wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Król

Dodano: 15 marca 2007, 16:29

Choć ma dopiero 34 lata, to już zagrał trzy wielkie role: Gustawa - Konrada, Stawrogina i Hamleta.

Wyszedł spod ręki Jerzego Treli, teraz na scenie hipnotyzuje publiczność. Ale to jeszcze nie wszystko. Uwielbia szermierkę, spininguje i odnawia stare meble.

Jacek Król, chłopak z Bytomia. Mama Marianna - technik laboratoryjny w szpitalu. Ojciec Stanisław - górnik w kopalni. Babcia Władysława Toporska z Hrubieszowa. Któryś z pradziadków w carskim wojsku. Z Petersburga na piechotę przyszedł do Polski. Dziadkowie ze strony ojca spod Drohiczyna. Babcia Genowefa Król - 93 lata. Na kresach rozegrało się całe szczęśliwe dzieciństwo Jacka.

Rower czteromiejscowy

Ma dwóch braci bliźniaków, Grześka i Adama.
Do dziś nie zapomni wypraw pod wiatrak. Skrzypiały drzwi. Po wąskich schodkach wdrapywali się na górę, żeby z bliska przyjrzeć się maszynerii napędzającej skrzydła. Wiatrak miał dyszel. Łapali w trzech i próbowali obrócić go wokół własnej osi - tak, by złapał wiatr w żagle.
- Wspomnień jest więcej. Kiedyś tato zrobił deseczkę, zamocował ją na ramie roweru. Między jego ramionami siedzieli młodsi chłopcy, Jacek - na bagażniku. Czteroosobowy rower powoli się rozpędzał, żeby dotrzeć do lasu - opowiada Król.
Potem dziadek uczył wnuków jak znaleźć grzyby. Od borowików po czarne kominki, z których babcia robiła pierogi.
Z tych nauk wracali umorusani, ale za to z koszami grzybów. Siadali w kuchni, by pod okiem babci Gieni asystować przy obróbce grzybów.
A potem babcia zaczęła robić zalewajkę.
- Na wodę wrzucała kartofle pokrojone w kostkę. Dodawała posiekane grzybki, na patelni smażyła cebulkę ze skwarkami. Z pieca zdejmowała garnek z żurem, lała na wrzątek, dorzucała słoninę z patelni. Pod blachą buzował ogień, pod polepą unosił się zapach zupy. Robię ją do dziś - opowiada Król.

Przystawka do gitary

Na początek edukacji podstawówka w Bytomiu. Potem technikum elektroniczne, gdzie na dyplom zrobił przystawkę do elektrycznej gitary.
Ale zanim do matury doszło - za sprawą polonistki - zakochał się.
W teatrze.
- Już w drugiej klasie technikum zaczął z klasą jeździć do Krakowa, na spektakle Teatru Stu.
W IV klasie wpadł na całego. W ciągu jednego roku obejrzał ponad 100 przedstawień.
- Zacząłem zawalać lekcje. Co trzeci dzień byłem w teatrze. Na koniec roku miałem 40 proc. frekwencji. Od powtarzania klasy wybroniła mnie polonistka - śmieje się Król.
I tak mu zostało.
Teatr jest najważniejszy.

Na idącą do łóżka

W 1993 roku wystartował do PWST w Krakowie.
Mówił, Pana Tadeusza, potem elegię "Na idącą do łóżka” Johna Donne, angielskiego poety i kaznodziei; dziekana katedry św. Pawła:
"Rozepnij stanik lśniący, pod którym pierś biała
Przed wścibskimi oczami głupców się skrywała.
Rozwiąż go: brzęk cekinów niech tego wieczora
Jak kurant znać nam daje, że do łóżka pora.
Precz z gorsetem, o którym zazdrośnie wciąż myślę,
Że obejmuje ciebie tak blisko i ściśle.
Niech spłyną suknie: spod nich piękno się wynurza,
Jak kiedy z kwietnej łąki odpływa cień wzgórza.
Zdejmij przybranie głowy, niech bujnym bezładem
Ozdobi ją królewski włosów twoich diadem;
Zrzuć ciżemki: już stopa twoja wstąpić może
Do miłosnej świątyni”
I oblał.
- Za to, że mam za krótkie nogi - śmieje się Jacek, który wtedy się nie śmiał, tylko poszedł studiować kulturoznawstwo.
Zdał za drugim razem.

Mistrzowie

Anna Polony: nauczyła go, jak ważne jest słowo, które widz musi wyraźnie słyszeć.
Jan Peszek: nauczył go analizy tekstu. I aktorskiego warsztatu.
Jerzy Trela: nauczyciel powściągliwości i prostoty na scenie. Gardzienice: śpiewności i klimatów. Po dyplomie trzy lata był bez etatu. W Teatrze Stu współpracował z grupą Rafała Kmity, a w Starym Teatrze statystował. - Pomyślałem - wspomina Jacek Król - że jak się nie ruszę w świat, to zginę.
Pojechał do Lublina, gdzie już pracowali koledzy ze studiów.

Zastępstwo za Żmijewskiego


Najpierw była rozmowa z Krzysztofem Babickim. Dokładnie o godz. 15.10 dostał etat. Pamięta, bo w tym samym momencie pierwszy samolot uderzył w WCT.
W teatrze zaczynały się próby do "Dziadów”. W głównej roli obsadzono Artura Żmijewskiego.
- Dostałem rolę Żegoty. Któregoś dnia zadzwonił do mnie dyrektor Babicki i mówi, żebym najpierw usiadł. Potem rzucił do słuchawki: Żmijewski rezygnuje, zagrasz Gustawa-Konrada!
Usiadł pan?
- Nogi się pode mną ugięły - mówi Jacek.
Na premierze dostał burze braw i z miejsca został ulubieńcem publiczności.
I tak jest do dziś, kiedy zagra Konrada po raz setny.
- Dobry wynik, ale "Fredrę dla dorosłych” w Poznaniu pociągnięto 300 razy - mówi z uśmiechem.
Po Konradzie przyszły świetne role Stawrogina w "Biesach”. I "Hamleta Szekspira”.

Dziś Król jest na topie


Zagrał w filmie "Vinci” - Zadzwonił Juliusz Machulski, powiedział, że czytał o mnie i dostałem rolę - opowiada Jacek. Teraz gra trenera Horsta w "Dwóch stronach medalu”.
Dostał rolę gwiazdy Interu Mediolan z serialu "Hela w opałach”.
Po aktorstwie jego największą pasją są ryby:
- albo o 4 rano czatuje nad Bugiem na suma.
- albo ze spinningiem czai się na szczupaka lub sandacza.
Jak się nałapie, oskrobie, to po obiedzie zabiera się za meble, z którymi potrafi zrobić prawie wszystko. Od renowacji lustra, po remont zabytkowego biurka. Ale to jeszcze nie wszystko: Król potrafi ułożyć drewnianą podłogę, zrobić poddasze w kartonach gipsowych, położyć tynki i glazurę. - Po prostu uwielbiam pracować.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!