poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Jak Tomasz z Samuelem olej biją

Dodano: 24 listopada 2005, 16:05

Maria Kukiełka z Biszczy, której dziadek olej bił, z zapartym tchem patrzy na Tomasza i Samuela, którzy uwijają się po starej krupiarni. Przerobionej na olejarnię

W starej izbie najważniejszy jest piecyk. Od spodu pali się drewnem. Od góry, niczym na ogromnej brytfannie, podgrzewa się mielone siemię lniane. Prosto z żarnowego młynka. W powietrzu unoszą się kłęby lnianej pary. Jan Zań drewnianymi łopatkami pracowicie miesza brunatną masę. Tomasz podkłada drewno. A Samuel ładuje na taczki okrągłe makuchy. Ubite i twarde. - Panie kochany. Mój dziadek tak olej bił - mówi wzruszona Maria Kukiełka z Biszczy.

Ze stępy na targ

Najpierw dziadek, Jan Kowal, co miał olejarnię w Bidaczowie Nowym i olej z siemienia konopnego i lnianego robił, siemię suszył. W piecu. Potem tłukł w stępie, aż stało się miałkie i wilgotne.
- W olejarni zawsze było pełno bab. Zagniatały mielone siemię rękami w niecce, trochę wodą podlały. Schodziło się pół wsi - opowiada Kukiełkowa. - Tak przygotowany miąższ podgrzewały i dawały na lnianą szmatę. Potem do prasy i za chwilę do skopka ściekał olej.
Przysmak był z tego niesamowity. - Brało się chleb, na to cebulę w plastry. A na to olej. Po oleju lnianym ludzie nie chorowali. A teraz Tomek próbuje olej bić. Jaki to dobry chłopak. Jaki dobry - śmieje się serdecznie pani Maria.

Z Biłgoraja do Biszczy

Tomasz Wołoszyn na co dzień pracuje w fabryce mebli Black Red White. Roboty mu mało było. Najpierw zobaczył, jak Jan Ryba we wsi Zynie stare maszyny uzdrawia. Potem ze starej olejarni spod Biłgoraja prasę kupił. Na koniec w starej krupiarni teściów olejarnię urządził.
- Jak tu przyjechałem pojęcia nie miałem, że w domu można olej robić. I to lepszy od sklepowego. Zbudowałem piec do podgrzewania i... zacząłem eksperymenty.
Tomasz włącza maszynę. Po chwili do drewnianej niecki sypie się coś na kształt mąki. Samuel bierze zmielone siemię w garść, rozciera w palcach, próbuje. - Tato, trzeba poprawić żarna! Następna porcja jest drobniejsza. - W sam raz - kiwa głową syn Tomasza.
Teraz Samuel rozpala w piecyku. - Dobra, sypiemy!
Łopatą ładuje półprodukt do wiadra. Z wiadra na piec. Teraz do akcji wkracza Jan Zań. To najważniejszy etap całego cyklu produkcyjnego. Z pomocą drewnianych łopatek energicznie miesza wonną masę.
- Teraz od niego zależy najwięcej - tłumaczy Tomasz. - Panie Zań! Powoli. Z wyczuciem... No, o czym to ja mówiłem? A, jak zbytniej temperatury złapie, to olej będzie gorzki. Zepsuje całą beczkę.
Samuel kiwa głową. Tak jest.

I w kuchni

- Na przykład ze śledziami - podpowiada Tadeusz Oleksak z Biszczy, w którego domu bez dobrego oleju nie ma dobrego jedzenia. - Trochę śledzia, startej na drobno cebuli, olej i świeży chleb.
Albo sałatka z kiszonej kapusty. - Albo z ogórków, ziemniaków i oleju - dodaje Zań.
Że z olejem lnianym w kuchni warto eksperymentować, potwierdzili już lekarze. Nieoczyszczony olej lniany zawiera rekordową ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega - 3. Które obniżają poziom złego cholesterolu, zapobiegają nadciśnieniu, zawałom i wylewom. W dodatku olej lniany podwójnie chroni przed rakiem.

Z pieca pod prasę

Z pieca podgrzany miąższ wędruje do małej beczki wyłożonej lnianym płótnem. Samuel pracowicie ubija siemię stępą.
Prasa w ruch. Powoli, z wyczuciem.
- Gdybym poszedł na całego, olej rozsadziłby płótno - mówi Wołoszyn. Do naczynia wpadają pierwsze krople oleju. Po chwili jest już cały strumyczek.
Potem Tomasz otworzy pojemnik i z trudem wyciągnie zbite w twardy krąg makuchy. Następna porcja miąższu pod prasę, następna porcja oleju.

Teraz konopie

Czyli wyższa szkoła jazdy. Konopie na młynek. - Potem podgrzewamy, mieszamy, tłoczymy. Musowo jeszcze bardziej pilnować, jak z lnem - mówi Wołoszyn.
Zań coraz szybciej miesza brunatną masę. Tu chwila nieuwagi kończy się katastrofą. Wreszcie brunatny, ostry w smaku olej konopny trafia do glinianej beczułki.
Samuel już wpada z talerzem pełnym świeżego chleba. Trzeba spróbować, czy dobrze wyszło.
- Olej można i z maku robić. I z orzechów włoskich. Z dyni, sezamu i orzecha laskowego - wymienia Tomasz. Zamyśla się i z dumą opowiada, że gościł Makłowicza. - Jak powiedziałem żonie, że będzie u nas z telewizją, mało co nie popukała się w głowę. - Ten od gotowania. W takiej dziurze! A jednak przyjechał. I powiedział, że nasz olej lniany ma korzenny smak ziemi. Tej ziemi. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!