środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Kontrola supermarketów na Lubelszczyźnie: Ludzie pracują za długo

  Edytuj ten wpis

Było już trochę lepiej, ale wraca stare. Praca po godzinach i dźwiganie ponad siły – to najczęstsze grzechy, które inspekcja pracy wytknęła szefom dużych sklepów w Lublinie. – Ludzi do pracy jest po prostu za mało – twierdzą inspektorzy. Tego samego zdania są związkowcy

– Jest troszkę lepiej niż w latach ubiegłych. Myślę, że kierownictwo supermarketów wie już, czego może się spodziewać po naszych kontrolach i przygotowuje się do nich – tak rok temu podsumował kontrole w 4 lubelskich hipermarketach Krzysztof Sudoł, z-ca okręgowego inspektora pracy w Lublinie.

W tym roku już tak dobrze nie jest. OIP skontrolowała dotąd 7 supermarketów: E.Leclerc przy ul. Zana w Lublinie, Tesco w Lublinie i Puławach, Almę w Lublinie, Kaufland w Świdniku, Kapitan w Dęblinie i Juzwex w Zamościu. I wytknęła szereg nieprawidłowości.

– Problem, z którym spotykaliśmy się najczęściej, to przekraczanie godzin pracy i niezapewnienie pracownikom odpoczynku. Ludzie pracują za dużo, najczęściej do ostatniego klienta, a następnego dnia znowu przychodzą rano do pracy – wyjaśnia Włodzimierz Biaduń z OIP w Lublinie.

Grzech główny: czas pracy

W 4 marketach inspektorzy stwierdzili, że kierownictwo nierzetelnie prowadzi ewidencję czasu pracy i nie zapewnia pracownikom 5-dniowego tygodnia pracy oraz odpoczynku dobowego i tygodniowego. – Jest po prostu zbyt małe zatrudnienie w stosunku do potrzeb – uważa Biaduń.

– Jeden robi za dwóch albo trzech – potwierdza Zofia Wach z WZZ Sierpień ‘80 w Tesco Lublin. – Pracy jest tyle, że nie wyrabiamy. Ludzie nie wytrzymują tego psychicznie i fizycznie. I to nie problem tylko naszego sklepu. Podobnie jest w innych placówkach, ale nie wszędzie wychodzi to na jaw.

– Jesteśmy najgorzej traktowaną grupą zawodową w Polsce. To jest praca od niedzieli do niedzieli, najczęściej za kiepskie pieniądze – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ "Solidarność”.

Ciągną po 190 kg

Supermarkety nie zatrudniają, co prawda, na czarno i płacą pensje w terminie, ale w 3 skontrolowanych placówkach nie wypłacano lub obniżano wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych.

Inspektorzy wytknęli też przekraczanie norm dotyczących przenoszenia ciężarów. W jednym z marketów dwie pracownice przewoziły na wózkach towary o masie od 130 kg do 190 kg.

– Tak jak dźwigaliśmy ciężary, tak je wciąż dźwigamy – żali się jeden z pracowników dużego supermarketu w Lublinie. – Różnica polega jedynie na tym, że jak pojawia się inspekcja, to idzie szum po hali, że mamy natychmiast zostawić wózki. Jak inspekcja wychodzi, to dalej ciągniemy te setki kilogramów.

Poza tym, inspektorzy wytknęli kierownictwu niewłaściwy i niestabilny sposób składowania towarów, który zagraża pracownikom oraz bałagan w magazynach i halach handlowych. Zdaniem szefów marketów, pracownicy sami są sobie winni. Jak tłumaczyli inspektorom "to świadome działanie w celu szybkiego rozładunku dostaw kosztem bezpieczeństwa pracy”. Innego zdania byli kontrolerzy.

Powtórka z kryzysu

Tymczasem, związkowcy alarmują, że pracowników w handlu ubywa. A ci, którzy zostają, muszą harować ponad miarę. – Szefowie hipermarketów wykorzystują kryzys, by ciąć etaty. Na czym najlepiej oszczędzać? Oczywiście, na ludziach! Wracamy do sytuacji sprzed lat, gdy ludzie pracowali w handlu, przekraczając wszelkie normy. Od kilku miesięcy znów się tak dzieje – uważa Alfred Bujara.

Podobną zależność obserwują inspektorzy pracy. – Jest gorzej niż kiedyś – przyznaje Biaduń. – Gdy 10 lat temu w Polsce pojawiły się hipermarkety, pierwsze kontrole nie wypadały najlepiej. Ale z czasem sytuacja się ustabilizowała, pracodawcy zaczęli stosować się do naszych zaleceń. Teraz znów wraca stare. Szczególnie tam, gdzie ostatnią kontrolę robiliśmy dawno, np. rok czy dwa lata temu, czujność kierownictwa została uśpiona. Nikt się nie spodziewa naszej wizyty i stąd takie efekty – mówi Biaduń.

Zapracowali na mandaty

Po kontrolach inspektorzy nałożyli mandaty na Tesco w Puławach (2 tys. zł), Kaufland w Świdniku (1,1 tys. zł), E.Leclerc w Lublinie (1 tys. zł) i Kapitan w Dęlinie (1 tys. zł). Wszystkie sklepy zostały ukarane za nieprawidłowości dotyczące czasu pracy.

Pracodawcy tłumaczyli inspektorom, że uchybienia to efekt specyfiki pracy w marketach "do ostatniego klienta”, częste zmiany przepisów prawa pracy i trudności w ich interpretacji. Nikt nie ma sobie nic do zarzucenia.

– W naszym przypadku to był wyłącznie incydent, który dotyczył pracy piekarzy – tłumaczy Edyta Tkaczyk, dyrektor E.Leclerc przy ul. Zana w Lublinie. – Dbamy o ludzi i o ich komfort pracy, nikogo nie zwolniliśmy w związku z kryzysem.

W święta już nie pracują

To jedno z niewielu udogodnień dla pracowników handlu, które udało się przeforsować w Sejmie. Od 2007 roku, zgodnie ze znowelizowanym kodeksem pracy, hipermarkety i supermarkety są zamknięte w 12 dni państwowych i kościelnych świąt (m.in. 1 i 3 maja, 1 i 11 listopada, Wielkanoc, Boże Narodzenie, Boże Ciało). Za przyjęciem ustawy głosowało 275 posłów (LPR, PiS, Samoobrona, PSL, SLD). Przeciwko byli posłowie PO i Prawicy RP. Otwarte mogą być jedynie małe sklepiki, ale pod warunkiem że właściciel stanie sam za ladą, albo zatrudni kogoś na umowę-zlecenie. Nie może on jednak nakazać pracy swojemu etatowemu pracownikowi.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Marcin
Podatnik
Monika
(17) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Marcin
Marcin (31 października 2010 o 13:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Podatnik' timestamp='1288520425' post='370727']
Właśnie o to chodzi. Sam mam rodzinę na wsi i widzę, że wcale im się tak źle nie powodzi a ciągle tylko narzekają. Mają dopłaty Unijne, z KRUSu się śmieją w żywe oczy, wesela robią 2-3 dniowe nieraz, zapraszając po 2-3 wsie sąsiednie; doją państwo ile wlezie i jeszcze płaczą jak im to źle. Przykład? W mojej rodzinie, wujek z ciotką, duża gospodarka, było w ciul maszyn, krów itp, Mercedes przed domem, zajeżdżam na święta a oni w lament jak im źlee i niedobrze jest. Rzygać się chce, ja z a p i e r d a l a m odprowadzając składki co miesiąc, na emeryturze pożyję pewnie 2-3 lata i do piachu, a tacy co to "spracowani" wielce gwiżdżą na wszystko. Pracowałem sam kiedyś fizycznie na roli nieraz, a to w Polsce, a to w Niemczech, wiem co to za praca i wcale taki mega wysiłek to to nie jest. Ale wieśniakom będzie wiecznie źle i niedobrze. Bo państwo nic za darmo nie da.
[/quote]
Oddziel dziecino rolników od "rolników". Rolnictwo przemysłowe to zupełnie co innego niż rolnictwo jakie w większości przypadków widzimy dookoła, gdzie plony rolne starczają na własne przeżycie, gdzie się trzeba zastanawiać czy lepiej kupić nawozu, czy może sprzedać świnię lub krowę, bo bez nawozu zabraknie paszy.
Ludzie podobni do Twojej rodziny nie powinni być traktowani jak rolnicy. To pełnoprawne zakłady pracy.

