niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Magazyn

 (rys. Tomek Wilczkiewicz)
(rys. Tomek Wilczkiewicz)

Nie zgadzam się na cenzurowanie moich dowcipów i rysunków
o Adamie Małyszu. Nie boję się jego prawników - mówi Szczepan Sadurski, karykaturzysta, dziennikarz i wydawca.
Jeśli ludzie Małysza nie dadzą mu spokoju, zapowiada,
że poda ich do sądu.
Czy dojdzie do procesu? Sadurskiego chcą bronić najlepsi prawnicy w Polsce

Zaczęło się niewinnie, od dowcipu. Na przykład takiego: "Lecą dwa bociany, a za nimi Małysz. Jeden bocian mówi do drugiego: Ty, ten gość leci za nami już trzy godziny i jeszcze się nie przedstawił”. Pod koniec grudnia ubiegłego roku Szczepan Sadurski znalazł swoje dowcipy w portalu "Interia pl”. W dodatku na oficjalnej stronie Małysza.
- Wysłałem im maila z zapytaniem, dlaczego Interia pl. korzysta z moich dowcipów, które ukazały się w książęce "103 Najlepsze Dowcipy o Nałyszu” - mówi Sadurski.

Sadurskiemu nie chodziło o honorarium, ale o dobre zasady, tzw. netykietę i dobre imię Interii. Chciał satysfakcji. Po drugim mailu odpisała mu radca prawny portalu, Lucyna Sas- Swadźba, informując, że sprawa jest sprawdzana, a Interia podobnych spraw ma sporo.
- Zamiast przeprosin, dostałem telefon od mężczyzny, podającego się za prawnego przedstawiciela Małysza i tłumaczącego, że każda publikacja z podobizną skoczka musi być z nim uzgadniana. Ruszyła machina telefonów i mailów od prawników i osób reprezentujących Małysza. Wyszło na to, że mogę sobie Małysza narysować, ale rysunek będzie... ich własnością - śmieje się Sadurski.
Atak?
8 stycznia do redakcji "Dobrego Humoru” w Warszawie (Sadurski jest redaktorem naczelnym) przychodzi mail z Wisły, rodzinnego miasta Małysza, w którym czytamy: "Niniejszym informujemy, że Agencja Manegeringu Sportowego Fan Sport Wisła jest jedynym przedstawicielem Adama Małysza w Polsce. Koordynuje, uzgadnia i zatwierdza wszystkie projekty wykorzystujące wizerunek Adama Małysza”. W mailu zażądano przesłania książeczki: "103 Najlepsze Dowcipy o Nałyszu” (tak Sadurski nazwał skoczka występującego w jego czasopiśmie).
9 stycznia do Szczepana Sadurskiego nadeszło pismo od Kazimierza Gródka, radcy prawnego z Krakowa: "Działając w imieniu mojego Mocodawcy Pana Adama Małysza (...) zwracam się do Państwa w sprawie dokonanego przez państwa naruszenia jego dóbr osobistych. (...) Naruszenie praw mojego Mocodawcy polega zarówno na posługiwaniu się jego nazwiskiem, jak i wykorzystaniu jego osoby dla celów komercyjnych Państwa firmy”.
W konkluzji wezwano Sadurskiego i jego Wydawnictwo Humoru i Satyry Superpress do "natychmiastowego zaprzestania naruszania dóbr osobistych” Małysza, zaprzestania druku i rozpowszechniania dowcipów oraz wycofania z rynku egzemplarzy książeczki "103 Najlepsze Dowcipy o Nałyszu”.
10 stycznia Interia poinformowała, że usunęła ze stron o Małyszu dowcipy wskazane przez Sadurskiego.
Adam spadasz...
Kiedy na stronach internetowych www.dobryhumor.pl Sadurski ogłosił o próbach cenzurowania swojej twórczości przez przedstawicieli Małysza, komentarze były jednoznaczne.
"Żeby nie pozwalać rysownikom rysować karykatur i zamieszczać dowcipów, toż to ewidentna głupota. Zibi.”
"Moim zdaniem, ci którzy tak zawzięcie protestują, powinni się zaznajomić z konstytucją, według której nie można ograniczać wolności słowa. Dodać muszę, że osoby dojrzałe do nazwy CZŁOWIEK nie muszą się obawiać słów, jedynie ograniczeń innych ludzi, gdyż czasem przekraczają wszelkie granice. Erivaall.”
"To już chyba Adam spadasz... Jelcyn.”
"Trudno się skacze, kiedy na plecach siedzą działacze. Szastar.”
"Qrwa, za komuny była cenzura, teraz nie ma cenzury, ale widzę, że chyba ludzie przywrócą cenzurę. Jelcyn.”
To jakaś paranoja!
Szczepan Sadurski należy do Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury.
- Wziąłem wszystkie kwity i zapytałem kolegów, co sądzą o tej karykaturalnej sprawie. Ich odpowiedź była jednoznaczna: karykatura to rodzaj dzieła artystycznego, nie wolno jej cenzurować - mówi Sadurski.
- Karykaturzyści nigdy nie dawali się cenzurze oraz cenzorom i mają zamiar przy tym stanowisku pozostać, choć niejednokrotnie zdarzało im się płacić wysoką cenę za artystyczną niezależność. Rysunek satyryczny jest komentarzem do rzeczywistości, Adam Małysz jest postacią publiczną i Sadurski ma prawo go rysować - komentuje Jacek Frankowski, prezes SPAK.
- Jeśli rzeczywiście dowcipy o Małyszu trzeba konsultować, to jest jakaś paranoja. Tego rodzaju troska o wizerunek to kreowanie Małysza na Stalina - twierdzi znany satyryk Krzysztof Daukszewicz, który sam chętnie opowiada dowcipy o Małyszu.

