wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Janusz Nusik-Powalski. O poezji, malarstwie i życiu

Dodano: 18 maja 2015, 17:15
Autor: Daniel Drob

Janusz Nusik-Powalski (Fot. Maciej Kaczanowski)
Janusz Nusik-Powalski (Fot. Maciej Kaczanowski)

Nie pamięta swojego pierwszego tekstu, ale jest przekonany, że na początku było słowo. Dopiero później teatr, obraz, barwy i energia z nich bijąca. Ulubiony poeta: Norwid. Zachwyca melodią, słychać u niego wzburzenie. Ulubiony wiersz: "Marionetki", które recytuje z pamięci. Swoich tekstów nie zna i nie lubi. Tak jak obrazów.

Dla Janusza Nusika-Powalskiego sztuka to wieczna walka: z samym sobą, z kolegami i koleżankami, z urzędami.

- Artyzm zawsze przeszkadza, mój dom był zbudowany jako pojemnik sztuki, wychodziłem ze sztuki, jadłem ze sztuką, wstawałem ze sztuką. Zamiast 5 prac robiłem 50, później zamiast 50 robiłem 500 - mówi.

Długie włosy

Urodził się w prima aprilis, w 1957 roku. Szlif malarski zdobył w ognisku plastycznym przy ul. Grodzkiej, wcześniej uczył się w Zespole Szkół Zawodowych przy ul. Długosza, ale jego wrażliwość wzięła górę i się przeniósł.

- Odwaga to złe słowo, to był rzut na jakąś dziwną taśmę. Nagle uczyłem się pod okiem profesorów z liceum plastycznego - wspomina. W okresie "mechanika" należał do forpoczty noszenia długich włosów. - W szkole zawsze stał ktoś z suwmiarką i wołał do któregoś z uczniów "chodź tu!", po czym mierzył mu włosy i jeśli były zbyt długie, wyrzucał z budynku. Gdy ze mną tak zrobili wróciłem z ojcem, mieliśmy kodeks ucznia, ojciec zapytał dyrektorki, gdzie w kodeksie jest zakaz noszenia długich włosów. I tak pomału, pomału zaczęli to tolerować. Mechanik był pierwszy, dopiero później Staszic, Zamoyski jako trzeci zaczął nosić długie włosy.

Do ogniska plastycznego trafił w 1976 roku. Malarstwa uczył go m.in. Andrzej Krasowski, późniejszy dyrektor Liceum Plastycznego im. Cypriana Kamila Norwida. Było ciężko, Nusik-Powalski musiał rysować krzesła i portrety, wszystko realistycznie. Rodzice nie byli zadowoleni z wybranej ścieżki, widzieli go jako inżyniera. - Próbowali mi to wybić z głowy do tego stopnia, że nie mogłem zaglądać do lodówki, "chcesz być artystą, to idź do roboty, nie chcesz być inżynierem, to idź do roboty" powtarzali, na co ja: "moglibyście mi pomóc". "Sam sobie pomóż" odpowiadali.

Teorie

Gdy miał 24 lata, odbyła się jego pierwsza wystawa. Prace Nusika-Powalskiego pojawiły się w Muzeum Diecezjalnym (Obecnie Muzeum Archidiecezjalne Sztuki Religijnej w Wieży Trynitarskiej), na kredowym papierze wydrukowano 250 katalogów. W 1982 roku uzyskał państwowy tytuł artysta-plastyk, w tym samym czasie zaczął tworzyć własne teorie sztuki, pierwszą był termizm, ostatnią: supranaturalizm, a pomiędzy nimi inne "izmy": inkarnacjonizm, elukubryzm, tabularyzm... wszystkie opracował sam, wszystkie mają swoje definicje. Supranaturalizm na przykład w jego teorii polega na przesyłaniu przez obraz odpowiedniego ciepła. - Według tej reguły istnieją kolory chromatyczne i achromatyczne, od bieli poprzez czerwień, pomarańcze, żółcie do fioletu i czerni barwy emitują odpowiednią energię - wyjaśnia.

