piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Rozmowa z Grażyną Przysiężniak, kasjerką i przewodniczącą Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność” w lubelskim Realu.

• Sejm właśnie zdecydował, że handlowcy w święta nie będą musieli pracować. Ucieszyła się pani?
- Ojej... No, radość była ogromna. Słów brakuje, żeby wyrazić, co wtedy czułam. Satysfakcja też była: że my, zwykli ludzie; kasjerzy, sprzedawcy, nie jesteśmy tacy bezradni, że ktoś nas słucha i rozumie. I polityka nic do tego nie ma.
• Od dawna pracuje pani jako kasjerka w Realu?

- Od 7 lat, ale to długa historia. Z wykształcenia jestem geodetą. Zaraz po szkole pracowałam w Okręgowym Przedsiębiorstwie Geodezyjno-Kartograficznym w Lublinie. Jeździłam na pomiary geodezyjne. Ale urodziłam dzieci, poszłam na urlop wychowawczy i objęło mnie 100-osobowe zwolnienie grupowe.

• Została pani bezrobotna?
- Tak wyszło. Sporo ścieżek wydeptałam za pracą. Ale wszędzie kręcili nosem, a to że kobieta, a to że dzieci... W końcu zatrudniłam się u pani notariusz. Pisałam umowy, prowadziłam jej biuro. Liczyłam, że mi zapłaci 500 zł. Minął miesiąc, a ona nic nie mówi. Nie zapłaciła mi ani grosza. Po prostu mnie oszukała. Ale ja tak łatwo nie daję za wygraną...

• Następna praca?
- Wtedy jeszcze nie, ale ja zawsze znajdę sobie jakieś społeczne zajęcie. A to w radzie rodziców u córek w szkole, a to jakieś kursy aktywizujące robiłam. W końcu zaczęłam działać w Klubie Puszystych Super Linia. Proszę sobie wyobrazić, że w ciągu 10 dni schudłam 3 kilo! I to był przełom w moim życiu. Uwierzyłam w siebie. Że ładnie wyglądam, że może mi się uda dostać dobrą pracę. Akurat otwierali lubelski Real i robili nabór. Zgłosiłam się na kasjerkę.

• Czemu na kasjerkę?
- Przeanalizowałam swoje możliwości. Jestem geodetą, pomyślałam, na mięsie się nie znam, na pieczywie też nie. A że jestem roztropna, rezolutna, umiem się skupić, to w sam raz na kasjerkę.

• Ile pani dostała na wejście?
- To było półetatu na 4 godziny. Dostałam 600 zł brutto, na rękę jakieś 420 zł.

• Ucieszyła się pani?
- No pewnie! Była praca, w dodatku blisko domu. Pewne pieniądze.

• Pierwszy dzień w pracy...
- Największy stres, jaki w życiu przeżyłam. Kolejki do kasy ciągnęły się po kilkanaście metrów. Szum, hałas, gorąco. Jak w fabryce, nie słychać własnych myśli. Skanery wydają taki odgłos: pip, pip, pip. Nie wiadomo, czy to mnie pika czy koleżance. Drżałam ze strachu, żeby nie zeskanować ceny dwa razy, żeby było szybko, sprawnie, żeby klienci się nie denerwowali. Wyszłam nieprzytomna.

• Potem...
- Nie lepiej. W nocy nie spałam, bo myślałam, czy na koniec tygodnia nie wyjdzie różnica kasjerska...

• A co to?
- Albo za dużo, albo za mało pieniędzy w kasie. Za to są upomnienia, nawet nagany. Człowiek liczy uczciwie, dokładnie, ale po 5 godzinach jest już zmęczony, że wszystko może się zdarzyć...

• Teraz, po 7 latach stres minął?
- Trochę na pewno, bo jest już doświadczenie. Ale tak samo, jak na początku, człowiek niczego nie może zaplanować. Do pracy musimy przyjść punktualnie, ale kiedy wyjdziemy - tego nie wie nikt. Siedzimy na kasie do ostatniego klienta. Nawet do 23. Najgorzej, kiedy ostatni autobus odjedzie i nie ma czym dojechać do domu.

• Co wtedy?
- Na Kruczkowskiego, albo na Czuby trzeba iść na piechotę. Bo nie każdego stać na taksówkę. To najgorszy dramat. Nie, nie najgorszy. Najgorzej to jest na przykład w Wigilię. Jest godzina 16, człowiek myślami w domu, w kuchni, z rodziną, a tu kolejka się nie kończy. I nie ma, że zgodnie z grafikiem można by już zamknąć kasę. Trzeba obsłużyć ostatniego klienta.

• 3 Maja ludzie też robią zakupy?
- Jak nigdy! To chyba z nudów. Zamiast wyjechać za miasto, pójść na spacer, to na zakupy. Taka świecka tradycja.

• A w niedziele?
- Ludzie lubią spędzać czas w sklepach w niedziele. I pięknie. Ale my jesteśmy w innej roli. Kobiety zostawiają w domach dzieci. Jak dziecko ma kilka lat - pod opieką babci, jak trochę więcej - samo zostaje w domu. Pracują u nas małżeństwa. I to już w ogóle jest dramat, bo tych obydwojga rodziców na okrągło nie ma w domu. My już w ogóle nie czujemy, kiedy dzień powszedni, kiedy święto. Wszystko nam spowszedniało. Najbardziej mnie dziwi, jak przychodzę do pracy w Niedzielę Palmową, a przed sklepem już stoi kolejka; ludzie z palmami. Wcześniej byli w kościele, wysłuchali kazania, a potem na zakupy. Takim to już jesteśmy katolickim krajem.