I jeszcze jedno rolniczyno. Bycie rolnikiem a praca u kogoś na roli, to zupełnie różne sprawy. Swój nie mega wysiłek możesz sobie wsadzić.
Rozwiń
Podatnik
Podatnik (31 października 2010 o 11:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='dave' timestamp='1288517539' post='370714']
Nooba, który wali capslockiem należy, po prostu, ignorowac.
A co do rolnyków - masz rację w 100% Sam pochodzę ze wsi i widzę jak żyją, zazwyczaj w jakiejś firmie i jeszcze na tzw. roli. Powodzi się nieźle, dopłaty od Unii, kredyty preferencyjne, no i KRUS. Amen.
[/quote]

Właśnie o to chodzi. Sam mam rodzinę na wsi i widzę, że wcale im się tak źle nie powodzi a ciągle tylko narzekają. Mają dopłaty Unijne, z KRUSu się śmieją w żywe oczy, wesela robią 2-3 dniowe nieraz, zapraszając po 2-3 wsie sąsiednie; doją państwo ile wlezie i jeszcze płaczą jak im to źle. Przykład? W mojej rodzinie, wujek z ciotką, duża gospodarka, było w ciul maszyn, krów itp, Mercedes przed domem, zajeżdżam na święta a oni w lament jak im źlee i niedobrze jest. Rzygać się chce, ja z a p i e r d a l a m odprowadzając składki co miesiąc, na emeryturze pożyję pewnie 2-3 lata i do piachu, a tacy co to "spracowani" wielce gwiżdżą na wszystko. Pracowałem sam kiedyś fizycznie na roli nieraz, a to w Polsce, a to w Niemczech, wiem co to za praca i wcale taki mega wysiłek to to nie jest. Ale wieśniakom będzie wiecznie źle i niedobrze. Bo państwo nic za darmo nie da.
Rozwiń
Monika
Monika (31 października 2010 o 10:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jedyne czego w Polsce pod dostatkiem to obce markety. Dlaczego one sobie tak doskonale radzą? A bo najpierw przywileje dla obcego kapitału, a teraz prześmieszne kary dla takich kolosów za nieprzestrzeganie prawa pracy. Prawdopodobnie gdyby wbrew PO i ludziom, którzy jedynie w niedzielę potrafią robić zakupy, bo ich forma relaksu, a nie wynik braku czasu, jak próbują wmówić, i nie uchwalone obowiązkowe dni wolne osoby pracujące w marketach pracowałyby 365 dni w roku. Ktoś powyżej napisał, że jak tym ludziom się nie podoba, to niech się zwolnią. Najgłupsze stwierdzenie jakie można usłyszeć. Najgłupsze i najprymitywniejsze. Nie zwalniają się, bo nie mają alternatywy, a żyć muszą i chcą. Ale gdyby tak faktycznie wszyscy rzucili tę pracę w jednej chwili, a nowi nie chcieli od razu tak łapczywie jej podjąć, to może coś by się zmieniło. Pan dyrektor nie przyjdzie ciągnąć paleciaka, czy siedzieć na kasie. Inną sprawą jest to - kto pozwala na budowanie tylu marketów i to w małych liczebnie miejscowościach (Biedronka ma stawiać swoje sklepy w miejscowościach od 7tys. mieszkańców)? Pracę w marketach znajdzie kilku ludzi, których będzie się wyzyskiwać do maksimum, a ilu "sklepikarzy" straci swoje stałe źródło dochodów? Dlaczego nasze wspaniałe państwo tak nie rozdaje grantów dla rodzimych nowych przedsiębiorców? Przecież ten co buduje markety już jest na tyle zamożny, ze jeżeli chce wejść na obcy rynek to go stać i bez grantów?
Ktoś napisał, że wszyscy pracujemy ponad normę. I tak jest. Tylko dlaczego? Skoro chcemy być tak nowocześni jak Europa i promujemy homoseksualizm, jakby od tego pojawił się dobrobyt, albo jakbyśmy mieli nabyć niesamowitych moralnych wartości, a jakoś nikt nie mówi, że w niektórych krajach tej NOWOCZESNEJ EUROPY pracuje się krócej (u nas wiek emerytalny to 60 i 65 lat , a i to wmawia się nam, że byłoby super, gdybyśmy pracowali do 67 lat życia), mniej, za większe pieniądze i że nasza nadgorliwość jest powodem, iż nas jako pracowników się tam nie kocha.
Rozwiń
dave
dave (31 października 2010 o 10:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Podatnik' timestamp='1288483906' post='370627']
Po pierwsze, wyłącz caps lock'a, netykieta zabrania krzyków.
Po drugie: ludziom tu nie chodzi o poniżenie nikogo, wieśniactwo to stan umysłu a nie pochodzenie. Ja mam rodzinę zarówno w miastach jak i na wsi, osobiście wolałbym się przenieść za miasto i odpocząć tam od zgiełku miejskiego. Natomiast określenie KRUS-owcy nie wzięło się znikąd.