O swoich koncepcjach sztuki napisał nawet książkę "Navigare necesse est" (tytuł jest cytatem Plutarcha, który po polsku brzmi "żeglowanie jest koniecznością"). W pewnym momencie zainteresował teatrem, w 1984 r. powstało jego Studio Misteryjne. Z powodów finansowych teatr popadł w stagnację, ale - jak zapewnia artysta - ciągle istnieje. Obecnie stara się reaktywować przedsięwzięcie. Planuje zrobienie filmu dokumentalnego poświęconego jego działalności, problem w tym, że część osób, które go współtworzyły już nie żyje, reszta po prostu pozakładała rodziny i zapomniała. Niektórym w życiu się nie powiodło, stąd pomysł banku żywnościowego, który organizuje razem z Bractwem Miłosierdzia im. św. Brata Alberta. Nusik-Powalski pomaga w ten swoim kolegom z teatru, którym coś nie wyszło w życiu.

Wiersze

Największą jego namiętnością obok malarstwa i teatru jest poezja, zachwycają go polscy romantycy, na pierwszym miejscu stawia Norwida.

Jak się nie nudzić na scenie tak małéj,

Tak niemistrzowsko zrobionéj,

Gdzie wszystkie wszystkich Ideały grały,

A teatr życiem płacony

- cytuje z pamięci swój ulubiony utwór poety, "Marionetki". Dlaczego akurat ten? - Bo sam jestem marionetką, pan jest marionetką, wszyscy to marionetki - wyjaśnia.

Jednym z jego młodzieńczych marzeń był wyjazd do Paryża. Do miasta artystów udało mu się dotrzeć w 2000 roku. Tam kupił butelkę francuskiego wina i poszedł ją wypić pod wieżą Eiffla, dokładnie tak, jak zaplanował 20 lat wcześniej. Miał żonę, również artystkę, ale nie chce o tym opowiadać. - Małżeństwo pomaga w życiu, ale dla artysty może być również problemem - mówi krótko. 4 lata temu w niejasnych okolicznościach stracił dostęp do swojego domu i pracowni, musiał zamieszkać w schronisku dla bezdomnych mężczyzn przy ul. Garbarskiej w Lublinie.

Czwórki

To go nie złamało, jego prace wystawiane były w Młodzieżowym Domu Kultury nr 2 przy Bernardyńskiej oraz filiach biblioteki im. H. Łopacińskiego. Działał w Zakładzie Malarstwa dla Bezdomnych "Nie do odrzucenia", tam spotkał Rafała Rutkowskiego, lubelskiego poetę i animatora kultury, członka Pracowni Sztuki Zaangażowanej Społecznie "Rewiry".

- Wkrótce zakład malarstwa został zamknięty, a my otwieraliśmy akurat Punkt Kultury przy 1 maja. Janusz opowiedział mi o swoich wierszach, zaprosiliśmy go do Punktu - opowiada Rafał Rutkowski. W kwietniu na "Przystanku Poetów" w Punkcie Kultury odbyło się spotkanie z jego poezją. W przygotowaniu jest tomik jego wierszy, a Nusik-Powalski wypracował własny, "matematyczny" system układania tekstów. W tomiku uszeregowane są czwórkami, trzy pierwsze teksty oznakowane są cyframi rzymskimi, czwarty, zamykający cykl w tytule ma znak równości.

Wieczór

20 maja w kawiarni artystycznej w Tarasach Zamkowych odbędzie się wieczór poetycki. Swoich tekstów nie zna na pamięć i nie lubi, podobnie jest z obrazami. - Boję się, że jakbym polubił jakiś swój obraz to przestałbym tworzyć, albo popadłbym w samozachwyt - wyjaśnia.

Obecnie najważniejszym jego celem jest zrobienie filmu o Studiu Misteryjnym, chce w ten sposób uczcić ludzi, którzy z nim pracowali.

- Nie wiedziałem, że to będzie takie trudne. Odwiedziłem raz jednego z pracowników teatru, powiedziałem, że chciałbym zrobić o nas film, na co on, że był tylko dzwonnikiem w spektaklu. Ale przecież gdyby nie to jego uderzenie w dzwon, to sztuka by nie wyszła! - mówi Nusik-Powalski. - Żebym mógł iść dalej, muszę rozliczyć ten trwający 35 lat rozdział.

Czytaj więcej o: Magazyn Janusz Nusik-Powalski
Gość
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (15 marca 2016 o 17:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Miałam wątpliwą przyjemność poznać tego pseudo artystę parę lat temu to chodząca KANALIA
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!