sobota, 25 listopada 2017 r.

Magazyn

Korupcja przeżarła granicę

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 lipca 2008, 17:46

Wydawało się, że Dariusz D., jeden z najbardziej umoczonych lubelskich celników, spędzi w więzieniu długie lata. Ale zaczął sypać.

Dzięki niemu prokuratorzy odkryli nieprawdopodobny układ korupcyjny
na przejściach granicznych.

Dariusz D. brał łapówki od przekraczających granicę i pozwalał na przekręty na przejściach. Słowem, nic szczególnego, bo tak robili prawie wszyscy. Ale posunął się jeszcze dalej. Sprzedał przestępcom kody do zamków w magazynach, w których celnicy trzymali papierosy odebrane przemytnikom.

Dzięki temu doszło do najbardziej brawurowego skoku w ostatnich latach. Pod magazyn w Chełmie podjechały samochody, z których wysiedli ludzie w mundurach celników. Otworzyli hale. Załadowali na ciężarówki papierosy. "Pracowali” spokojnie. Pożyczyli nawet wózki widłowe od sąsiedniej firmy, żeby ułatwić sobie załadunek. Brak towaru został odkryty dopiero po kilku dniach.

Opłacalny układ

Sprawie groziło już umorzenie z powodu niewykrycia sprawców. Ale jeden z najzdolniejszych lubelskich prokuratorów nie odpuścił. Najpierw wpadli paserzy, którzy mieli rozprowadzać skradzione papierosy. Potem ci, który je zabrali z magazynu. W końcu prokurator dotarł do człowieka, dzięki któremu "akcja” była możliwa. Dariusz D. podał przestępcom kody do zamków i mundury celników.
Gdyby doszło do procesu, prokurator żądałby dla niego sporej odsiadki.

Zdecydował jednak inaczej. Dariusz D. został świadkiem koronnym. W zamian za to, że nie poniesie odpowiedzialności za to, co zrobił, opowiedział, jak szeroki zasięg miała korupcja na lubelskich przejściach granicznych. "Transakcja” opłacała się.

Co tydzień aresztowanie

- Finał postępowań prowadzonych przeciwko celnikom pokazał, że nadanie mu statusu świadka koronnego było jak najbardziej zasadne - mówi Andrzej Markowski, naczelnik lubelskiego wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. - Jako pierwszy ujawnił informacje umożliwiające ujawnienie korupcyjnych praktyk na przejściach granicznych.

Dzięki jego informacjom doszło do licznych zatrzymań celników. A ci "pękali” na przesłuchaniach i opowiadali o kolejnych skorumpowanych kolegach. Były miesiące, w których niemal co tydzień na przejście graniczne przyjeżdżała policja i zabierała po kilku celników.

\"Spółdzielnia” zbiera i dzieli

Sami celnicy mówili na to "spółdzielnia”. Dobierała się grupa zaufanych kompanów, którzy po zakończonej zmianie dzielili się zebranymi łapówkami. Żaden z celników nie potrafił powiedzieć, kto taki system wymyślił. Twierdzili, że jak przychodzili do pracy, nawet przed kilkunastu laty, to "spółdzielnie” już istniały. I ktoś ich do nich wprowadzał.

A wyglądało to tak:
Ktoś po zakończonej służbie zbierał od każdego celnika dolary. Podział nie był równy. Zależał od tego, kto jakie zajmował stanowisko. Swoją działkę dostawał kierownik zmiany, który bezpośrednio odpraw nie dokonywał i do kieszeni nie brał. Decydował jednak o obsadzie najbardziej intratnych stanowisk, na których łapówki były największe. Kierownik zawsze wysyłał tam kogoś ze "spółdzielni.”

Dzielenie pieniędzy pomiędzy wszystkich członków zmiany pozwalało też omijać skutki antykorupcyjnej instrukcji, która nakazywała przerzucanie celnika ze stanowiska na stanowisko. Raz był przy odprawach, gdzie pieniądze płynęły szerokim strumieniem, innym razem w jakimś okienku, bez kontaktu z podróżnymi. W podziale pieniędzy uczestniczył za każdym razem.

Brała cała zmiana

- Nie znam celnika, który nie brałby łapówek - twierdził na przesłuchaniu jeden ze skruszonych celników.

- Do "spółdzielni”, z którą dzieliłem się pieniędzmi, należeli wszyscy pracujący na zmianie - dodawał inny.

Za co celnicy brali w łapę?
"Za drużbę” - mówią Ukraińcy.

Za zrobienie tego, co do nich należało: przeprowadzenie odprawy, niekiedy przymknięcie oczu na parę dodatkowych kartonów papierosów czy wreszcie za umożliwienie przekrętu, na którym przemytnicy zarabiali grube setki tysięcy. Ale w tym już nie brały udział "spółdzielnie”, ale celnicy, którzy takie przekręty robili już na własną rękę.

7 godzin

Do wspólnej puli najwięcej wpłacali kierowcy ciężarówek. Po 5, 10, a nawet 50 dolarów. Celnicy nie brali od Polaków, bo bali się, że ktoś na nich doniesie. Chyba że dotyczyło to stałych granicznych klientów, którzy systematycznie odprawiali importowany towar.

