, gdzie uczyli się Polacy. Jednak już w 2006 r. kraj ten znalazł się na drugim miejscu po względem migracji w celach edukacyjnych. W tym czasie zmalało znaczenie Niemiec. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej wprowadzono okres przejściowy w dostępie do niemieckiego rynku pracy.

*imię zostało zmienione
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Seven
Gość
piksel
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Seven
Seven (9 listopada 2011 o 21:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ta polska jest chora. Jestem po studiach i sam szukam pracy od kilku lat. To jest nie normalna sytuacja, wręcz chora. Sam myślę aby pożegnać się z tą polską.
Rozwiń
Gość
Gość (6 listopada 2011 o 16:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mam dwoje dzieci i oboje mieszkają w Anglii. Córka pierwszy raz wyjechała w dniu wejścia Polski do UE, będąc studentką SGGW. Po ukończeniu studiów i wyjściu za mąż po raz drugi wyjechała z mężem. Urodziło mi się tam dwoje wnuków, które wychowuje córka (nie pracuje). W tym roku kupili własny dom. Z pracy zięcia przez trzy lata dorobili się dobrej klasy samochodu i wkładu na dom. Wnuczka mając trzy lata chodzi już do szkoły, a ponadto ma różne zajęcia dodatkowe np. balet. Syn też wyjechał przed trzema laty, lecz po pół roku wrócił do Polski. Tutaj od razu znalazł pracę, ale pracował tylko pół roku i stwierdził że za takie pieniądze nie będzie tu pracował. Wyjechał drugi raz i pracuje tam dotychczas. Jak oboje twierdzą tam też nie jest zbyt różowo, ale w porównaniu do życia w Polsce jest dużo łatwiej. Dzięki nowym technologiom (mam na myśli skeypa) mamy stały kontakt zarówno z córką jak i z synem.
Rozwiń
piksel
piksel (6 listopada 2011 o 15:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Moim zdaniem to straszne, że dalej młodzi muszą jeździć do innych krajów, by szukać pracy. Tylko, że tam z pracą też nie najlepiej. No ale trudno w domu siedzieć na bezrobociu. Współczuję wszystkim bezrobotnym.
Rozwiń
Gość
Gość (6 listopada 2011 o 10:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='jan88' timestamp='1320570799' post='555230']
sprostowanie

studenci umcs nie zgodzili się wziąć udziału w ankiecie dobrowolnie tylko był to wymóg potwierdzony pieczątką na karcie obiegowej bez której nie można było odzyskać dokumentów zdeponowanych w dziekanatach.

co, od kiedy to ankiety są robione pod przymusem, ta sprawą winny zająć się odpowiednie władze, tak nie może być,
Rozwiń
jan88
jan88 (6 listopada 2011 o 10:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
sprostowanie

studenci umcs nie zgodzili się wziąć udziału w ankiecie dobrowolnie tylko był to wymóg potwierdzony pieczątką na karcie obiegowej bez której nie można było odzyskać dokumentów zdeponowanych w dziekanatach.

to raz

a dwa

jeżeli wyniki ankiety będą złe bądź bardzo, złe znowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym nie przewiduje obowiązku publikacji wyników ankiet, uczelnia zapewne nie zdecyduje się na ich publikacje bowiem może to przyczynić się do pogorszenia jej pozycji w rywalizacji o nowy narybek z innymi uczelniami. Truizmem jest twierdzenie iż w lublinie osoby z wyższym wykształceniem są trzecią ,pod względem ilości osób, grupą bezrobotnych.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!