Dyskusyjne pretensje
Czy prawnicy Małysza mają rację?
- Roszczenia Adama Małysza uważałbym za słuszne, gdyby, na przykład, ktoś wykorzystał bez zgody zainteresowanego jego zdjęcie do celów komercyjnych. W przypadku pana Sadurskiego w grę wchodzi publikacja rysunków i tekstów, a więc utworów, których autorem nie jest Adam Małysz, bo zakładam, że sam o sobie dowcipów nie układa. Utwory te dotyczą wprawdzie jego osoby, ale ich istotę stanowi to, co wymyślił, czy narysował autor. Jeśli do tego dodać, że Adam Małysz jest osobą znaną, a publikacja ma charakter satyryczny, to skłaniam się do opinii, że pretensje pełnomocników tego znakomitego sportowca są dyskusyjne - twierdzi lubelski mecenas Włodzimierz Wysocki.
Podobnego zdania jest dr Jan Piszczek z Kancelarii "Piszczek i partnerzy”, uznawany za jednego z najlepszych w Polsce specjalistów od prawa autorskiego.
• Czy prawnicy Małysza mają rację, twierdząc, że Sadurski naruszył dobra osobiste Małysza? - pytam.
- Ani trochę. Nie doszło do naruszenia żadnych praw.
Obaj prawnicy zgadzają się co do jednego: jeśli wyniknie z tego sprawa sądowa, będzie to niezwykle interesujący proces.
Przelecieć Małysza
- Rozumiem, że firma Fan Sport Wisła ma zarabiać pieniądze na Małyszu. Zupełnie nie rozumiem ich pretensji, że rysunkami i dowcipami naruszyłem dobro Małysza. Poza tym moje rysunki i dowcipy nie przekraczają granic dobrego smaku - mówi Sadurski.
Czy dowcipy Sadurskiego są zbyt ostre? Na pewno nie ostrzejsze niż te z portalu Interia, gdzie na oficjalnej stronie Małysza czytamy: "Skąd wiadomo, że Martin Schmidt jest odmiennej orientacji? Bo przeleciał Małysza. A dlaczego Małysza oskarżono o molestowanie? Bo przeleciał wszystkich”.
Może prawnicy Małysza zupełnie nie mają poczucia humoru i nie rozumieją, że nie da się kneblować satyry?
Niczego nie będę komentował
Sprawa konfliktu pomiędzy menedżerami Małysza a lubelskim rysownikiem zatacza ogólnopolskie kręgi.
- Profesjonalnie chronimy ulubieńca Polaków. Dotychczas to była samowolka. Niektórzy wbijają Adamowi szpilki, ale to nie ludzie, to wilki - powiedział Dziennikowi Bałtyckiemu Damian Halej, asystent prezesa Fan Sport Wisła.
Co na to sam prezes?
• Dzień dobry, z tej strony Dziennik Wschodni z Lublina. Proszę o komentarz do naruszenia przez Szczepana Sadurskiego dóbr Adama Małysza?
- Niczego nie będę komentował. Mogę panu przesłać mailem oficjalne stanowisko w tej sprawie. Poza tym sprawa Sadurskiego, tak jak i sprawa wydawcy albumu o Małyszu, to są niepoważne sprawy - mówi Jacek Kisielewski.
