poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Magazyn

Kartoflaki i ważne idee

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 marca 2007, 16:41

W starym, przedwojennym budynku szkoły jest zimno i kafle z pieca gdzie niegdzie odpadają.

- Oszczędzamy - stwierdza rzecz oczywistą dla tutejszych Andrzej Kosek, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury i prezes Towarzystwa Regionalnego. - Teraz mamy tu siedzibę, a że spotykamy się raz na jakiś czas, to nie ma potrzeby palić bez przerwy.

Ale jutro w Woli Osowińskiej będzie gwarno. A może nawet tłoczno. Swój udział w Wojewódzkim Konkursie Recytatorskim Poezji i Prozy Ludowej im. Wacława Tuwalskiego zapowiedziało - uwaga! - 133 uczestników z całego regionu.

Będzie się działo

- Będzie mnóstwo ludzi - mówi Teresa Bernat.
W niewielkiej sali, gdzie na ścianach wiszą znakomite, naiwne obrazy tutejszej malarki Heleny Deleżuch, wokół stolika odświętnie nakrytego siedzą członkowie Towarzystwa Regionalnego. Paruje gorąca herbata i pachną domowe pączki.
- Konkurs będzie w szkole. Tam są lepsze warunki - mówi Danuta Malesa. - Co prawda, my niewiele będziemy widziały, bo cały czas przy garach - śmieje się, a reszta kobiet jej wtóruje.
- Tak, z roku na rok przyjeżdża coraz więcej osób. To pewnie przez te kartoflaki - ktoś rzuca żartem. - Poprzednim razem ulepiłyśmy ich dobrze ponad tysiąc.
- I będzie groch z kapustą - dodaje Teresa Bernat.
- Koło Łukowa na kartoflaki mówią zajebańce, ale proszę tego nie pisać - ze śmiechem wzbrania się Andrzej Kosek.
Wacław Tuwalski, którego obrali na patrona konkursu, był po prostu nauczycielem. Przedwojennym. Z charyzmą. Tu uczył nie tylko przedmiotów obowiązkowych, ale i higieny, ogrodnictwa, życia społecznego. Zainicjował budowę szkoły, przy której społecznie pracowała cała wieś. Tuwalski był też regionalistą: zbierał i notował ludową poezję, obrzędy, nuty, pieśni, zwyczaje.

Jest idea

- W rocznicę jego śmierci odbywa się konkurs poezji i prozy ludowej - wyjaśnia Krystyna Kożuch. - Uważamy, że to istotne dla podkreślenia i wzmocnienia naszej tożsamości. Szczególnie wśród młodzieży.
- Tak, to bardzo ważna rzecz - potakuje Danuta Malesa. - Choć, oczywiście, niektórzy się zastanawiają, czy młodych to jeszcze obchodzi.
- Czy w ogóle kogoś to obchodzi? I czy taka promocja regionu jest potrzebna. Kto tu przyjedzie oglądać kołowrotek w chłopskiej izbie? - padają pytania. - No, jeszcze na kartoflaki z soją, to może ktoś prędzej przyjedzie...
- Jak to - irytuje się Kosek. - A dlaczego organizuje się festiwal w Kazimierzu? Bo jest idea - odpowiada sam sobie. - My też taką mamy. I wiemy, że nie jesteśmy wieczni, i chcemy coś po sobie zostawić. A co jest trwalsze niż kultura i tradycja? A na potrawy regionalne to znam lepszy sposób promocji - dorzuca i opowiada, jak pewnego razu z wizytą przyjechał jeden z wojewodów. Oczywiście, były kartoflaki z soją polane świeżutkimi skwareczkami. Z wrażenia lub tremy pani roznoszącej danie zadrżała ręka i tłuściutkie pierogi zsunęły się na nieskazitelny garnitur wojewody.
- Ręczę, że on do końca życia zapamięta sobie tę potrawę regionalną - śmieje się Kosek. - I proszę, jaka promocja.
Ale nie ma się co śmiać: ta potrawa w Muzeum Wsi Lubelskiej dostała nagrodę.
.

Nasze miejsce

Paweł Orłowski, nauczyciel historii w tutejszej szkole, za chwilę wybiera się na lekcje. Po studiach wrócił w rodzinne strony. Z wyboru. Fakt, że jest tu izba regionalna, konkursy poezji ludowej, że kultywuje się obrzędy i tradycje, uważa za naturalny. Sam jest bardzo młody, ale twierdzi, że wiedza o swoim miejscu na ziemi jest niezbędna. Nawet, jeśli ktoś ma zamiar wyjechać do Irlandii.
- Nie mam dzieci, więc nie muszę się tłumaczyć, czy wpoiłem im to przekonanie i czy będą regionalistami tak jak ja - mówi półżartem. - Na razie z satysfakcją zauważam, że moi uczniowie nie odcinają się od korzeni.
Panie mają już dorosłe dzieci, które ułożyły sobie życie poza Wolą Osowińską.
- Wystarczy, że ja jestem regionalistą. Ktoś musi dzieciaki wychowywać - Kosek mówi o żonie, ale zaraz dodaje, że ona też działa bardzo aktywnie, pomaga, a dzieci startują w sobotnim konkursie. - Marzy mi się, żeby o tym naszym konkursie zrobiło się głośno. W Białym Dunajcu, jak robią podobny, to przyjeżdżają ludzie z pierwszych stron gazet. Kogo by do nas zaprosić? Kto by przyjechał? - martwi się na zapas. - Może aktorzy, ale czy z lubelskiego teatru, a może z jakiegoś serialu?
Paweł Orłowski żegna się: musi iść na lekcje, a panie do swoich zwyczajnych, codziennych obowiązków: do pracy zawodowej, w gospodarstwie i przy wnukach. W Towarzystwie Regionalnym są ludzie różnych zawodów - pracownik GS i organista, sprzedawczyni i nauczyciele, rolnicy. I dla każdego obowiązek wobec swojej małej ojczyzny jest jednakowo ważny
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!