sobota, 24 czerwca 2017 r.

Magazyn

Kamera lubi Kamela

Dodano: 20 grudnia 2002, 13:04


• Ciągle pan widzów zaskakuje swoimi nowymi wcieleniami telewizyjnymi. Mało, że jest pan prezenterem, to jeszcze gospodarzem chętnie oglądanego programu, jak ostatnio „Wykrywacz kłamstw”. Skąd pan czerpie energię i zapał do pracy?
– Myślę, że wynika to z pasji. Uważam, że należy próbować szukać jej we wszystkim, co robimy. Jerzy Gruza zwykł mawiać: „Oby nasze zajęcia nie stały się naszą pracą”. Rzeczywiście, to co robię w TVP, jest moim ulubionym zajęciem. Pewnie stąd ta energia.
• Co jest trudniejsze – prezentowanie programu dnia i rozmowy z gośćmi, rola showmana i animatora „Randki w ciemno” czy gospodarza „Wykrywacza kłamstw”?
– Każdy z programów wymaga trochę innych umiejętności. Jako prezenter muszę na tyle ciekawie „sprzedać” widzom informację o programie, żeby zostali z Jedynką. Z kolei w „Wykrywaczu” muszę ujarzmić gwiazdy, które przed kamerami czują się bardzo swobodnie, czasami nawet za bardzo. W „Randce” natomiast muszę stworzyć taką atmosferę, żeby ośmielić uczestników i pomóc im przezwyciężyć stres, wynikający z występu w telewizji. Ale jedno jest pewne – w każdym z tych programów muszę zatroszczyć się o tempo i dobrą atmosferę, tak, żeby przede wszystkim widz dobrze się bawił.
• Czy jako prezenter telewizyjny ma pan jakieś wzory do naśladowania?
– Nie mam konkretnych wzorów, ale przyglądam się pracy dziennikarzy i showmenów w różnych telewizjach. Staram się być „na bieżąco” z nowymi programami, które pojawiają się na telewizyjnym rynku i trzymam rękę na pulsie.
• Jak bardzo jest pan zbratany z kamerą?
– Nie do końca rozumiem to pytanie, bo nigdy nie słyszałem o skali określającej stopień zbratania z tym urządzeniem, ale ludzie na Woronicza mówią, że kamera mnie lubi.
• Do telewizji wszedł pan szturmem, podobno sam zgłosił się na wstępne przesłuchanie na Woronicza?
– Było dokładnie tak, jak pan powiedział.
• Gdyby nie praca w telewizji, czy dalej prowadziłby pan radiowy program lokalny w Jeleniej Górze?
– Nie wiem, ale wydaje mi się, że nie. Założyłem w pewnym momencie, że wyjeżdżam i nie było odwrotu. Po prostu musiało mi się udać.
• Czy to prawda, że był pan zbuntowanym młodzieńcem, identyfikował się z jedną z subkultur młodzieżowych?
– Myślę, że więcej w tym było przebieranki niż buntu. Stawiałem włosy na cukier i włóczyłem się po mieście z kolegami, dopóki nie stwierdziłem, że z tego łażenia niewiele wynika.
• Ma pan na swoim koncie wywiady z wieloma znakomitościami, jak Whitney Houston, Joe Cocker, Carlos Santana, Rikcy Martin. Który z rozmówców wywarł na panu największe wrażenie?
– Pozytywne Carlos Santana i Ricky Martin, obydwaj normalni i sympatyczni ludzie, z którymi mimo ich fortun mogłem porozmawiać na każdy, nawet najbardziej przyziemny temat. Negatywne – Withney Houston, ale to był początek jej problemów, więc nie ma o czym mówić.
• Czy znalazł pan styl ubierania się na mały ekran. Pytam dlatego, ponieważ wg miesięcznika „Elle” zaliczony został pan do jednego z 10 najgorzej ubierających się mężczyzn?
– Myślę, że pod wpływem Elle wcale nie zacząłem go szukać. Pozostaję sobą, a bzdurne opinie niezbyt mnie wzruszają.
• Wśród kobiet, które wywarły wpływ na pana życie wymienia pan: babcię Paulinę, Margaret Thatcher, Agathę Christie, Madonnę, Bogumiłę Wander. A gdzie miejsce na własną sympatię?
– Nie wyobrażam sobie, żeby mimo wyjątkowo publicznego charakteru mojej pracy nie było w moim życiu miejsca na najbardziej prywatną prywatność. Oto dlaczego nie ma tam nic na temat mojej przyjaciółki. A czy wywarła na mnie wpływ? O tak, ogromny!
• Co z pana ulubionym sportem – narciarstwem, a co z nurkowaniem?
– Właśnie wróciłem z Indonezji, gdzie nurkowałem na różnych egzotycznych rafach koralowych. Na narty wybieram się za kilka tygodni, ale teraz najważniejsze są przygotowania do rajdu Paryż – Dakar, na który najprawdopodobniej pojedziemy razem z Piotrem Kraśko.
• Kiedyś chciał pan przed trzydziestką osiągnąć taki stan, żeby czuć się pogodzonym z samym sobą, osiągnąć spokój wewnętrzny. Czy to się udało?
– W dużej mierze, ale to nie jest takie proste.
• Zagrał pan w serialu „Na dobre i na złe”. Czy nigdy nie marzyła się panu kariera filmowa?
– Szczerze przyznam, że nie, bo bycie aktorem to ciągłe czekanie pomiędzy kolejnymi ujęciami, a dopiero potem granie, ale rola w serialu była przyjemnym doświadczeniem. W dużej mierze dlatego, że mój odcinek reżyserował Maciej Dejczer, którego znam i bardzo lubię.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!