Importer motocykli z Japonii za każdy odprawiony kontener płacił nawet dwa tysiące złotych. Celnicy przymykali oczy, że towar ma zaniżoną wartość, a w kontenerze oprócz pojazdów są jeszcze części. Odprawa "nieopłaconego” kontenera trwała siedem godzin. Gdy celnicy dostawali w łapę, wyrabiali się w godzinę. Pod murem byli ci, którzy sprowadzali zza wschodniej granicy płody rolne. Dłuższe postanie na granicy mogło się skończyć zepsuciem towaru. Zatem dawali po 300 zł za transport.

Lukratywne pociągi i autobusy

Celnicy omawiali między sobą, co zrobić, żeby łapówek było więcej. Pieniądze potrafili wyciągnąć od podróżnych na każdym odcinku. Ci z oddziału w Dorohusku obławiali się zwłaszcza w pociągach, głównie relacji Kijów -Warszawa. Przemytem trudniła się raczej ukraińska obsługa pociągu, która miała czas, żeby bezaakcyzowe papierosy i alkohol ukryć w różnych skrytkach.

Celnik wprost pytał opiekuna wagonu, ile przemyca towaru. W zależności od ilości brał nawet do 100 dolarów. Czasem sprawdzał, czy usłyszał prawdę. Jeśli znalazł więcej kontrabandy, to nadwyżkę konfiskował.

Podróżni dawali indywidualnie. Wkładali do paszportów po 5 czy 10 dolarów, żeby celnicy zostawili ich w spokoju. W wagonach były wystawiane skrzynki, do których wrzucali cześć przemycanego towaru. To po to, żeby celnicy mogli się wykazać, ile kontrabandy przechwycili.

Kłócili się o kasę

Lukratywne były też odprawy autobusów, zwykle załadowanych papierosami i alkoholem. Kierowcy dawali po 400 zł. Opłaciło się też odprawiać ciężarówki. Tu wystarczyło zasugerować kierowcy, że jego towar będzie rozładowany albo samochód cofnięty, a ten szybko wyciągał portfel. Nawet wśród celników mówiło się, że najbardziej dochodowe stanowiska są obsadzane tylko przez "klany”, uprzywilejowanych członków "spółdzielni”.

W Dorohusku dochodem ze służby dzielili się zwykle wszyscy pracownicy zmiany. Dawało to po 100 do 200 dolarów na głowę. Takich zmian w miesiącu było nawet po 15. Ile celnicy przez lata zgarnęli do kieszeni, tego ustalić się już nie da. Oprócz tłustych miesięcy bywały też chude, kiedy ruch graniczny bardzo się zmniejszał. Inna rzecz, że przy podziale pieniędzy dochodziło do kłótni. Niektórzy czuli się skrzywdzeni i potraktowani niesprawiedliwie.

Nawet masowe aresztowania celników nie wystraszyły łapówkarzy. Jeden z celników przyznał, że po zamknięciu kolegów tylko wycofał się ze "spółdzielni” i brał na własną rękę. Po raz ostatni na nocnej zmianie, tuż przed zatrzymaniem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Zygmunt
turysta prawdziwy
kiddo
(8) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Zygmunt
Zygmunt (6 stycznia 2009 o 14:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To skandal!Nie pozwolić szargać polskiego munduru i polskiego godła! Polscy celnicy zamiast orła w koronie na czapce powinni nosić sępa, a zamiast napisu na mundurach "służba celna" powinni mieć napis"łapówkarze" lub złodzieje"
Rozwiń
turysta prawdziwy
turysta prawdziwy (6 stycznia 2009 o 13:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Często przekraczam granicę i przewożę towary zgodnie z przepisami.Gdy na pytanie celnika czy mam coś ponad normę odpowiedziałem,że nie mam zamiaru wchodzić wkonflikt z prawem i mam wszystko zgodnie z tzw.normą odpowiedział mi ,że gdyby wszyscy byli tacy jak ja to oni celnicy poszli by z torbami!
Rozwiń
kiddo
kiddo (7 października 2008 o 09:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
baton napisał:
ciekawe co z majątkiem tych cwaniaczków? Pewnie babcia emerytka ma willę i merca, dziadek rencista parę mieszkań kaktus mi wyrośnie na du*** jak im zabiorą to.


Człowieku nie wiesz o czym piszesz, nie komentuj jak niez nasz sprawy i wiesz tylko tyle ile przeczytasz w szmatławcach którym chodzi o czytelnika, to jest jak z plotkami o gwiazdach byle ciekawiej brzmiało, wszystko należy ubarwić, a Polacy to taki naród w którym nienawiść i zazdrość bardzo łatwo wzbudzić. Znam wielu celników i jakoś wili i mercedesów nie mają.
Rozwiń
baton
baton (26 lipca 2008 o 13:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ciekawe co z majątkiem tych cwaniaczków? Pewnie babcia emerytka ma willę i merca, dziadek rencista parę mieszkań kaktus mi wyrośnie na du*** jak im zabiorą to.
Rozwiń
kibic
kibic (26 lipca 2008 o 08:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A jaki udział w spółdzielni maja wysocy rangą urzędnicy Min Fin którzy umożliwiali taką działalność celników przez lata
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (8)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!