wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Pierwszy udokumentowany przypadek piłkarskiej korupcji nie pochodzi znad Wisły, lecz z Anglii, ojczyzny futbolu. Na początku ubiegłego stulecia chęć zwycięstwa tak opętała bramkarza Burnley, niejakiego Jacka Hillmana, że zaproponował kolegom z Nottingham Forest nagły kryzys formy w zamian za... kilka pensów. Jak na dżentelmenów przystało, do transakcji dołączono pudełko cygar. Zbiegiem lat taryfikator uległ drastycznej podwyżce. W Polsce obowiązująca stawka to 15 tys. zł.

- Tyle zaoferowali mi działacze Górnika Łęczna w zamian za korzystne sędziowanie w dwóch spotkaniach - wyznał skruszony arbiter Robert Werder, który pieniądze przyjął i wywiązał się z oczekiwań. "Czarną ręką" w górniczym klubie okazał się wieloletni kierownik drużyny, a później masażysta, wiecznie uśmiechnięty Ryszard M. Po prostu Rysio.

Niedziele cudów

Lubelski rodzynek z Orange Ekstraklasy nie był odosobnionym przypadkiem. Kupowali i sprzedawali niemal wszyscy, a cennik zmieniał się w zależności od rangi spotkania. Na cenzurowanym znalazło się między innymi Zagłębie Lubin i Arka Gdynia, ale w niższych ligach, zdaniem wrocławskich śledczych, winowajców można liczyć nawet w dziesiątkach.
Kręcenie punktów w polskiej piłce to "nowa świecka tradycja", która trwa od lat. Do klasyki gatunku należą przypadki relegowanej do II ligi Szczawkowianki Jaworzno oraz decydującego o mistrzostwie Polski, korespondencyjnego pojedynku strzeleckiego Legii i ŁKS. Niedziele cudów nie zdarzają się jedynie nad Wisłą. Kupczenie punktami odbywa się od Władywostoku, przez Hajfę, po Melbourne.

Angielska flegma
Spokojnie mogą na razie spać Wyspiarze. Poziom angielskiej flegmy radykalnie obniżył się, kiedy Mike Newell, menadżer pierwszoligowego Luton, oświadczył, że przy przeprowadzaniu transferów rozdaje się łapówki. W Premier League zawrzało, a do boju posłano samego Lorda Stevensa, byłego szefa stołecznej policji, prowadzącego dochodzenie w sprawie śmierci Lady Diany.
Po rocznym śledztwie i zbadaniu blisko czterystu przypadków komisja Stevensa nie zdołała nikogo oskarżyć. Orzekła za to, że trzy kluby złamały transferowe reguły ponieważ... nie znały przepisów. Wynik śledztwa ucieszył najbardziej angielskich dziennikarzy, którzy nie pozostawili na Lordzie suchej nitki, prześcigając się w wymyślaniu kolejnych zleceń. Udowodnienie, że Anglia jest wyspą, oraz że Titanica zatopiła góra lodowa należały do najmniej wybrednych.

U sąsiadów

Ziemia zatrzęsła się kiedy 25-letni sędzia Robert Hoyzer przyznał się do wypaczania wyników spotkań na zlecenie bukmacherów. Dokładna ilość wygwizdanych przez Hoyzera spotkań nie została ustalona. Skorumpowanemu arbitrowi udowodniono matactwa podczas finału pucharu pomiędzy Paderborn i HSV Hamburg. Bukmacherzy zaliczyli krociowe zyski, a łakomy arbiter 2,5 roku więzienia.
W czeski skandal zamieszanych było 14 sędziów, pięć klubów i dwóch wysokich rangą urzędników. Posypały się kary finansowe, od 1700 do 10 tysięcy Euro.
W Rosji, za łapówkarstwo, były trener Metallurga Lipeck, Stanisław Bernikow został ukarany dożywotnim zakazem pracy w futbolu. Krewki szkoleniowiec podejrzewał swoich piłkarzy o sprzedanie meczu bez jego udziału. Na poranny trening Metallurga zajechało z piskiem opon czarne BMW. Rośli młodzieńcy szybko wytłumaczyli piłkarzom o co chodzi. Kapitan drużyny Adriej Moroczko, z przestrzelonym ramieniem i złamanym nosem, spędził w szpitalu kilka tygodni. Z hospitalizacji skorzystali również bramkarz i obrońca.

