czwartek, 23 listopada 2017 r.

Magazyn

Jestem romantykiem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 września 2008, 14:20

Rozmowa z Januszem Panasewiczem

• Co słychać w Lady Pank?

- Wszystko w porządku.

• Chyba nie do końca, skoro zdecydowałeś się na solowy album?

- Ja się z takim pomysłem nosiłem już od dawna. Zmaterializował się teraz, bo moi przyjaciele zbudowali dobre studio. Kiedy ich tam odwiedziłem, poczułem się tak przyjemnie, że zdecydowałem sfinalizować w tym miejscu swój stary pomysł. W ubiegły weekend skończyliśmy prace nad albumem. Premiera 19 września.

• Ale musiały też zaistnieć sprzyjające okoliczności w twojej macierzystej grupie, żebyś się mógł zająć takim pracochłonnym przedsięwzięciem.

- No tak. W ubiegłym roku wydaliśmy płytę "Strach się bać”. Koncerty z nią związane mamy już za sobą. Nie mieliśmy w planie pracy nad nowymi piosenkami zespołu. Umówiliśmy się, że Janek [Borysewicz - kompozytor i gitarzysta grupy] zajmie się swoimi rzeczami w rodzaju albumu "W hołdzie Tadeuszowi Nalepie”, a ja swoją solową płytą.

• Mam nadzieję, że to nie jest testowy album nowego studia.

- No nie. Powstanie studia było tylko sprzyjającą okolicznością. Pracowało mi się w nim dobrze jak nigdzie wcześniej. Nie byłem ograniczony czasowo, miałem pełny luz.

• Jaki był najważniejszy powód zrealizowania solowego albumu po tylu latach nagrywania pod szyldem Lady Pank?

- Chciałem się sprawdzić w innej konwencji muzycznej. Chciałem zaśpiewać teksty w innej poetyce.

• W jakiej?

- W repertuarze grupy jest sporo piosenek ze słowami Andrzeja Mogielnickiego, które zahaczają o sprawy społeczne, a nawet polityczne. A ja chciałem nagrać coś absolutnie osobistego, ze swoimi tekstami, których mi się sporo uzbierało. Opowiedzieć historie, na które nie było miejsca w repertuarze zespołu. Zaśpiewać tak, jakby się siedziało przy barze i rozmawiało z najlepszym kumplem.

• Rozumiem, że są takie piosenki, których nie da się wykonać z grupą i trzeba je nagrać pod własnym nazwiskiem.

- Tak, zwłaszcza że chodziło mi także o inne brzmienie. Brzmienie Lady Pank opiera się na bardzo charakterystycznej gitarze Janka i dość mocnym rytmie. Ja zaś chciałem zrobić coś delikatniejszego i zaaranżowanego bardziej tradycyjnie, z fortepianem, smyczkami i kontrabasem.

• A może ty się tak zestarzałeś, że potrzebujesz wyciszenia?

- Nie, nie. Ja po prostu jestem w głębi duszy romantykiem. Ale na moim albumie są też dynamiczne numery. Jednak, jak powiedziałem, inaczej zaaranżowane.

• Jakie historie opowiadasz w tekstach?

- Najróżniejsze. O ludziach i miejscach, które znalazły się na linii mojego życia. Choćby o moim rodzinnym mieście Olecku. Albo o facecie, który przy szosie pod Częstochową 20 lat temu sprzedawał pomidory i wciąż to robi. O miasteczkach, które żyją intensywnie tylko w sezonie wakacyjnym.

• A próbujesz może rozliczyć się ze swoimi głośnymi ekscesami?

- Niespecjalnie.

• Czyżby nie były one ważnym przeżyciem dla ciebie?

- W jakimś sensie były. Na pewno nie były kreowane dla rozgłosu. Wynikały z mojej i kolegów natury. Tacy po prostu byliśmy. Ale to chyba już przeszłość. Jak ktoś uważnie posłucha moich piosenek, to może w paru miejscach znajdzie jakieś refleksje na ten temat.

• Wydawca nie naciskał na ciebie, żebyś zaśpiewał po angielsku?

- Nie, firma, z którą się związałem, czyli QL Music, nie naciskała w żadnej kwestii. Dała mi wolną rękę. Zorganizowała mi tylko sesję zdjęciową. Umówiła mnie z Rafałem Masłowem, który zrobił wspaniałe zdjęcia. Nigdy nie miałem tak znakomitych fotografii. Tak dopasowanych do stylu muzycznego.

• Pytam o piosenki po angielsku, bo ostatnio jest u nas prawdziwa plaga w tym względzie. Młode zespoły wydają fajne muzycznie albumy, ale piosenki brzmią tak, jakby były śpiewane nie dla nas.

- Co tu dużo gadać. Jeśli tu się urodziłem, tu mieszkam i śpiewam dla Polaków, to robię to po polsku. Można nagrać anglojęzyczne wersje piosenek, jeżeli ma się ambicje eksportowe. I my tak z Lady Pank kiedyś robiliśmy. Ale śpiewanie w obcym języku we własnym kraju jest czymś nienormalnym.

• Myślisz jeszcze o karierze na Zachodzie?

- Nie, zupełnie mnie to nie interesuje. Wystarcza mi, że mam dobry odbiór w Polsce. A żeby zrobić tam karierę na niwie muzyki rozrywkowej, to tak naprawdę trzeba by tam mieszkać, oddychać tamtym powietrzem i żyć tamtymi sprawami wśród tamtych ludzi.

• A propos życia: jak ci się żyje?

- Dziękuje, dobrze. Ostatnio miałem dość pracowity czas z uwagi na sesję nagraniową i mało czasu spędzałem w domu. Wpadałem zwykle tylko na noc. Ale teraz mogę się bardziej wyluzować.

• A gdzie mieszkasz?

- Mam dom pod Warszawą i mieszkanie w Warszawie. Rodzina, czyli moja żona i synowie, jest w domu pod stolicą. I tam oczywiście spędzam najwięcej czasu.

• Czyli w sumie, masz trochę życia wielkomiejskiego i trochę prowincjonalnego.

- Tak i bardzo dobrze się z tym czuję. Tak samo lubię i jedno, i drugie. Pierwsze jest bardziej funkcją mojego zawodu, a drugie wynika z mojej natury, bo przecież pochodzę z prowincji.

Rozmawiał Jacek Szymczyk
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!