środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Kasia i Tomek

Dodano: 24 marca 2005, 19:41

Ile zarobię będąc dobrym? - z zainteresowaniem pyta Wojtek. - Bo ja nie wiem, czy to się opłaca. Kasia i Tomek o cenę się nie targują. Dniówką zazwyczaj jest uśmiech, nieśmiało wypowiedziane "dziękuję”, czasem łza radości. Ale im taka zapłata wystarczy.

Lublin: "Pięciu nastolatków zakatowało studenta”, Kraśnik: "17-latek i 22-latek zabili mężczyznę i zgwałcili kobietę”, Chełm: "Czterech młodzików przy piwie zamordowało kolegę” ... O brutalnej młodzieży donoszą gazety, serwisy radiowe, telewizja, Internet. - To nie nasza wina - zapewnia Kasia Wlazło. - To dorośli wymyślili narkotyki, broń, alkohol. My po prostu funkcjonujemy w takim świecie. Ktoś się ugina i zaczyna sięgać po to co niebezpieczne.
Ale nie każdy.
Regulamin Dobrej Pomocy
Pewnego dnia Kasia wysłała SMS-a do swoich znajomych: "Słuchajcie, musimy się spotkać i zorganizować pomoc dla dzieciaków z Bronowic. One naprawdę są potrzebujące”.
O siedmiorgu rodzeństwa dowiedziała się od księdza. - Razem z rodzicami i dziadkami mieszkają w malutkim pomieszczeniu - mówi Kasia. - Żyje im się bardzo ciężko.
Nie mogła tego tak zostawić. Stąd ten SMS. Na pierwsze spotkanie przyszło kilkanaście osób: studenci, licealiści. A ona - uczennica pierwszej klasy liceum - miała ich zachęcić do pracy z potrzebującymi.
Wtedy też przedstawiła regulamin, który miał podpisać każdy, kto zdecyduje się pomagać biednym maluchom. - Wymagania były jasno określone - pomagać przynajmniej raz w tygodniu i obowiązkowo do końca roku szkolnego - wylicza Kasia.
Z grupki, która przyszła na pierwsze spotkanie, zostało osiem osób. Same dziewczyny. - Był jeden chłopak, ale zrezygnował - wspomina Kasia. - Wystraszyło go to, że będzie musiał poświęcać tyle czasu dzieciakom. A inaczej się nie da.
Gatunek - egoiści
- Da się, da - zapewnia Wojtek, gdy słyszy o tym, co robi Kasia. - Trzeba dbać o siebie. W dzisiejszym świecie tylko egoiści mają szansę przeżyć i czegoś się dorobić.
Wojtek jest licealistą. Ciemne włosy obcięte na króciutko. Dżinsy. Bluza z kapturem. Kiedyś postanowił sobie, że będzie bogaty. Nie będzie już prosił matki o pieniądze, nie będzie czekał na alimenty od ojca. Sam sobie da radę. Niekoniecznie legalnie. Komuś załatwił "maryśkę”, innemu komórkę skrojoną przez kumpli. - No i kasa za pośrednictwo leci - mówi. - W dzisiejszych czasach nie ma nic za darmo.
A jednak jest.
Skarb w reklamówce
Przed wyjazdem do Głębokiego Tomek Dziedzic miał wiele obaw. - Czy z dziewczynami znajdziemy wspólny język. Czy się dogadamy - wspomina. - Nigdy wcześniej nie miałem styczności z trudnym środowiskiem.
Mimo nerwów, pojechał i rozpoczął warsztaty medialne. W każdy piątek, kiedy kończy zajęcia na drugim roku polonistyki, idzie do Radia Lublin. Zabiera minidisck, mikrofon i jedzie pod Chełm. Tam uczy dziewczyny reportażu radiowego, przygotowywania wywiadu, prezentacji przed mikrofonem. - Oczywiście, że za darmo - dziwi się. - Przecież jestem wolontariuszem.
Najlepszą zapłatę otrzymał kilka lat temu w święta Bożego Narodzenia. Brał udział w akcji "Pomóż dzieciom przetrwać zimę”. Paczkę, którą zebrał miał zawieźć do jednego z chłopców. - W reklamówce nie było nic nadzwyczajnego. Trochę słodyczy, chyba jakiś szalik, rękawiczki - wspomina.
Dla 11-letniego chłopczyka to był jednak ogromny skarb. - Kiedy zajrzał do środka, zdołał tylko wyksztusić "Boże! Jakie cudne” - opowiada Tomek. - To był chyba jego pierwszy prezent. A dla mnie najlepszy upominek.
Taki live
Wojtek kiedyś chciał być dobry. Podobała mu się Ania. Rozdawała kanapki, pożyczała długopisy, dawała ściągać - opowiada o koleżance z klasy. - No i chodziła często do kościoła.
Ale nie chciała chodzić do Wojtka. Wojtek chciał seksu. - To po co miałem się starać - wspomina Wojtek.
Gdy poszedł do liceum, zaczął prawdziwe życie. Żeby dorównać kolegom musiał mieć pieniądze. Żeby mieć pieniądze, musiał o nie walczyć. Różnymi sposobami. - Na żadne akcje charytatywne nie miałem czasu, ani nawet chęci - mówi szczerze. - Niech każdy pomaga sobie sam i sam daje sobie radę. Taki live...
Jesteśmy całkiem normalni
- Najgorsze co może być to stwierdzenie: "mnie to nie obchodzi” - wzdryga się Kasia. Ona tego nie rozumie. Kilka dni w tygodniu przyjeżdża z koleżanką na Bronowice. Zabierają dzieciaki i idą do salki przy kościele. Tam rysują, bawią się, uczą. - Musimy przerabiać materiał ze szkoły, bo maluchy mają problem z czytaniem, pisaniem, liczeniem - mówi. - Więc nie ma tak, że tylko piłka czy skakanka.
Tomka najbardziej denerwuje to, że młodzi marnują czas, nie robią nic pożytecznego - nawet dla siebie. On ma studia, radio, wolontariat, dziewczyny z Głębokiego. Na wyjście do pubu i kino też znajdzie się czas. U Kasi także.
Ich znajomych nie dziwi to, co robią. - Tylko czasami słyszę, że jestem zabiegany, że trudno mnie złapać - śmieje się Tomek. - I mama na początku trochę marudziła. Teraz już wszyscy się do tego przyzwyczaili.
Podobnie jest u Kasi. - Kiedy stoję na kiermaszu pod kościołem, to przychodzą znajomi i razem stoimy - mówi Kasia. - Śmiejemy się, żartujemy. Bo my nie jesteśmy - tak jak niektórzy twierdzą - ludźmi jak nie z tego świata. Jesteśmy całkiem normalni.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!