piątek, 9 grudnia 2016 r.

Magazyn

Krajobraz przed bitwą


- Wybory? Mnie to nie obchodzi. Wiozę gnój, zarobię parę groszy. Pójdę sobie na piwko... - mówi Alfr
- Wybory? Mnie to nie obchodzi. Wiozę gnój, zarobię parę groszy. Pójdę sobie na piwko... - mówi Alfr

Uścimów, Cyców i Wysokie to typowe małe miasteczka Polski B. Główna droga, szkoła, kilka sklepów i klasyczne elementy wolno stojące, czyli smakosze mocnych trunków, przebywający zazwyczaj pod sklepem monopolowym. A potem już tylko pola, lasy i bieda...

W tych trzech miejscowościach w poprzednich wyborach samorządowych największe partie osiągnęły bardzo dobre wyniki. Znacznie większe niż wyniosła "średnia krajowa”. Teraz (oprócz AWS, której już nie ma) chcą powtórzyć swój sukces. Czy im się to uda? Czy wystarczą nowe obietnice? Czy spełnili stare? Czy w ogóle kogoś jeszcze interesują wybory?

Plakaty sobie zrywają

W Cycowie cztery lata temu bezapelacyjnie wygrał SLD, uzyskując 59,56 proc. wszystkich głosów. Miasteczko leży kilkanaście kilometrów za Łęczną. Biedę widać od razu. Jest brudno, szaro, na polach pracuje więcej koni niż traktorów. Kampania wyborcza też taka sobie. Na trzech drzewach wisi pięć plakatów.
- Więcej nie ma, bo sobie zrywają nawzajem - mówi Stanisław Wachewicz, właściciel zakładu wulkanizacyjnego. Czy pamięta poprzednie wybory? Tak.
- W całym kraju jest pod psem - uważa. - Nic się nie poprawia. Ale w naszej gminie może być. Choć mogłoby być lepiej. Największy problem to oświata. Żeby tu średnia szkoła była... I żeby te podatki mniejsze były, bo już nie daje człek rady... Ta... Ale za to abolicję teraz robią. Może jeszcze prohibicję? - śmieje się
Wiesław Stopa pracuje w transporcie i naprawia opony.
Po oponach widać, jak się ludziom żyje.
- Kiedyś to ludzie nowe kupowali, a teraz stare ciągle łatają...- mówi.
-Tu jest bieda straszna. Wszystko pada - dodaje Wachewicz i wylicza: - Restauracja, masarnia, sklep, wytwórnia wód gazowanych. Były, a teraz nie ma.
- Czy z opon mogę się utrzymać? - powtarza moje pytanie Wiesław Stopa. - A mam inne wyjście? Kto mnie do pracy przyjmie? Jedzie się na kredytach, długach... Byle do przodu.
I Wachewicz, i Stopa pójdą głosować. Żeby potem nie mieć do samych siebie pretensji, że wygrali nie ci, co trzeba.
- Na razie coś ruszyło. Może lepiej będzie?
- Gorzej już być nie może - mówi krótko Bolesław Kubicki, emeryt. Na same leki wydaje 250 zł miesięcznie, to jak ma mu być dobrze? - Jak by sąsiedzi nie pomagali... Panie, tu nie ma pracy, nic nie ma. A młodych to nawet nie stać, żeby stąd wyjechać. Jak ma być dobrze, jak słonina w sklepie kosztuje 4 zł za kilo, a my za kilo świni w skupie dostajemy 3 zł? I ucisk jest straszny, panie. Jak nie będzie rewolucji na górze, to nic nie będzie. Wszystko się wykończy...

Firmy już nie ma

Kilkanaście kilometrów dalej leży Uścimów. Tu nieistniejąca już AWS zdobyła prawie 47 proc. głosów.
- Nie zauważyliśmy specjalnie działalności tych radnych - opowiada Maria Starownik, dyrektorka miejscowej Szkoły Podstawowej. - Jest bezrobocie, jest nędza. W ostatnim roku o połowę zwiększyła się liczba uczniów, których szkoła dożywia.
Coraz więcej rodziców nie płaci komitetu rodzicielskiego, nie wykupuje ubezpieczenia dla dzieci. Nie stać ich. Jak w szkole robi się wycieczkę, to nie dla jednej klasy, bo pojechałoby ledwie kilka osób. Uczniów zbiera się z kilku klas.
Naprzeciwko szkoły znajduje się Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Tu z kolei pracy jest coraz więcej.
- Jak na wschód była otwarta granica, to lepiej było - przyznaje Helena Borócka, kierowniczka. - Rosjanie dużo kupowali. Tylko u nas 30 rolników miało umowę na dostawy mięsa do lubelskiej firmy handlującej z kupcami zza Buga. Teraz tej firmy już nie ma.
A co jest? Więcej potrzebujących pomocy.
- Ta liczba rośnie systematycznie od 4 lat. Na naszym terenie 300 dzieci jest dożywianych w szkole. Ok. 90 proc. mieszkańców ma minimalne dochody - wylicza Helena Borócka.
Za to jest aż 86 kandydatów do 15 mandatów radnego.
- Ludzie czują zawiść do kandydatów. Bo jak zostaną radnymi, to będą mieli stałą pensje przez 4 lata.
Perspektywy na przyszłość? Nikłe. Może tylko powstanie ferma drobiu, która zatrudni 50 osób. Podobno jest już pozwolenie na budowę.

Dziadostwo, panie, straszne jest

Przez Lublin jedziemy do Wysokiego. To rodzinna miejscowość posła PSL Zdzisława Podkańskiego. Tutaj jego partia osiągnęła świetny wynik wyborczy. W centrum Wysokiego kilka sklepów, ale większość zamknięta na cztery spusty. Zbankrutowały?
- Dziadostwo straszne. Bandyctwo, panie. Nikt się tu nami nie interesuje - wali prosto z mostu 50-letni Stanisław Radziej. Bezrobotny.
- Żadnej pracy nie ma i pod budkami stoimy, bo co robić? Ja już sporo przeżyłem. Każdy najpierw naobiecuje, nagada i nacukruje. A potem to się nawet nie pokaże. Dla tych wszystkich kandydatów to my nie jesteśmy ludzie. My jesteśmy tylko głosami w urnie. Ja już nie będę głosować. Pier.... to wszystko!
W Wysokiem kampanii nie widać. Ledwie kilka plakatów na przystanku. Widać za to biedę, zwłaszcza w sklepie.
- Ludzie coraz tańsze rzeczy kupują. Masło, chleb, tania kiełbasa i to wszystko. No i alkohol... - mówi właścicielka miejscowego sklepu. - Oczywiście, ten najtańszy. A że pracy nie ma? W całym kraju jej nie ma... Ale ja panu inaczej powiem: jak ktoś naprawdę chce pracować, to zawsze coś znajdzie. Tu dorobi, tam dorobi - i będzie miał. Tylko trzeba chcieć i nie marudzić, że za mało płacą, a robota ciężka.
W Wysokiem kampania wyborcza jest taka sama, jak w innych gminach i wsiach. Parę plakatów i zebrania: w szkole, w jakimś klubie. To wszystko. Mało kto potrafi sobie przypomnieć, co kandydaci mówili i obiecywali cztery lata temu.
- Czy po wyborach coś się zmieni? - zastanawia się Jacek Gieroś, bezrobotny dwudziestoparolatek. - Pewnie nie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO