wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Ksiadz też człowiek

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 czerwca 2004, 15:14

Przyjeżdżają tu z całej Polski. Głównie po to, żeby dokończyć walkę z nałogiem i nabrać sił przed powrotem. Pomagają im w tym modlitwy, klimat i świeccy specjaliści, którzy współpracują z ośrodkiem.


d
Maria Chruścielewska co jakiś czas odwiedza Nałęczów. Żeby zobaczyć, co się zmieniło. Jest historykiem sztuki po KUL i interesują ją głównie domy.
– Właśnie się zastanawiałam, do kogo należy ten dom. Najpierw
myślałam, że to jacyś nowobogaccy się wprowadzili.
Bo widziałam, jak dwóch ludzi podniosło papierek i, zamiast powędrować z nim do kosza, to wyrzucili go na sąsiednie podwórko – opowiada historyczka. – Ale pan mówi, że to dom dla księży z problemami alkoholowymi?... Cóż, nie dziwi mnie to.
Ludzi, którzy mieszkają w najbliższym sąsiedztwie Domu Rekolekcyjnego „Przemiana i Trwanie”, również to nie dziwi. Ale to chyba kwestia przyzwyczajenia.
Coś w tym jest
Dom Rekolekcyjny to niewielki dworek w centrum Nałęczowa. Zadbany, otoczony zielonymi skwerami. I solidnym ogrodzeniem.
• Co się tutaj dzieje? – pytamy księdza spacerującego po alejkach.
– Księża tu sobie przyjeżdżają. Ja tutaj mam rekolekcje... – odpowiada i pomału wycofuje się w stronę drzwi.
• A ksiądz słyszał, co ludzie mówią o pensjonariuszach tego domu?
– Taaa... Coś w tym jest. Księża przyjeżdżają tu na kilka, kilkanaście dni. Po spokój i odpoczynek. Ale ja nie przyjechałem tu z tym – podkreśla ksiądz z naciskiem – problemem. Jacyś specjaliści też tutaj się pojawiają. A to ktoś z Lublina, a to z Warszawy. Ale ja tu krótko jestem. Niewiele wiem. A nie ma księdza, który tym wszystkim zawiaduje – dodaje i kończy rozmowę.
Ale są inni, którzy wiedzą całkiem dużo o tym, co się dzieje w tym domu. – Byłem tam kiedyś – mówi nam ksiądz Marek. Od razu zaznacza, że nie powie wszystkiego, co wie. Ucina też pytania dotyczące powodów jego pobytu. – Byłem, i już. To miejsce, w którym księża przechodzą raczej rehabilitację po leczeniu. Kiedyś było tam więcej duchownych. Od pewnego dnia przyjeżdża ich trochę mniej.
Mniej to, jak się okazuje, kilka osób. Przyjeżdżają do Nałęczowa z całego kraju i
w spokoju dochodzą do siebie.
W środku nie ma, oczywiście, żadnego alkoholu. Większość spraw jest załatwianych i rozwiązywanych za murami czerwonego dworku.
– Wszystko we własnym zakresie – wspomina ksiądz Marek. – Z tego, co wiem, to czasami zaglądała też gosposia.
• W jakich warunkach księża „przechodzą rehabilitację”?
– Jeżeli pyta pan o pokoje i wyobraża pan sobie, że wyglądają jak w izbie wytrzezwień, to się pan myli. Żadnych gołych ścian czy łóżek z pasami. To normalne pokoje: łóżko, szafka, itd. Tu chodzi po prostu o spokój i odizolowanie się od świata zewnętrznego. I modlitwę – podkreśla ks. Marek. – Powiem tylko, że niektóre metody walki z nałogiem nie do końca były chyba zgodne ze sztuką leczenia uzależnienia.
W najbliższym sąsiedztwie Domu Rekolekcyjnego jest kilka posesji. Zadbane, ogrodzone, z dala od zgiełku dzisiejszych czasów.
– To bardzo miła okolica – podkreśla pani Agnieszka. – I księża tego nie zmieniają. Przecież nie rozrabiają, ani nie hałasują. Jedyne, co słychać z tego domu, to
pieśni religijne i modły.
Często też pracują w ogrodzie.
Nic dziwnego. Prawie każdy specjalista od uzależnień potwierdzi, że to doskonała pomoc w walce z nałogiem.
– Ja tu już długo mieszkam i, szczerze mówiąc, nie bardzo pamiętam, kiedy księża się pojawili. Znałam jeszcze poprzednią właścicielkę tego domu. A czy mnie dziwiło, że to tacy księża z problemami? Ksiądz też człowiek i może mieć problemy. Ja jestem w stanie zrozumieć słabostki. Owszem, sporo ich tutaj przyjeżdża, ale w końcu gdzie mają przyjeżdżać?
No właśnie.
Zaglądamy do pobliskiego sklepiku.
– U mnie zakupów nie robią – mówi Wiktor Flis, właściciel sklepu. – Po piwo też nie przychodzą – dodaje po chwili namysłu.
• A ktoś się nimi interesuje, pyta o nich?
– A pewnie, że tak! Przecież tu sporo kuracjuszy przyjeżdża. Siedzą w tych pensjonatach i prędzej czy później dowiadują się o tych księżach. I wtedy zaczynają wypytywać o szczegóły. A kto, a ilu, a czy wszyscy pili... Jedni się śmieją, inni oburzają.
A jeszcze inni są zaszokowani.
– Ja tam nie jestem jakimś fanatykiem religijnym, Radia Maryja nie słucham. Ale jak mi powiedzieli o tych księżach, to zdębiałem – mówi Tomasz, trzydziestolatek z Lublina. W Nałęczowie ma rodzinę, więc czasami zagląda do miasta. I dowiaduje się różnych ciekawostek z życia Nałęczowa. – Polska to bardzo katolicki kraj. Księża mają tu bardzo wysoką pozycję. I byłem zdziwiony... No, niby każdy może mieć problem z alkoholem. Ale żeby specjalny dom?! A podobno to całkiem sporo księży się przewinęło przez ten ośrodek.
Chodzą po „cywilnemu”
Próbowaliśmy się skontaktować z księdzem Stanisławem Korżą, twórcą ośrodka. Mimo kilku rozmów telefonicznych i próśb o spotkanie, cały czas słyszeliśmy tylko, że: później, za parę dni, za parę tygodni... I w ogóle, że są na świecie większe problemy...
– Przyjezdni się czepiają i tyle. A u księży cisza i spokój. I posprzątane zawsze mają – podkreśla Ewa Smykla, pracownica nałęczowskiej szkoły. – A ksiądz też człowiek i może mieć chwile słabości.
– Ja ich często widuje wieczorem – opowiada Wiktor Flis. – Chodzą na spacery z psami. Bo tam całą psiarnię mają. Ale chodzą w „cywilnych” ubraniach.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!