poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Koronki, pióra i majtasy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 kwietnia 2010, 18:10

Kiedyś Warszawę nazywano Paryżem północy. W międzywojniu bujnie kwitło życie mniej lub bardziej kulturalne. Teatry i kabarety były wypełnione publicznością. Operetkowe divy i gwiazdy kabaretów obsypywano klejnotami. Ale żeby bywać, należało się ubrać.

Odpowiednio ubrać. Gdyby na balu spotkały się dwie damy w takich samych kreacjach, na pewno jedna z nich padłaby trupem z rozpaczy i konfuzji. Każda kobieta chciała się wyróżniać. Dziś każda chce wyglądać jak samo, jak koleżanka. Wtedy mówiło się, "warszawski szyk”. Ale przecież szykowne były wszystkie polskie kobiety.

Hrabina ceruje

– Dlaczego gromadzimy ubrania z minionej, a przecież nieodległej epoki?

Ponieważ moda i ubranie są istotne dla każdego człowieka, są częścią naszego codziennego życia – wyjaśnia Elżbieta Piwocka z Muzeum Historycznego m.st. Warszawy, jedna z kuratorek wystawy w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. – I my tę codzienność chcemy pokazać.

Największy problem jest z tą "codziennością”. Kto by tam bowiem chował i zaciekle bronił przed molami nie lubiany sweterek noszony do pracy? – W większej ilości zachowały się ubrania odświętne, suknie balowe i ślubne – wylicza Agnieszka Dąbrowska, kuratorka wystawy. – Te były bardziej szanowane, a nawet kiedyś przechodziły z matki na córkę. Mitem jest bowiem to, że bogata arystokracja czy ziemiaństwo szastała pieniędzmi na stroje. Nie, dzieci w takich domach były wychowywane bardzo skromnie, często bieliznę lub ubrania cerowano, albo właśnie przerabiano z maminych. Koronki były odpruwane i wykorzystywane powtórnie.

Skromnie do ślubu

Suknia ślubna za szklaną taflą jest piękna do dziś. Długa, ze stójką, atłas lśni jak nowy. Panna młoda musiała być wiotka jak trzcina. A jaka panna młoda dziś poszłaby przed ołtarz w sukni pod szyję? – Wiemy, że w tej sukni brała ślub z sędzią sądu lwowskiego 17-letnia dziewczyna – mówi Elżbieta Piwocka. – Mamy jej atłasowe trzewiczki, torebeczkę-woreczek z kordonku, szarfę od bukietu, mitenki, halkę, koszulkę i majtasy długie z koronkami.

Z pewnością długo przed ślubem matka z panną młoda, a może z licznymi ciotkami i z krawcową, pochylały się nad żurnalami, żeby wybrać wzór. Krawcowa później brała się do roboty, często szyjąc ręcznie.

Emancypacja

– To oczywiste, że moda i życie były z sobą ściśle związane – opowiada Agnieszka Dąbrowska. – Szybkie zmiany zaszły w kilku dekadach XX wieku. Na początku panie nosiły jeszcze gorsety, długie suknie pod szyję, najczęściej ręcznie szyte. Żeby pozapinać wszystkie haftki, zasznurować gorset potrzebna była pomoc garderobianej czy pokojówki. Jak widać, była to moda ludzi zamożniejszych.
– I wojna światowa zmieniła świat i modę – dodaje Joanna Tomicka, konserwator. – Mężczyźni ginęli na frontach, wiele kobiet musiało podjąć pracę.

Zaczęła się emancypacja. Także w stroju, który stał się uproszczony. Dziewczyny zaczęły nosić kostiumiki, ubiór stał się bardziej wygodny, bardzo skromny, bez seksapilu.

Epoka charlestona

– Wreszcie przyszły szalone lata dwudzieste – uśmiecha się Agnieszka Dąbrowska. – Modę dyktowała Chanel i Paul Poiret. Gorset poszedł w kąt, obowiązywał styl i sylwetka chłopczycy – płaskie biusty, wąskie biodra, sylwetka zgeometryzowana, a sukienki nawet odsłaniały kolana. W tych wieczorowych na plecach dekolty sięgały pasa. Do przepasek na czole przypinano kosztowne egrety, na ramiona niedbale zarzucano boa. Kobiety ścięły włosy na krótko, na co dzień nosiły małe kapelusiki.

Jednym słowem ubiór dostosował się do intensywności życia: do nocnych kabaretów, fajfów, do charlestona i shimmy tańczonych na niezliczonych parkietach. – Chanel wprowadziła też modę na błyskotki i sztuczną biżuterię, na którą mogły sobie pozwolić nawet niezamożne panie.

To był ten czas, kiedy panowie rujnowali się dla gwiazd kabaretowych, a flirty i skandale wisiały w powietrzu.

Zasłona na spódnicę

Później przyszedł wielki kryzys. Moda poważnieje. Jest mniej dziewczęca.

Zaznacza się talia i biust, suknie sięgają do połowy łydki. – Wszystko to przerywa rok 1939 i moda przestaje być w centrum uwagi – zauważa Agnieszka Dąbrowska. – Wykorzystuje się to, co zostało w domowych szafach, ale warszawianki zawsze potrafiły nawet w takiej sytuacji ubrać się szykownie. Przerabiały, szyły. Same wykonywały sztuczną biżuterię.

Powojnie też było biedne. Scarlett z "Przeminęło z wiatrem” jako pierwsza uszyła sobie suknię z zasłony, ale niejedna warszawianka poszła w jej ślady. Nawet modne były jedwabne bluzki szyte z jedwabiu odzyskanego ze spadochronów.

Rękawiczki i pończoszki

– Zasady wynosiło się z domu – mówi Agnieszka Dąbrowska. – Na pewno przed wojną nie pokazywano gołych nóg. Krótkie sukienki były na dancing, do kabaretu. Na pierwszy bal wyłącznie biała suknia. Na ulicę kapelusz, choćby najmniejszy, rękawiczki i pończochy. Trzeba było wiedzieć na jaka okazje jak się ubrać. Nikt do teatru nie poszedłby w swetrze. Inne ubranie było na spacer, inne do teatru czy wizytowe.

Po stroju można było poznać, kto pochodził z jakiej sfery. Zarówno mieszczki jak tzw. wyższe sfery stosowały się do obowiązujących trendów, ale bardzo często różnicę stanowiła jakość materiałów. Na przełomie lat 20 i 30 pojawiła się konfekcja gotowa, co wynikało z uproszczonego trendu: luźnych fasonów, które pasowały na każdą sylwetkę. Najsłynniejszy był warszawski dom Braci Jabłkowskich.

Bluzka po babci

– Jak wzbogacamy nasze zbiory? – Właśnie po takich wystawach przychodzą do nas ludzie, którzy mają w domu jakieś ubrania, galanterię po dziadkach. Szkoda wyrzucić i nie wiadomo, co z tym zrobić. My je doprowadzamy do porządku, konserwujemy, z reguły są z niezwykle delikatnych tkanin, skórki. One mówią nie tylko o modzie, lecz także o niezwykłych umiejętnościach krawcowych, modystek, szewców, kaletników. Bo od nich także zależał warszawski szyk.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!