W mailu, przesłanym nam do redakcji 24 stycznia przez prezesa Fan Sport Wisła czytamy:
"Bardzo lubimy humor i śmiech. Nie mamy zamiaru cenzurowania prasowych publikacji satyrycznych. Nie mamy prawa i nie pobieramy żadnych opłat od prasowych doniesień, publikacji lub dozwolonej prawem i etyką satyry. Naszym zdaniem działania pana Sadurskiego mają wyłącznie na celu wykorzystanie mediów oraz osoby Adama Małysza do promocji własnych publikacji. Mam nadzieję, że ten e-mail pozwoli państwu dojść do właściwych wniosków”.
W odpowiedzi zadaliśmy Jackowi Kisielewskiemu mailowe pytanie: Jakie dobra Adama Małysza i w jaki sposób naruszył Szczepan Sadurski? Bez odpowiedzi.
Małysz: Bogu dziękuję
Bardzo zainteresował mnie album, o którym mówił prezes. Okazało się, że chodzi tu o głośne wydawnictwo "Małysz. Bogu dziękuję”, który bardzo spodobał się Janowi Pawłowi II. Okazało się, że Fan Sport Wisła wystąpił do wydawcy albumu z pretensjami podobnymi jak wobec Sadurskiego. Czyżby też ostrzegał przed procesem?
Okazuje się, że tak! Otrzymaliśmy odpis korespondencji, w której Leszek Sosnowski, prezes krakowskiego wydawnictwa "Biały kruk Sp z o.o.”, wydawcy albumu "Małysz. Bogu dziękuję” odpowiada prawnikom, reprezentującym Małysza:
"Książka Małysz. Bogu dziękuję została zgodnie przyjęta przez fachowców jako obiektywna, udokumentowana biografia pana Adama Małysza, uzyskała bardzo wysokie oceny krytyki. (...) Traktowanie jej jako gadżetu reklamowego jest wielkim nieporozumieniem. Kto i w jakim celu tuż przed igrzyskami olimpijskimi chce go wikłać w sprawy sądowe?” - zastanawia się krakowski wydawca i ostrzega: "Żądamy natychmiastowego zaniechania jakichkolwiek działań przeciwko nam. Niespełnienie tego spowoduje nasze niezwłoczne wystąpienie na drogę sądową w obronie naszego dobrego imienia”.
Jedyny taki przypadek na świecie?
- Próby cenzurowania moich rysunków i dowcipów przez przedstawicieli Małysza to jedyny taki przypadek na świecie. Uważam, że absurdalne zarzuty wobec mojej twórczości także szargają moje dobre imię. Zastanawiam się, czy także nie wystąpię na drogę sądową.
Co na to wszystko Małysz? Być może w ogóle nic nie wie o sprawie Sadurskiego. O sprawie spornego albumu wie.
- Jesteśmy po rozmowach z rodzicami pana Adama Małysza, z jego żoną, z jego trenerami i z nim samym. Nie wysuwają jakichkolwiek zarzutów dotyczących wydania książki, wprost przeciwnie: okazują zdumienie i oburzenie postępowaniem pełnomocników - mówią wydawcy albumu o Małyszu...

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO