poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Krok w krok za przemytnikami

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 stycznia 2010, 13:15

2009 był wyjątkowy. Do magazynów Bialskiej Izby Celnej trafiło ponad 13 mln paczek papierosów przechwyconych na przejściach granicznych z Ukrainą i Białorusią. To ponad jedna trzecia więcej niż rok wcześniej.

– Możecie się na chwilę przesiąść? – przystojny, na oko około 20-letni, Ukrainiec w czarnej skórze pokazuje na nasze siedzenia. – Chciałbym tu coś włożyć. Jestem studentem i muszę jakoś zarabiać na życie – tłumaczy.

Możecie już siadać

Siedzenia w ostatnim rzędzie ukraińskiego rejsowego autobusu dają wiele możliwości. Młody mężczyzna zdejmuje oparcia z metalowych rurek. Delikatnie, tak by nie podrzeć wysłużonej tapicerki. Do środka każdego wkłada po kilkanaście paczek papierosów. W siedziskach zmieści się drugie tyle. Jeszcze tylko tacker i oparcia wracają na miejsce.

– Możecie już siadać…

Z Lwowa do granicy z Polską jest 80 km. Pasażerowie na ukrycie setek paczek papierosów mają niewiele ponad godzinę. Nie ma czasu na rozmowy i zastanawianie się; trzeba się spieszyć. Z wprawą rozrywają kartony, bezbarwną taśmą sklejają paczki w długie wąski paski. Na koniec owijają je czarnymi workami na śmieci lub wkładają w rajstopy (też czarne, by nie rzuciły się celnikowi w oczy).

Do tych, które wylądują na dachu lub pod podwoziem przyczepiają magnesy. Nikt się nie kłóci o skrytki – jakby istniała niepisana umowa, która część autobusu do kogo należy. Ojciec z córką "mają” teren pod podłogą. Mężczyzna leżąc miedzy siedzeniami wkłada rękę głęboko pod autobus. Przez dziurę w podłodze widać asfalt i kręcący się wał. Dziewczyna podaje mu kolejne kartony.

Na przystanku palą tylko ci, co zdążyli zapakować towar. To też czas dla kobiet z pierwszej połowy autobusu. Jak tylko kierowca wysiądzie, wyjmą śrubokręty i zaczną odkręcać klapki, przez które wymienia się żarówki w suficie.

Tam i z powrotem

Im bliżej granicy, tym tempo pracy szybsze. Ukraińcy chodzą nad tymi, którzy leżą w przejściu, nerwowo utykają między siedzeniami ostatnie paczki. Agrafkami przyczepiają je do firanek. To też moment na to, by jak najwięcej włożyć na siebie. Na celników czekają już na stojąco. Z sześcioma kartonami przyklejonymi do tułowia ciężko jest usiąść. – Teraz tylko trzeba się modlić, by autobusu nie skierowali na szczegółową – mówi jeden z pasażerów.

Nie skierowali. Celniczka wychodzi z autobusu tylko z jedną reklamówką. W środku kilka kartonów i dwie butelki wódki. Niewiele jak na to, ile udało się schować. Ukraińcy nawet nie czekają, aż autobus ruszy. Jeszcze szybciej niż pakowali teraz wyjmują pochowany towar.

– Mam wizę na 20 dni. Więc jeszcze dziś muszę wrócić na Ukrainę – mówi student, który po raz kolejny prosi nas o przesiadkę. Kilkanaście minut później z workami pełnymi papierosów wyskakuje w ciemną noc gdzieś pod Tomaszowem Lubelskim.

Pecha ma co dziesiąty

Dorohusk to jedno z najnowocześniejszych, ale też najbardziej przemytniczych przejść granicznych w kraju. – Szacujemy, że 90 proc. wszystkich osób przekraczających granicę jest nastawionych na przemyt – mówi Marzena Siemieniuk, rzecznik prasowy Bialskiej Izby Celnej.

W czasie 12-godzinnej zmiany celnicy odprawiają średnio 400 tirów, kilkanaście autobusów liniowych, setki samochodów osobowych. Najłatwiej wykryć przemyt w ciężarówkach: każdy tir przejeżdża przez specjalny skaner. Autokary i osobówki sprawdzane są "na piechotę”. – Obowiązują nas standardy unijne. Średnio co dziesiąty samochód trafia na kontrolę szczegółową – dodaje Siemieniuk.

Doświadczony celnik nie ma problemu z wytypowaniem aut nafaszerowanych papierosami: nerwowe lub zbyt spokojne zachowanie kierowcy, świeże ślady po śrubokrętach, nowe nity. Starych przemytników rozpoznają z twarzy, a tych złapanych na innych przejściach wskazuje komputer.

W kołach, siedzeniach, silniku

Wytypowane auta wjeżdżają na kanał w zamkniętej hali. Tu czekają na nie celnicy wyposażeni w śrubokręty i latarki. Czasem w towarzystwie psa wyszkolonego do wykrywania papierosów. Nierzadko rozbierają samochód na części. A kierowca im w tym pomaga.

– Najczęściej papierosy chowane są w kołach, zbiorniku paliwa, silniku, siedzeniach, progach, boczkach pojazdów – wylicza kierownik zmiany. – Najbardziej "wrażliwe” autobusy to Kowel–Warszawa i Kowel–Lublin. Trzeba się bardzo spocić, by wszystko z nich wyciągnąć.

Ile papierosów można schować w samochodzie osobowym? Dużo. Celnicy wspominają te rekordowe i nietypowe: 1000 paczek w ładzie, 6000 w citroënie berlingo czy olbrzymią skrytkę za zestawem muzycznym w luksusowym audi.

Żyletki w fajkach

Ci, którzy wiozą papierosy w autokarach, ryzykują niewiele. Wystarczy nie przyznać się do przemytu. Zresztą nikt już nawet nie pyta, do kogo należą wyciągnięte spod siedzeń kartony. W gorszej sytuacji są złapani na gorącym uczynku kierowcy osobówek.

Taryfikator przewiduje kary od 127 do 2505 zł. Taki mandat trzeba zapłacić na miejscu; pieniądze na przejście graniczne zwykle przywozi rodzina. Wyjątkowo duże przemyty kończą się sprawą w sądzie.

– Ludzie różnie reagują. Czasem mężczyźni złorzeczą, a kobiety płaczą. Ale najczęściej tylko wzruszają ramionami – opowiada jeden z celników.

Tu nie ma sentymentów. Choć dawno już polscy celnicy nie natknęli się na ukryte w papierosach żyletki. – A zdarzało się to nawet w bagażach osobistych – mówi rzecznik.

Polskie prawo przewiduje też konfiskatę samochodu przemytnika. Ale w praktyce się to prawie nie zdarza. Z prostej przyczyny: na przejściu nie ma parkingu, na którym auta mogłyby być przetrzymywane.

Fajki w krokietach

Jeszcze kilka lat temu do Polski hektolitrami jechał głównie ukraiński spirytus. – Ludzie obwieszali się foliowymi workami, kilka razy się nawet zapalili – wspomina Marzena Siemieniuk. – Dziś mają przy sobie góra 2–3 butelki więcej niż jest dozwolone. Ciężko to nazwać zorganizowanym przemytem.

Za to szmugiel papierosów opłaca się coraz bardziej, zwłaszcza tych najtańszych marek. Paczka LM, Classic, czy LD w kiosku na Ukrainie kosztuje około 2 złotych. Na targu w Chełmie czy Lublinie można je sprzedać już za 4–5 zł. W Warszawie jeszcze drożej.

Nic dziwnego, że magazyny Bialskiej Izby Celnej pękają w szwach. Co miesiąc trafia do nich ponad milion paczek. Zanim zostaną komisyjnie spalone, są skrupulatnie liczone i pakowane do pudełek i worków według marek.

– W 2009 zniszczyliśmy prawie 17 000 000 paczek. O ponad 100 proc. przekroczyliśmy założony plan – mówi Siemieniuk. – A i tak przemytnicy ciągle zaskakują nas pomysłowością.

Najnowszy trend to wykorzystanie sprzętu elektronicznego. W środę w Hrebennem papierosy miały przekroczyć granicę w obudowie laptopa. Kilka tygodni wcześniej podróżowały w odtwarzaczu DVD. Nadal na topie są też motki włóczki, półtoralitrowe litrowe plastikowe butelki po piwie z odcinanym dnem. Ale paczki zapieczone w krokietach zdarzyły się dotąd tylko raz.

Do Chełma po kiełbasę

Z przejścia w Dorohusku wyjeżdżamy około godz. 16. Kilkanaście metrów za szlabanami zatrzymują nas dwie Ukrainki. Mówią, że jadą do Chełma po kiełbasę.

– Taką za 6 zł. U nas tak tanio wędliny nie kupisz. Ale nie dla siebie, tylko na handel – tłumaczą. Jedna z nich ma siatkę cukierków i kilkanaście paczek papierosów poupychanych w rękawach kożucha. Druga próbuje nam sprzedać trzy butelki wódki i dwa kartony niebieskich LM.

Trasę Kowel– Chełm pokonują 2–3 razy w tygodniu. Za to, co uda się przemycić i sprzedać, robią zakupy w mięsnym. Na Ukrainę wracają jeszcze tego samego dnia. Bo wiza jest krótka.



  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
~antek~
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (31 stycznia 2010 o 10:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
coś słabiutko szukała ta celniczka ,ciekawe dlaczego ?
Rozwiń
~antek~
~antek~ (30 stycznia 2010 o 16:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przemyt trwa,wszyscy sa zadowoleni.Celnicy maja pracę, kupujący tańszy towar, przemytnicy zarobek. Czy to nie Państwo ustala horrendalnie wysokie ceny np na paliwo. Dlaczego w USA benzyna kosztuje 1,8 zł. To nie tylko przemytnicy są sprawcami patoliogii. To system fiskalny jest patologiczny. Gdyby Polacy mogli pracować i godziwie zarobić ,to skala przemytu bylaby mniejsza.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!