• A pani kiedy robi zakupy?
- Po pracy, albo przed pracą. To kwestia organizacji, jakiegoś uporządkowania.

• Kiedy pani ma wolne?
- Wypada nam 8-9 dni wolnego w miesiącu. Ale średnio 3 niedziele w miesiącu pracujemy.

• Ile pani zarabia dziś, po 7 latach pracy?
- 985 zł brutto. To na rękę jakieś 700 zł.

• Za półetatu?
- Mam już większy kawałek etatu, niecałe 3/4. To daje 5 godzin 45 minut.

• Jak to wygląda w praktyce?
- Siedzę w kasie bez przerwy 5 godzin 45 minut. Co najmniej.

• Bez przerwy?! A jeśli pani musi wyjść do toalety?
- Ja już mam tak wytrenowany organizm, że nie muszę.

• A kiedy trzeba zadzwonić do domu, albo coś zjeść?
- O tym nie ma mowy. Zresztą to taka praca, że człowiek w ogóle nie ma czasu myśleć o prywatnych sprawach, czy o jedzeniu.

• To wszystko skłoniło panią do zaangażowania się w działalność związkową?
- Związki przez długi czas działały u nas nieformalnie. Jak zobaczyłam, że wszystko jakoś się rozchodzi, pomyślałam, że szkoda to zaprzepaścić. W 2006 roku zarejestrowaliśmy Komisję Zakładową NSZZ "Solidarność”, a ja stanęłam na czele związku. Zapisały się 23 osoby, głównie kasjerki.

• Bo to najcięższa praca?
- Najniżej w hierarchii.

• A co kierownictwo Reala na związki zawodowe?
- Dyrektor jest w porządku. Bywają trudne rozmowy, ale dogadujemy się.

• Co udało się załatwić?
- Weszliśmy do komisji socjalnej, ludzie mają dostęp do pożyczek, zapomóg, dzieci dostają paczki na święta. Inny przykład: U nas nie ma klimatyzacji, gorąc taki, że trudno wytrzymać godzinę, a co dopiero 6 godzin.... Udało nam się załatwić wiatraczki przy kasach i wodę do picia. Zawsze też było tak, że grafik z urlopami był wywieszany do wiadomości; bez wcześniejszej konsultacji z pracownikami. Nikt nie miał nic do powiedzenia. Ja kiedyś nie wytrzymałam. Powiedziałam, że jestem wściekła, że ktoś planuje mi urlop bez mojej wiedzy. No i okazało się, że można to zmienić. I od tego czasu urlopy są z nami uzgadniane.

• A jest szansa na większe zarobki?
- Staramy się o pełne etaty. To już by było coś. I pieniążków byłoby troszkę więcej i przerwa w kasie... Ale najważniejsze, że kredyt można by wziąć i do emerytury się liczy.

• Lubi pani swoją pracę?
- Bardzo lubię ludzi, klientów. Niby to tylko chwila przy kasie, ale można poznać człowieka. Ludzie opowiadają, co kupili, gdzie się spieszą, dla kogo robią zakupy, co ugotują na obiad. A to jest bardzo smaczne, niech pani spróbuje, mogę podać przepis. Albo: proszę zobaczyć, jaką sobie bluzeczkę za 8 zł kupiłam. Tak sobie gawędzimy. Niektórzy idą do mnie przez cały ciąg kas. Wreszcie panią znalazłem, mówią.

• Uśmiecha się pani do klientów?
- No pewnie. I to działa.

• A jak jest niedziela, godzina 21 i ostatni klient marudzi?
- Trudno. Może i w środku coś się w człowieku burzy, buntuje, ale nie można tego okazać. Klient jest najważniejszy.

• Pracownicy hipermarketów nie chcą opowiadać o swojej pracy. To jakieś odgórne zakazy?
- Nam nikt niczego głośno nie zakazywał, ale czujemy, że lepiej nie mówić. Ja jestem w związkach, to może nie wylecę z pracy. Ale też i na pewno nie awansuję. Trudno. Ludzie wolą się nie wychylać, boją się o pracę. I co się dziwić?
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(Anonimowy)
aga
(Anonimowy)
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

(Anonimowy)
(Anonimowy) (6 października 2007 o 10:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
t anonimowy jak nieznasz ludzi a tymbardziej tej kobiety to niezabieraj glosu na jej temat bo widac ze twoj iloraz inteligencji wynosi ponizej zera
Rozwiń
aga
aga (6 października 2007 o 10:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
bardzo sympatyczna pani znam ja osobiscie i popieram wszystko co mowi to kobieta ktora wie czego w zyciu chce i potrafi pomuc innym ktozy potrzebuja pomocy zloty czlowiek
Rozwiń
(Anonimowy)
(Anonimowy) (17 lipca 2007 o 22:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
hehehe !!!! kobieta pracuje od 7 lat z toba w realu i obserwuje cie. grasz wielka cnotke a powiedz ludziom ze zwiazku ile kasy biezesz za czlonkostwo i dlaczego tym sie nie dzielisz
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!