piątek, 20 października 2017 r.

Magazyn

Jak prawidłowo przemycać kangury

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 grudnia 2008, 15:14

Pomysł wydaje się świetny, ale z jego realizacją bywa różnie. Wpadki zdarzają się po obu stronach.

Gdy sprawa się rypnie, łyso robi się i drobnym przestępcom, i tym, którzy ich ścigają. No bo dlaczego aż pięciu policjantów trzeba, żeby zatrzymać aż jednego - niestawiającego zbytnio oporu - pieszego?


Z mieszkańca gminy Tarnogród w powiecie biłgorajskim śmieje się pół województwa. Śpiącego 40-latka znalazł rano właściciel tarnogrodzkiego baru. Na stoliku stały dwie puste butelki po trunku. Wezwano mundurowych, którzy odwieźli kompletnie pijanego mężczyznę do policyjnego aresztu. Sporo alkoholu musiało przez noc wyparować z organizmu. Złodziej fajtłapa miał 3,6 promila.

Zgubiła go wódka

Ustalono, że dzień wcześniej mężczyzna pił piwo w barze. - Lokal został zamknięty ok. godz. 23 - relacjonuje sierż. Milena Galarda, rzecznik prasowy biłgorajskiej policji. - Mężczyzna ukrył się w środku; najprawdopodobniej w toalecie.

Po zamknięciu drzwi 40-latek zajrzał do kasy, skąd zabrał 240 zł, dołożył do tego jeszcze trzy paczki papierosów. Ale niespieszno mu było do domu. Postanowił w pojedynkę uczcić sukces. Usiadł przy stoliku i odkręcił butelkę wódki, później zabrał się do opróżniania kolejnej. Gdy ujrzał dno w butelce, nie było mowy o opuszczeniu lokalu na własnych nogach.

Stróże prawa znaleźli przy śpiącym skradzione papierosy i gotówkę, którą przezornie schował do skarpetki. Za kradzież grozi mu teraz do 5 lat więzienia.

Kangury na gapę

Na przejściu granicznym w Hrebennem do odprawy zgłosił się autobus na ukraińskich numerach z 30 pasażerami. - Na pierwszy rzut oka, wszystko wyglądało normalnie - relacjonuje ppłk Andrzej Wójcik, rzecznik prasowy Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie. - Kierowcy i pasażerowie posiadali niezbędne dokumenty do przekroczenia granicy, dokumenty pojazdu też nie budziły zastrzeżeń.

Ale w lukach bagażowych autokaru pogranicznicy wykryli nielegalnych pasażerów: pięć kucyków i dwa kangury, które tłoczyły się w drewnianych skrzyniach. I jeszcze jedenaście ptaków "zapakowanych” do pudeł po bananach.

Wystraszone zwierzaki nakarmiono, napojono, a następnie przekazano do zamojskiego zoo.

Jeden z bezdusznych kierowców zeznał, że przyjął przesyłkę od nieznajomego w Warszawie i miał ją przekazać odbiorcy we Lwowie. Zarówno on, jak i jego zmiennik odpowiedzą przed sądem za złamanie przepisów Ustawy o ochronie zwierząt.

Wpadłem do sklepu

Dwóch sprawców, którzy w nocy okradali sklep z odzieżą przy al. Tysiąclecia w Lublinie, zauważył przechodzień. Włamywacze weszli do sklepu przez okno, po czym wyszli z niego z dużą torbą, którą zostawili na chodniku. Jeden z nich ponownie wszedł do środka. Drugi pilnował torby.

- Policjanci otoczyli sklep, po czym weszli do środka - mówi Jacek Deptuś z lubelskiej policji. - Zastali tam włamywacza, który pakował do torby ubrania. Zatrzymali też jego wspólnika.

20-latek wraz ze starszym o rok kompanem trafili do policyjnego aresztu. - Szedłem chodnikiem, potknąłem się i przypadkowo wpadłem do sklepu - tłumaczył się mundurowym jeden z nich.

Oczywiście, nikt nie uwierzył w te brednie. Skradziony towar wrócił do właściciela. Sprawcom grozi do 10 lat więzienia.

Parasolem w policjanta

Na ul. Komorowskiego w Biłgoraju funkcjonariusze "drogówki” postanowili wylegitymować pieszego, który dopuścił się wykroczenia, bo przechodził przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. Mężczyzna, który nie miał przy sobie dokumentów, najpierw podał nieprawdziwe personalia, następnie zaczął grozić mundurowym, używał słów wulgarnych, po czym rzucił się do ucieczki. Ale mundurowi byli szybsi. - Gdy go zatrzymywali, jednego uderzył parasolem w rękę, powodując złamanie palca - informuje rzecznik biłgorajskiej policji.

I byłoby po sprawie, gdyby interwencji mundurowych nie nagrał mieszkający po sąsiedzku mężczyzna. Film trafił do Internetu, pokazała go też jedna z prywatnych telewizji. O dwóch funkcjonariuszach głośno zrobiło się w całym kraju.

Jak muchy w smole

Bo ze skutecznym obezwładnieniem niepokornego przechodnia mieli kłopoty. Próby założenia mu kajdanek za każdym razem paliły na panewce. W końcu użyli gazu łzawiącego, co uspokoiło nieco zatrzymywanego mężczyznę. Dopiero po przybyciu posiłków zakuto go w kajdanki i odprowadzono do radiowozu.

Ci, którzy obejrzeli film, podkreślają, że funkcjonariusze ruszali się jak muchy w smole, a próba obezwładnienia przypominała szarpaninę. Akcja trwała za długo, a mundurowi nie użyli żadnych technik obezwładniających.

Trzy lata

- Funkcjonariusze postępowali zgodnie z zasadą minimalizacji skutków użycia środków przymusu bezpośredniego - zaznacza Milena Galarda. - Po gaz sięgnęli dopiero wtedy, gdy siła fizyczna okazała się niewystarczającym środkiem do pokonania oporu zatrzymywanego. Przypominam, że jeden z funkcjonariuszy nie był w pełni sprawny, bo miał złamany palec. Interwencja zakończyła się powodzeniem: sprawca został zatrzymany, nie doznając przy tym żadnych obrażeń.

Tak czy owak, 45-latek z gminy Księżpol ma przechlapane. Odpowie przed sądem za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy, znieważenie oraz groźby. Grozi za to do 3 lat więzienia.

Mężczyzna złożył w prokuraturze zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez zatrzymujących go policjantów.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!