Złoty gwizdek

Obstawiają starzy, obstawiają młodzi. Pokusie łatwych pieniędzy nie potrafią oprzeć się nawet znani sędziowie. W 1995 roku jedna z holenderskich stacji telewizyjnych poinformowała, że Dick Jol, czołowy arbiter ligi, korzystając z pośredników, obstawiał u bukmacherów sędziowane przez siebie mecze.
Kolejny skandal z kupowaniem meczów wybuchł w ubiegłym roku. Na celowniku śledczych znalazły się spotkania Den Haag, FC Utrecht i Willem II. Uwagę policji zwróciły olbrzymie wydatki niektórych zawodników, w dodatku wielokrotnie przewyższające ich dochody... Afera skończyła się jednak totalną porażką organów ścigania. Dowodów przekupstwa nie zdołano dostatecznie udokumentować.
Tymczasem efekty akcji "Złoty Gwizdek', jaką przeprowadzono tuż przed mistrzostwami Europy w Portugalii, zaskoczyły samych pomysłodawców. Po niezapowiedzianych policyjnych wizytach w domach arbitrów, działaczy i klubach piłkarskich do aresztu trafiło 16 osób, w tym prezesi, a nawet szef wydziału sędziowskiego. Jeden z jego podopiecznych przyznał, że spotkał się z propozycją korupcji. W przypadku korzystnego gwizdania, nagrodą dla sędziego miała być... noc z trzema brazylijskimi prostytutkami.

Brudny Mistrz

Ale to nic w porównaniu z włoską aferą. Juventus Turyn do wywalczenia mistrzostwa potrzebował pomocy czarnych panów. W procederze zabiegania o sędziowskie względy uczestniczyły tez tak znane kluby jak Fiorentina, Lazio i Reggina, a nawet działacze Milanu; klubu premiera Silvio Berlusconiego.
W prokuratorskich gabinetach zaroiło się od piłkarzy. Posypały się kary. Juventus stracił tytuł i z hukiem spadł do drugiej ligi. Pozostali rozpoczęli sezon z ujemnymi punktami.
Dyrektor Juventusu, Luciano Mogii wpłynął na wyniki 29 z 38 spotkań. Przy okazji wypłynęła kwestia nielegalnego obstawiania spotkań także przez kadrowiczów. Oskarżyciele podejrzewają, że w latach 1998-2005 włoscy piłkarze wydawali na obstawianie wyników ponad 10 milionów euro rocznie. Wśród nich znalazło się dwóch nieudolnych rekordzistów. W jaki sposób obstawiali Marco Verrante z Pescary i Vincenzo Sommese z Montovy pozostanie ich słodką tajemnicą. Pierwszy przegrał na zakładach 146 tysięcy, drugi zakończył rok rozliczeniowy z debetem opiewającym na 160 tysięcy Euro.
Ostatnie uczciwe rozgrywki?
Tak o elitarnej Lidze Mistrzów wypowiadają się niektórzy piłkarscy eksperci. Ich adwersarze twierdzą, że łatwiej byłoby o żywego dinozaura i dla potwierdzenia swojej tezy przytaczają przykład najlepszego klubu Ukrainy.

Futro iseks
Działacze Dynama Kijów tak bardzo pragnęli zwycięstwa, że w zamian za przychylność arbitra w meczu z Panathinaikosem Ateny, zaoferowali mu kilka sobolich futer, złoty zegarek i noc pełną erotycznych uniesień. Hiszpan Antonio Lopez Nieto z oferty nie skorzystał, a o całej sprawie poinformował piłkarską centralę. Skończyło się na skandalu i wykluczeniu Dynama z pucharowych rozgrywek. W efekcie kijowski potentat poniósł milionowe straty.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!