czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Jasio wrócił do mamy

Dodano: 14 sierpnia 2008, 13:42

Kiedy chory na mukowiscydozę chłopiec miał 4 miesiące, szukaliśmy dla niego rodziny zastępczej.

Niespełna pół roku później walczyliśmy, by nie został deportowany na Białoruś. Tydzień temu pomogliśmy mu wrócić do Lublina; do jego biologicznej rodziny.

- Jasio jest bardzo grzeczny, nie płacze, bawi się z rodzeństwem. Do mnie cały czas się przytula. Taka mała przylepka... - mówi wzruszona Madina Iwanow, mama 16-miesięcznego chłopca. Tydzień temu w nocy przywiozła syna do domu. - Bardzo się cieszę, że wreszcie do nas wrócił.

- Fajnie jest mieć brata. Do tej pory w domu były same dziewczyny - śmieje się kilkunastoletni Oleg. Chłopak nawiązał wspaniały kontakt z Jasiem, który jest w niego wpatrzony jak w obrazek. Codziennie w czasie spaceru rodzeństwo spiera się o to, kto będzie prowadził wózek z malcem.

Opieka pod nadzorem

To lubelski sąd pod koniec lipca zdecydował, że kobieta może ponownie zająć się własnym synem. Jest to jednak zarządzenie tymczasowe, do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Sąd wziął pod uwagę, że Białorusinka ma pracę, przeszła przeszkolenie w zakresie opieki nad dzieckiem chorym na mukowiscydozę oraz dostała prawo pobytu w Polsce dla siebie i dzieci. Opieka nad Jasiem będzie się odbywała jednak pod nadzorem kuratora.

- Mogłam odebrać syna tydzień wcześniej, ale nie miałam jak. Nie znałam nikogo, kto mógłby przywieźć nas stamtąd samochodem, a pociągiem tak chorego dziecka transportować nie można. Mógłby przecież złapać jakiegoś wirusa - mówi pani Madina.

Zaczęliśmy więc szukać innych możliwości. Pomocy nie odmówił prezydent Lublina. Dzięki jego błyskawicznej decyzji, pomoc społeczna przekazała kobiecie 500 zł na transport dziecka z Gdyni. - Całym sercem jestem z małym Jasiem i trzymam kciuki, by w jego rodzinie działo się dobrze. Dlatego jeśli będzie taka potrzeba, będziemy mu pomagać - mówi Adam Wasilewski, prezydent Lublina.

Podróż za jeden uśmiech

Parę godzin później znalazł się samochód. Maciek Kulka, właściciel Ośrodka Szkolenia Kierowców "Kulka” zaoferował, że przywiezie rodzinę znad morza. W ubiegły czwartek o 5 rano wraz ze swoim synem Marcinem, panią Madiną i jej synem, pojechali do Gdyni. Spędzili w samochodzie 14 godzin i 45 minut.
Przejechali 1125 km.

- Cieszę się, że mogłem pomóc i przyczynić się do tego, że rodzina jest w końcu razem. Dziecko na początku płakało, ale tylko dlatego, że dotychczasowa rodzina nie dała mu czasu na oswojenie się z panią Madiną - tłumaczy Maciej Kulka. - Spędziliśmy w Gdyni 4 godziny, ale dopiero kilka chwil przed odjazdem mogliśmy zobaczyć Jasia. Jego brat rewelacyjnie się nim zajął i po łzach nie było śladu.

Do Lublina Jasio wrócił 8 sierpnia, po 10 miesiącach pobytu w Gdyni. Zostawił tam ludzi, którzy poświęcili mu mnóstwo czasu i uczucia. - Do końca życia będę wdzięczna pani Oli i jej rodzicom, za to, że byli przy Jasiu w trudnym okresie, opiekowali się nim, kiedy chorował. Dali mu miłość. Dzięki nim mój syn nie tułał się po domach dziecka, po szpitalach - ociera łzy Madina Iwanow. - Nigdy im tego nie zapomnę.

Historia Jasia

Jasio urodził się w kwietniu ubiegłego roku w Lublinie. Matka Białorusinka, która 13 lat nielegalnie przybywała w Polsce, zrzekła się prawa do opieki nad nim tuż po jego urodzeniu. Bała się, że nie da rady utrzymać kolejnych dzieci. Jasio bowiem miał brata bliźniaka, który zmarł dwa tygodnie po porodzie. Później chłopiec trafił na kilka miesięcy do szpitala w Poniatowej, gdyż ze względu na chorobę nie chciały przyjąć go domy dziecka. Wtedy zainteresowaliśmy się jego losem. Równo rok temu zaczęliśmy szukać dla Jasia rodziny zastępczej. Zgłosiła się pani Ola z Gdyni, która została mamą zastępczą małego. Wtedy o chłopcu przypomniała sobie Białoruś. Zażądała oddania dziecka. Przychylił się do tego lubelski sąd. Chłopiec miał trafić do domu dla psychicznie chorych. Tam z pewnością nie przeżyłby nawet roku. Kilka dni przed planowaną deportacją w ślad za Dziennikiem Wschodnim poszły media ogólnopolskie i rozpoczęły wspólną walkę o dziecko. Udało się, kiedy lubelska prokuratura zaczęła szukać ojca Jasia. Okazał się nim Polak. Dzięki temu chłopiec otrzymał polskie obywatelstwo i to ostatecznie zatrzymało jego deportację. Wtedy jego matka biologiczna postanowiła odzyskać Jasia. Walka o stałe prawo do opieki nad nim jeszcze trwa, ale chłopiec decyzją sądu wrócił już do swojej rodziny.

Dziękujemy

Cała rodzina Iwanow przyszła również z podziękowaniami do naszej redakcji. - Gdyby nie wy, nie udałoby mi się odzyskać dziecka - mówiła kobieta, która dziękowała nam również za pomoc w zablokowaniu deportacji chłopca.

Teraz pora zacząć normalne życie. - Takie bez kamer, bez aparatów. Chcę w spokoju wychowywać moje dzieci, nadrobić stracony czas - szepcze Madina. - Ominęło mnie pierwsze słowo mojego najmłodszego synka, teraz czekam na jego pierwszy krok...

Madina Iwanow pracuje jako krawcowa. Ma, jak mówi, wspaniałą szefową, która pozwala jej szyć w domu. Jasiem pomagają jej zajmować się pozostałe dzieci. - Ale wiadomo, że drenaż czy inhalacje muszę robić sama - mówi.

- Jak mama go masuje po płuckach, to zatykam uszy, bo płacze - mówi jego 5-letnia siostra.

Koszty leczenia i odżywek chłopca pokrywa Fundacja Ryszarda Krauzego. Jego losem zainteresował się również rzecznik praw obywatelskich, który zwrócił się z prośbą do resortów zdrowia i polityki społecznej, by objęły chłopca opieką medyczną i socjalną. Na razie nie znamy ich stanowiska.

- Wierzę - mówi Madina - że teraz nasz los się odmieni.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!