wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Krowy przyszłości, kryzysowe kury

  Edytuj ten wpis

Józia, Prycha, Gryka, Milka, Mosia - wielkie wygrane ostatniej Polagry. Mieszkają w Uhrusku i są oczkiem w głowie naukowców z katedry Hodowli Bydła Akademii Rolniczej. Jeśli taka krowa "wyląduje” w oborze rolnika, będzie miał z niej podwójną korzyść. Oprócz mleka może liczyć na 250 euro unijnej dotacji rocznie

Mosia została czempionem poznańskiej XIX Krajowej Wystawy Polagra Farm. Jej trzy koleżanki z Poznania przywiozły złoto. To ukoronowanie pracy lubelskich naukowców i zielone światło dla tej rasy. Uhruskie stado krów białogrzbietych dziś liczy ok. 40 sztuk. A lubelscy naukowcy robią co mogą, by było ich jeszcze więcej.
- Do 2020 r. chcielibyśmy, aby pogłowie tych krów liczyło co najmniej 500 sztuk - mówi prof. Zygmunt Litwińczuk, kierownik Katedry Hodowli bydła AR.
Dlaczego? - Bo to rodzima polska rasa - tłumaczy prof. Litwińczuk. - Posiada geny, które u bydła już dawno wyginęły. Prawdopodobnie odpowiedzialne za niebywałą odporność tych zwierząt.

Choroba wściekłych krów też im nie grozi

Właśnie z tego powodu genami krów białogrzbietych interesują się naukowcy z całej Europy. Do Akademii Rolniczej już płyną propozycje wspólnych projektów badawczych z Włoch czy z Francji. Niewykluczone, że za kilka lat geny odporności Mosi i jej koleżanek z obory pojawią się u krów całego świata.
A niewiele brakowało, żeby o krowach o białym grzbiecie zupełnie zapomniano. Podzieliłyby los ponad dwóch setek ras bydła, które jeszcze na początku XX w. chodziły po łąkach naszego kontynentu, a dziś są uznane za wymarłe. W kolejce czekają kolejne dwie setki. Prawdopodobnie za 20 lat ich też nie będzie.
- Taki jest kierunek rozwoju współczesnego rolnictwa. Jak największa wydajność w jak najkrótszym czasie - mówią ze smutkiem naukowcy. - Nic dziwnego, że mało zróżnicowane genetycznie zwierzęta zaczynają chorować....
Na krowach białogrzbietych też już postawiono krzyżyk. Przed wojną "panowały” na Polesiu, w rejonie nadbużańskim. Na terenie powiatu Brześć nie było rolnika, który nie mógłby pochwalić się taką krową w swojej oborze. Później zaczęły znikać. W latach 70. rasa ta została uznana za wymarłą. O tym, że dziś znów możemy pić ich mleko, zdecydował przypadek.

Zdecydował przypadek

- Pięć lat temu na Polesiu zauważyłem na łące kilka krów. Wyglądem przypominały te z podręcznika z lat 50. - wspomina prof. Litwińczuk.
Po powrocie do Lublina profesor zorganizował "wyprawę badawczą”. Doktoranci i studenci Akademii Rolniczej, wyposażeni w przedrukowane ze starego podręcznika zdjęcia, wyruszyli na Polesie w poszukiwaniu krów. Objechali kilkadziesiąt miejscowości, rozmawiali z sołtysami wsi, zaglądali do obór rolników. Wyniki tego "śledztwa były imponujące. Studenci zlokalizowali ok. 70 sztuk krów białogrzbietych.
- Opracowałem program, który w 2002 roku został wstępnie przyjęty przez ministra rolnictwa - mówi Litwińczuk. - Wtedy zaczęliśmy działać.
Naukowcy kupili od rolników kilkadziesiąt krów. Zamieszkały w Zakładzie Doświadczalnym AR w Uhrusku na Polesiu, przeszły badania genetyczne, a dziś... jeżdżą na wystawy i przywożą medale.
- Prace nad przywróceniem rasy czasem zajmują nawet kilkadziesiąt lat. Nam się udało w pięć - cieszy się kierownik katedry. - Mieliśmy dobrą koncepcję. I łut szczęścia.

Krowy lubią towarzystwo

"Przy stole” nie grymaszą, nie chorują - to główne cechy tych (pochodzących od tura?) krów. Unia to doceniła. Rolnik, który w swojej oborze ma taką krowę (wpisaną do ksiąg hodowlanych) dostanie rocznie 250 euro dotacji. To jednak nie jest takie proste. Na razie ich kupić nie można.
- Ale oddajemy rolnikom z Polesia w dzierżawę - mówi Litwińczuk. - Muszą oddać nam jedno cielę. Reszta należy do nich.
Chętnych jest wielu, krów mało. U rolników znalazło się już osiem krówek. W kolejce czekają następne, ale nie są dla każdego.
- Duże pastwisko, sucha, czysta, dobrze oświetlona obora i minimum pięć innych krów w oborze - profesor jednym tchem wylicza warunki, jakie trzeba spełnić, aby stać się szczęśliwym posiadaczem takiej krówki. - To towarzyskie zwierzęta - dodaje.

Laury dla drobiu

Ale nie tylko krowy wróciły z Polagry obwieszone medalami. Na najwyższym podium stanęło także dziewięć owczych maciorek, dwie kozy saaneńskie i kury zielononóżki. Ale zanim zaprezentują się na wystawowym wybiegu...
- Myje się, czesze... Stosuje różne zabiegi pielęgnacyjne. To cała sztuka -  mówi dziekan Wydziału Biologii i Hodowli Zwierząt AR, prof. Tomasz Gruszecki. - Przygotowanie dużego zwierzęcia to co najmniej osiem godzin ciężkiej pracy jednego człowieka.
Kurkom myje się nóżki, pastuje paznokcie, krowy uczy chodzić po wystawowym ringu...Warto? - Oczywiście. To znakomita okazja, żeby wypromować te rasy - mówi prof. Gruszecki. - I wyrazy uznania dla naszych pracowników za wieloletnią, ciężką pracę.

Kury kryzysowe

Tak o zielononóżkach mówią naukowcy z katedry Biologicznych Podstaw Produkcji Zwierzęcej od lat zaangażowani w ich hodowlę.
– To stara polska rasa, a to się dziś liczy. Proces globalizacji dotyczy też drobiu i trzeba się przed tym bronić – dr inż. Andrzej Witkowski w ten sposób tłumaczy, dlaczego postawili właśnie na kury o zielonych nogach.
Nie choruje, nie znosi zamknięcia w kurniku, lubi sypiać na drzewach i w intymnych warunkach składać jaja. Ale ma też „wady”, wynikające z charakteru „kurzego włóczęgi”. – Chodzi i dziobie w promieniu kilkuset metrów. Często więc żywi się u sąsiada i zdarza jej się też tam złożyć jajo. I rozgrzebuje grządki, co nie każdemu się może podobać – dodaje dr Witkowski.
W ten sposób kura o zielonych nogach zdobywa ponad 50 proc. pożywienia. Stąd przydomek „kryzysowa”. A koguty są wyjątkowo bojowe. – Na podwórku z powodzeniem zastępują psa – śmieje się Witkowski.
Jednym słowem idealne dla producentów ekologicznej żywności i gospodarstw agroturystycznych. W smaku przypominają bażanta...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!