wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Jestem zdrowy/chory*. Niepotrzebne skreślić. Listy w obozie na Majdanku

Dodano: 10 listopada 2011, 13:57

Janusz Mozdzan <br />
jest z zawodu informatykiem, dyplomowanym inżynierem, mieszka w Niemczech. Od 30 lat
Janusz Mozdzan
jest z zawodu informatykiem, dyplomowanym inżynierem, mieszka w Niemczech. Od 30 lat

Trzymając list w rękach, myślimy nie o "masie więźniów”, tylko o tej kobiecie, mężczyźnie, matce czy córce. O ich sytuacji i przeżyciach – mówi Janusz Mozdzan, autor wyjątkowej książki o korespondencji w obozie na Majdanku.

"Historia Poczty Obozu Koncentracyjnego na Majdanku – O obozie, ludziach i listach” właśnie ukazała się nakładem Niemieckiego Zrzeszenia Filatelistów Poststempelgilde e.V. W Lublinie książka została zaprezentowana w Ośrodku Brama Grodzka – Teatr NN.

O obozie ani słowa

– Treść listów z obozów koncentracyjnych mówi nam, ze względu na cenzurę, niewiele – podkreśla Janusz Mozdzan. – "Jestem zdrów i powodzi mi się dobrze” – to typowy zwrot. Pytania o krewnych, prośby o częste pisanie i o paczki. Naturalnie nic o tym, co się naprawdę działo w obozie.
Obozowa korespondencja była ściśle cenzurowana. Na kartach pocztowych cenzorzy zaczerniali te fragmenty, które im się nie podobały, a korespondencja adresowana do więźniów nieraz do nich nie dochodziła i była zwracana nadawcom.

Jedyna "pamiątka”

Pytanie więc: Co dają nam listy więźniów?

– Musimy sobie uzmysłowić, że z pobytu w obozie więzień, o ile przeżył – a to oznaczało, że został wyzwolony – nie miał żadnych pozostałości, z wyjątkiem listów – mówi Mozdzan. – Listy są dokumentami i mówią nam, że ktoś z naszego miasta, może z pobliskiej ulicy był więźniem Majdanka. Historyka interesuje dodatkowo okres, który więzień spędził w obozie.

Najważniejsze, zdaniem autora, jest jeszcze coś innego: Trzymając list w rękach, myślimy nie o "masie więźniów”, tylko o tej kobiecie, mężczyźnie, matce czy córce. Możemy sobie też lepiej odtworzyć ich sytuację i przeżycia. Dla rodziny listy były znakiem, że "jeszcze żyje”. I to było najważniejsze.

Niepotrzebne skreślić

W książce Mozdzana znajdziemy reprodukcje źródłowych dokumentów, zestawienie dekretów i rozporządzeń SS dotyczących obrotu pocztowego więźniów.

Można zobaczyć listy m.in. księcia Krzysztofa Mikołaja Radziwiłła do dzieci, list do młodego Norwega Erlinga Baucka, który osadzony był w podobozie Majdanka przy ul. Lipowej w Lublinie czy kartkę, którą otrzymała od matki zaangażowana w ruch oporu Irena Iłłakowiczowa.

W książce jest też reprodukcja karty pocztowej, która obowiązywała w poczcie obozowej. Wydrukowano na niej formułkę dotyczącą potwierdzenia otrzymania paczki oraz zdanie: "Jestem zdrowy – chory* (*niepotrzebne skreślić)”. Niektórzy więźniowie zaznaczali, że są chorzy i dopisywali np. "tyfus”, inni dopisywali kilka zdań obok.

Niemieckie przywileje

• Co pana najbardziej zaskoczyło podczas lektury tej korespondencji?

– Może nie zaskoczyło, ale potwierdziło pewne przypuszczenia – mówi Mozdzan. – W obozach koncentracyjnych III Rzeszy od początku (np. Dachau 1933) więźniowie mieli prawo do kontaktu, korespondencji z rodziną. Regulamin obozowy przewidywał, że więzień mógł otrzymywać i pisać 2 listy na miesiąc, oczywiście, z licznymi wyjątkami w biegu lat.

Prawa do korespondencji nie mieli ogólnie Żydzi i parę innych kategorii więźniów. – Listy były "czymś normalnym” w całej anormalności bytu w obozie – dodaje.

Dopiero pod koniec

Na Majdanku było inaczej. – Tu prawo do korespondencji mieli tylko nieliczni więźniowie – podkreśla autor książki. – Do nich należeli tzw. więźniowie funkcyjni, których SS przeniosła z innych obozów np. w celu zbudowania struktur funkcyjnych obozu. Typowy przykład to lekarze. Cała masa więźniów otrzymała to prawo dopiero we wrześniu 1943 roku, wynikiem starań polskich organizacji społecznych, jak PCK i Rada Główna Opiekuńcza – wylicza Mozdzan. – Na Majdanku w 1943 r. więźniowie mieli prawo do wysyłania i otrzymywania w miesiącu jednego listu lub kartki pocztowej i otrzymywania jednej paczki.

Wolność trzeba szanować

• Dlaczego sprawa korespondencji więźniów Majdanka jest dla nas – współczesnych Polaków – tak ważna?

– Każdy powinien się osobiście nad tym pytaniem zastanowić. Ja odpowiadam tak: Listy więźniów obozów koncentracyjnych są dla nas, 60 i parę lat po tych czasach, znakami pamięci o więźniach – podkreśla Mozdzan.

I dodaje: Do młodych czytelników mam jeszcze jedno zdanie: ludzie, którzy żyli w czasach wojny, musieli ponosić cierpienia, ryzykowali albo tracili życie. My teraz żyjemy w pokoju, wolności i demokracji. Te wartości nie są czymś samym przez siebie zrozumiałym i trzeba je szanować. I pracować nad nimi.

Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękujemy Ośrodkowi Brama Grodzka – Teatr NN

Jak kupić książkę

Można ją zamówić drogą internetową w wydawnictwie "Poststempelgilde e.V.” w Niemczech. Kosztuje 30 euro plus 6 euro na koszty wysyłki. Można ją też kupić bezpośrednio u autora. Do 31 grudnia cena wynosi 25 euro plus koszty wysyłki.

Szczegółowych informacji udziela autor: janusz@mozdzan.de.
Czytaj więcej o:
Norbert
Kulas
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Norbert
Norbert (30 kwietnia 2014 o 14:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Ja kupuje takie listy , jak ktos ma na sprzedaz prosze o oferte norbi32@wp.pl

Rozwiń
Kulas
Kulas (13 listopada 2011 o 09:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Znam tamtą rzeczywistość z opowiadań naocznych świadków,oraz IPN-owskich opracowań.
Natomiast na opracowaniach powstałych w "Bramie Grodzkiej" swoją wiedzę mogą wzbogacać amerykańscy studenci. Kiedy zostaną już kimś ,to na podstawie tej wiedzy z Bramy Grodzkiej będą w stanie napisać scenariusz do jakiegoś nowego filmu podobnego filmowi "Opór".
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!