Budżet KRUSu to w 99% pieniądze z podatków wszystkich ludzi, pozostały 1% to składki opłacane przez rolników (których i tak często nie płacą). Więc póki rolnicy nie zaczną płacić za siebie składek do k u r w y nędzy, to póty ludzie będą na nich w k u r w i e n i, bo całe społeczeństwo pracuje na was, a wy tylko z roszczeniami: dajcie to, dajcie tamto, niech państwo zafunduje. A paszła won! Rok temu wracając samochodem do domu z pracy słuchałem wiadomości w radiu i było coś odnośnie powodzi, że się rolnicy nie po ubezpieczali i taki o to wywiad z chłopem: "Aaaaa wi Pan, bo to państwo TYLKO 50% refunduje ubezpieczenia, gdyby tak CAŁOŚĆ dalii to ludzie by się ubezpieczyli." Nieeee no, szlag mnie trafia, to samo ostatnio, rząd się boi zmieniać czegokolwiek przy KRUSie bo wybory idą. Szlachta wiedziała co robi waląc was batem po plecach.
[/quote]

Nooba, który wali capslockiem należy, po prostu, ignorowac.
A co do rolnyków - masz rację w 100% Sam pochodzę ze wsi i widzę jak żyją, zazwyczaj w jakiejś firmie i jeszcze na tzw. roli. Powodzi się nieźle, dopłaty od Unii, kredyty preferencyjne, no i KRUS. Amen.
Rozwiń
czytelnik
czytelnik (31 października 2010 o 10:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
czytelnicy dlaczego naskakujecie na siebie .tak samo w miescie i na wsi ludzie z naszego regionu pracuja za grosze .moze stanmy razem do walki z wyzyskiem .bo to obrazanie sie nawzajem nic nie da .jest to rzadzacym na reke ,ze niema zgody,bo wtedy sa nie zagrozeni.mamy niedlugo 11 listopada dzien wolny od pracy .zbierzmy sie razem na placu litewskim i powiedzmy wszyscy jednym glosem ,ze mamy dosc polski b.postawmy sie wkoncu tym ktorzy znowu obiecuja przed wyborami.dla tych ludzi to bedzie zaskoczenie ,ze jestesmy razem wszyscy rolnik ,robotnik ,handlowiec,kolejarz ,pielegniarka ,kierowca.czekam na propozycje.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (17)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!