poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Pochodzą z Kresów. Z Gorzowem związani od dziecka. Marian przez lata prowadził kino "Kopernik”, a Teresa pracowała w magistracie. Mają dziesięcioro wnuków i trzech synów: Mirosława, Arkadiusza i Kazimierza. Ten ostatni od miesiąca jest premierem

• Jesteście pewnie dumni z syna?
Marian Marcinkiewicz: - Ja nie. Myślę, że byłbym lepszym premierem. Fryzura w porządku i prezencja jeszcze bez zarzutu... No dobrze, żarty żartami. Oczywiście, że jestem dumny.

• Dowiedzieliście się o tym...
Teresa Marcinkiewicz: - Od dziennikarzy. Przez jakiś czas nie było z nim kontaktu, bo zmienił komórkę i miał tyle spraw na głowie. Kiedy wiedzieliśmy, że żona Kazimierza, Maryla jest u niego, zadzwoniliśmy do niej. Dała syna do telefonu. Powiedziałam mu, że gratuluję i że będziemy modlić się za niego... Jest bardzo skromnym człowiekiem, więc tylko podziękował i powiedział, że będzie pracował dla dobra kraju.

• Ani przez chwilę nie pomyśleli państwo: Kaziu, syneczku, w co ty się pakujesz?
T.M. - To była pierwsza rzecz, która mi przyszła do głowy. Poczułam, jaka ogromna odpowiedzialność spadła na niego.
M.M. - Ale przecież nie pierwszy raz. Od lat syn ciężko pracuje dla kraju. Jako młody człowiek razem z braćmi zaangażował się w działalność solidarnościową, był w podziemiu.
T.M. - Trafił nawet za to na "dołek”, miał rewizję w domu. Myślałam, że mi serce wyskoczy. Potem przyszła działalność polityczna. Był wiceministrem edukacji, doradcą premiera Jerzego Buzka. Piął się po tych szczebelkach coraz wyżej, aż został premierem.

• Zawsze taki był? Poważny, zasadniczy, skoncentrowany?
T.M. - Od dziecka. Kiedy chłopcy byli mali, pojechaliśmy na wakacje do Dziwnowa. Tam można było sobie zrobić zdjęcie z wielkim bernardynem zaprzęgniętym do wózka. Problem polegał jednak na tym, że na wózku były dwa miejsca, więc jeden z chłopców musiałby usiąść na psie. Żaden nie chciał, tylko Kazik - miał wtedy najwyżej cztery lata - z dzielną minął wszedł na psa. Wtedy mnie to nie zastanawiało. Ale teraz myślę, że wymagało to od niego wielkiej odwagi...

• Nie psocił nigdy?
T.M. - Jak wszystkie dzieci. Nieraz dyrektor podstawówki wzywał mnie do szkoły. "Pani Tereso, proszę przyjść, bo pani ancymonki znów robiły psoty dziewczynkom” mówił. W średniej szkole psoty były już inne, ale chłopcy nadal aniołkami nie byli. Czasem trzeba było użyć autorytetu, by ich ujarzmić.

• Klapsa dać?
T.M. - Czasami nie było innego wyjścia.
M.M. - W sytuacjach ekstremalnych także postraszyć paseczkiem. Straszyłem tym paseczkiem, straszyłem, ale tak naprawdę nigdy go nie użyłem. Nie było potrzeby.

• Czego nie lubił mały Kazio?
T.M. - Zupy mlecznej. Wychodziłam do pracy i zostawiałam im kanapki i miseczkę zupki. Potem opowiadali, jak to ją zjedli. Aż kiedyś w chwili szczerości okazało się, że... wylewali ją do zlewu.

• A przyszły premier to kochliwy był?
T.M. - W normie. Marylkę, swoją żonę, poznał w technikum chemicznym i od drugiej, trzeciej klasy byli parą. Od razu ją polubiliśmy, bo była swojska i mądra. Wspaniała dziewczyna. To była prawdziwa młodzieńcza miłość.
(Kiedy rozmawiamy w telewizorze obok lecą "Wiadomości”. A w nich właśnie premier)

T.M. - O, Marcinkiewicz idzie!

• Marcinkiewicz? Tak teraz pani mówi o synu?
T.M. - Tak trzeba. Nasz syn premierem, premier to nasz syn... Wie pani? Czasem trzeba to sobie powiedzieć głośno, żeby dotarło do człowieka. No bo kto by pomyślał?

• W życiu waszej rodziny zawsze ważna była religia.
M.M. - To prawda. Wychowywali się w strasznych czasach, kiedy krzywo patrzono na osoby wierzące. Ale my nigdy się z tym nie kryliśmy, mimo że żona pracowała w urzędzie.
T.M. - W domu dużo mówiło się o wartościach, o prawdziwej historii Polski. Dziadek opowiadał chłopcom o Cudzie nad Wisłą, wujek o szlaku bojowym Andersa... Jako dzieci jechaliśmy z Kresów do upragnionej Polski, która jednak nie była taka, jaką sobie wymarzyliśmy. A nasi synowie brali i biorą udział w zmienianiu jej na lepsze. To dla rodziców wielka sprawa.

• A czegoś państwo żałują?
T.M. - Tak. Że jako rodzice zbyt mało wagi przykładaliśmy do tego, by chłopcy uczyli się języków obcych. Ale tylko tego, bo nasi synowie są dobrymi ludźmi. Wszyscy trzej.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!