środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Kogut na rozprawie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 19 marca 2004, 10:19

W Mieczysławie Rokicie wzbiera złość. Najstarszy piekarz z Kazimierza Dolnego nie zgadza się z tym, że patent na słynnego koguta należy tylko do Cezarego Sarzyńskiego.


Stara piekarnia w Rejonowej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu. Wielkie piece pamiętają zapach pierwszych, drożdżowych kogutów. Zaczęto je tam wypiekać jeszcze pod koniec lat pięćdziesiątych. Według starej, niezmienionej receptury: „Do mąki dodać sól, drożdże, cukier, margarynę, mleko. Pół godziny gnieść. Uformować figurki. Piec w temperaturze 120 stopni”.
– Dziś jeszcze wypiekamy koguty. Czekamy na to, co postanowi Urząd Patentowy – mówi Stanisław Dudek, kierownik piekarni.
W Kazimierzu Dolnym prywaciarze pieką drożdżowe koguty od 1957 r. Mieczysław Rokita historię koguta zna jak nikt inny w tym mieście.
– Sam piekłem koguty przez trzydzieści lat. Kiedy słyszę o patencie Sarzyńskiego zastanawiam się, z jakiej racji przywłaszczył sobie symbol Kazimierza.
Pieklik kontra Sarzyński
– Mam do koguta pełne prawo – twierdzi Cezary Sarzyński. – Byłem pierwszy, bo takie koguty piekł w Motyczu mój ojciec. A do Kazimierza na początku lat sześćdziesiątych przywiózł je pracownik piekarni, Edward Bajer. Poza tym nikt inny nie włożył tyle pieniędzy w promocję koguta, co ja. Obwiozłem go po całym świecie. To dwadzieścia lat mojej pracy, a dziś wszyscy chcieliby z tego korzystać.
Innego zdania jest Stanisław Pieklik, przedsiębiorca z Kazimierza. Trzy lata temu złożył do Urzędu Patentowego w Warszawie wniosek o unieważnienie patentu przyznanego Cezaremu Sarzyńskiemu.
– Postaram się udowodnić, że Pan Sarzyński mija się z prawdą. Chcę, aby koguty mogli wypiekać wszyscy okoliczni piekarze, a nie tylko jeden. Pan Sarzyński twierdzi, że kogut przywędrował z Motycza. A w dokumentach miejscowego urzędu gminy nie ma żadnej wzmianki o tym, że istniała tam kiedyś piekarnia.
Nie oddamy koguta bez walki
W walkę o koguta zaangażowało się całe miasteczko. Oburzonych jest wielu.
– Wziął nas podstępem – mówi Wiesław Kowalski – piekarz z Wilkowa, który niegdyś wypiekał koguty w Kazimierzu.
– Nie spodziewaliśmy się, że Sarzyński taki numer nam wykręci. Dziś słynne kazimierskie koguty można kupić u większości miejscowych sklepikarzy. Część z nich kupuje naszej piekarni. Ale odkąd Sarzyński przywłaszczył sobie prawo do koguta, spadła nam sprzedaż. – dodaje Stanisław Dudek.
Wiele dowodów przemawia za tym, że kogut nie powinien być Cezarego Sarzyńskiego, tylko kazimierski – twierdzą oponenci Sarzyńskiego.
Paweł Skrzeczkowski, sklepikarz i radny z Kazimierza przyznaje piekarzom rację. – Każdy normalny tubylec powie, że to draństwo opatentować kazimierskiego koguta. To tak, jakby jeden człowiek zastrzegł sobie prawo do produkcji oscypka.
O tym, jak placki w kształcie ptaków wypiekano na początku wieku w jednej z żydowskich piekarni pisze Szalom Asz, autor książki „Miasteczko”. Książka powstała na podstawie zapisków o życiu Kazimierza Dolnego między 1916 a 1925 rokiem.
Autokarem na rozprawę
Cezary Sarzyński od 1996 starał się o zastrzeżenie znaku towarowego koguta. Urząd Patentowy w Warszawie przyznał mu do tego prawo w 1999 roku. Pierwsza rozprawa o odebranie patentu odbyła się jesienią zeszłego roku. Na następną do Warszawy wybiera się niemal pół miasteczka. A przynajmniej większość kupców i piekarze. Swoje racje będą udowadniali w Urzędzie Patentowym w najbliższą środę.
A żal wzbiera w nich od dawna. – Jeszcze zanim Sarzyński dostał patent, byliśmy zastraszani – wspominają Aleksandra i Wiesław Kowalscy z Wilkowa pod Kazimierzem Dolnym. – Dostaliśmy pismo od rzecznika patentowego z Łodzi, który działał w jego imieniu. Zabronił nam piec koguty pod groźbą, że poda nas do sądu.
Kto pierwszy zaczął wypiekać na sprzedaż koguta w Kazimierzu?
– Klemens Hemperek, który w 1957 roku wydzierżawił piekarnię od Wiktorii Zelisowej, babki Stanisława Pieklika – wspomina Mieczysław Rokita.
Stanisław Dudek pamięta jak stara spółdzielcza piekarnia po koniec lat pięćdziesiątych dostała zamówienie na wypiek sześciuset sztuk drożdżowych kogutów. Złożyła je „Cepelia” w Warszawie. – Żeby wykonać takie zlecenie, musieli się na tym dobrze znać. Nie można od zaraz nauczyć się wypiekać koguta – mówi Dudek.
O tym, kto będzie mógł wypiekać koguta, a kto nie, rozstrzygną urzędnicy patentowi. W miasteczku aż roi się od plotek. Wszyscy czekają, co będzie z kogutem.
– Uważam, że została rozpętana histeria – komentuje Sarzyński. – Przynosi tylko szkodę i niesławę miastu. Jeśli wyrób nie zostanie opatentowany, wkrótce przestanie być kazimierski. Już dziś w całej Polsce wypieka się koguta.
– W takim razie cofnijmy ten nieszczęsny patent na koguta i zastrzeżmy znak wspólnie, na użytek wszystkich mieszkańców Kazimierza – zgadzają się Pieklik, Kowalski, Skrzeczkowski i Dudek.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!