sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Jak zostać studentem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 czerwca 2004, 15:54



d Odpowiedź na pytanie postawione w tytule wydaje się prosta: nauczyć się i zdać egzaminy wstępne. Tylko jak się uczyć? Jak zdawać? A w co się ubrać? A może pomocne będą jakieś tricki, mowa ciała i komunikaty niewerbalne? Może nawet nie warto się uczyć, tylko zastosować techniki autoprezentacji? Albo się czegoś nałykać i ściągać?

Tysiące młodych ludzi w całej Polsce mają teraz jeden cel: zdać i dostać się na studia. Będą o to walczyć, a ich wrogiem jest kilkaset osób stojących po drugiej stronie barykady; czy raczej biurka. One zrobią wszystko, żeby im to utrudnić. Będą zadawać podchwytliwe pytania, dociekać, dopytywać i irytować.
Jedni i drudzy mają swoje sposoby. W tej walce nie ma chwytów niedozwolonych.
Regułka czy inteligencja?
– Jeżeli widzę, że kandydat się jąka, panikuje i ogólnie nie bardzo wie, co ma robić, to ma u mnie wielkiego minusa – mówi dr Piotr. Nie przedstawia się z nazwiska, bo chce mówić szczerze, a to nie jest mile widziane. – Będą się czepiać: po co to mówiłem? A wracając do egzaminów: nie lubię takich mazgajów. I nie lubię ludzi, którzy mi cytują fragmenty podręczników. Jeżeli kandydat nie wiele wie, ale jest w stanie ze mną rozmawiać, używać ciekawych przykładów i porównań, to ja jestem skłonny go puścić. Wzory i regułki każdy ma w książce. Ale nie każdy potrafi myśleć.
Niestety, nie każdy egzaminator ma takie podejście. Część wymaga szczegółów i definicji. Są też tacy, u których wszystko zależy od humoru. Jak sobie z tym wszystkim radzić?
– Nie okazywać zdenerwowania i panować nad emocjami. Trzeba mieć prawie pokerową twarz – mówi policyjny negocjator. – Odrobina przebojowości też się przyda.
Kelner czy gwiazdor?
Tomasz Świąder jest managerem wizerunku we wrocławskiej firmie „Metamorphosis – Laboratorium Wizerunku”.
– Najważniejsze jest tzw. pierwsze wrażenie – mówi. – Egzaminatorowi wystarczy kilka chwil, w czasie których student wchodzi i siada przy jego biurku. W tym czasie 55 proc. uwagi wykładowcy pochłania wygląd kandydata, a 35 proc. jego zachowanie. To pierwsze wrażenie jest bardzo silne i niezwykle trudno je później zmienić.
I właśnie tu można sporo zrobić. Odpowiedni ubiór, fryzura, itd.
– Miałem iść w studniówkowym garniturze, ale zdecydowałem się kupić inny – mówi Michał Zięba z Lublina. – Chciałem się trochę wyróżnić z tłumu czarnych marynarek i białych koszul. Nie ciałem wyglądać jak kelner.
Czy słusznie?
Ubierają się, jak chcą
Ubrać się skromnie, czy raczej ubiorem podkreślić indywidualność? Założyć garnitur księgowego, czy zielono-różowe szorty? A może sukienkę w biedronki i wielkie kokardy?
– To banał, ale liczy się wiedza – twierdzi dr Stanisław Ducin z Zakładu Historii Starożytnej UMCS. – Na pewno jest miło i przyjemnie jak kandydaci czy studenci przychodzą ubrani ładnie i schludnie. To oznacza, że mają szacunek dla egzaminu i uniwersyteckich tradycji.
Ale cóż się okazuje:
– Coraz więcej osób przychodzi w luźnym stroju – przyznaje Ducin. – I faktycznie, zdarzają się wykładowcy, którzy zwracają na to większą uwagę. Taki strój może popsuć wtedy atmosferę na egzaminie.
Kandydat na studenta ma więc odpowiedni strój. Ale czy to wystarczy?
Oczywiście – nie.
Czerwony zruga, Zielony przytuli
Specjaliści od technik manipulacji i marketingu dzielą ludzi na cztery typy. Niebieski to zimny i wyrachowany drań. U niego liczy się wiedza i kompetencja. Żadne sztuczki nie pomogą. Typ czerwony jest podobny, ale wymaga jeszcze pewnego podporządkowania. Lepiej trafić na zielonego: to uczuciowiec; może tu pomóc płacz albo jakieś błagalne prośby typu: „Jak się nie dostanę, to ojciec mnie zaszlachtuje”. Żółty to z kolei dowcipniś. Luz i humor.
– Podejrzewam, że wśród wykładowców dominuje typ czerwony i niebieski. Ich też można przekonać, że mamy wiedzę, której tak naprawdę... nie mamy – podpowiada Tomasz Świąder.
Jak?
– Używając słów-kluczy. Będą to fachowe określenia i definicje. Skoro wiemy takie rzeczy, to nie ma sensu dopytywać się o szczegóły. To jednak gra vabanque – zaznacza Świąder. – Bo trzeba to mówić pewnie i bez zająknięcia. Ale może się udać.
A może w ogóle bez egzaminów?
– Osoby, które mówią cicho, powinny na egzaminie mówić głośniej –dodaje policyjny negocjator. Żeby nie irytować wykładowcy. Wykładowca może też pomyśleć, że czegoś nie wiemy tylko dlatego, ze czegoś nie usłyszał.
I jeszcze jedno: nie wywierać presji przy stawianiu oceny!
– Nie naciskać. To denerwujące – zwraca uwagę policjant. – Lepiej się uśmiechnąć.
A jeżeli nie pomogą socjotechniki, tricki, ubiór, umiejętność „lania wody” i mnóstwo wspomagaczy z apteki? No cóż, zawsze zostają jeszcze takie kierunki, gdzie o przyjęciu decyduje kolejność zgłoszeń.

Nie gap się w sufit!


Tomasz Świąder
manager wizerunku w „Metamorphosis – Laboratorium Wizerunku”
Postawa na egzaminie powinna być otwarta. Nie kulić się, nie chować stóp pod krzesło, nie trzymać nóg i rąk razem. Bo to oznacza strach i może się kojarzyć z niewiedzą. Trzeba siedzieć prosto, z lekko rozchylonymi nogami. Nie gapić się w sufit. Należy utrzymywać kontakt wzrokowy w proporcjach 1:2, tzn. przez jedną chwilę patrzymy egzaminatorowi w oczy, przez dwie chwile spoglądamy w bok.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!