sobota, 3 grudnia 2016 r.

Magazyn

Kto podkłada świnie?

Dodano: 24 lipca 2003, 18:00

Duże korporacje rozłożą na łopatki naszych rolników. Dlatego Akademia Rolnicza w Lublinie chce przy
Duże korporacje rozłożą na łopatki naszych rolników. Dlatego Akademia Rolnicza w Lublinie chce przy

Osiem tysięcy kaset wideo zatytułowanych "Świnia trojańska”, krąży po polskich wsiach. Dokument przekazany przez Instytut Ochrony Zwierząt USA przedstawia przemysłowy tucz trzody chlewnej w "systemie lagun”. Ubocznym efektem tej działalności jest degradacja przyrody oraz lawinowy wzrost depresji, chorób oczu i układu oddechowego okolicznej ludności.

Kiedy przyroda jest zatruta przez gigantyczne tuczarnie i ubojnie, a mieszkańcy regionu masowo protestują lub wyjeżdżają w inne strony - korporacja produkująca wieprzowinę przenosi się do innego kraju. Po USA, Kanadzie i Brazylii szykuje się do ekspansji na Polskę. Jednak na polskich rolnikach nie zrobiła wielkiego wrażenia opowieść jakby przeniesiona z serialu "Archiwum X”.
- "System lagun” jest zabójczy dla środowiska naturalnego - przekonuje Tom Garrett z amerykańskiego Instytutu Ochrony Zwierząt. - Dla lokalnej gospodarki również. Zyskuje na nim jedynie zachłanna korporacja. Drobni farmerzy nie mają szans, aby z nią konkurować, więc ich gospodarstwa upadają. W ślad za nimi upadają lokalne banki, firmy, szkoły. I dlatego chcieliśmy polskich rolników

ostrzec przed klęską.

Na zaproszenie Polskiej Inicjatywy Agro-Środowiska tydzień temu przybył do Polski Robert Francis Kenndy jr., pełnomocnik Rady Ochrony Zasobów Naturalnych USA. Na spotkaniu z naukowcami lubelskiej Akademii Rolniczej i przedstawicielami władz województwa opisywał, jak działalność wielkich korporacji doprowadza do upadku małe i średnie gospodarstwa rolne.
W 1982 r. w stanie Karolina Płn. rozpoczęta została wielkoprzemysłowa hodowla trzody chlewnej w systemie lagun. Gigantyczne chlewnie i ubojnie nie mogłyby jednak rozpocząć swojej działalności, gdyby farmerzy z okolicy zaczęli protestować przeciwko ich budowie. Realizację projektu rozpoczęto więc od promocji nowego pomysłu i zmiany regulacji prawnych. Jeden z senatorów zaangażował się w to przedsięwzięcie i doprowadził do powstania 24 nowych aktów prawnych. Unicestwiły one szanse farmerów na powodzenie walki z korporacją.
Dzięki temu firma Smithfield Foods opanowała 85 proc. produkcji wieprzowiny, a po 15 latach jej działalności w stanie Karolina Płn. 27,5 tys. farm zastąpionych zostało 2 200 gigantycznymi chlewniami hodującymi od 50 tys. do nawet 850 tys. tuczników.

Ścieki

powstające w największych chlewniach można porównać z objętością ścieków miast wielkości Nowego Jorku. Jednak odchody świń są trudniejsze w utylizacji niż odchody ludzkie. Poza tym jest ich tak dużo, że nie można wykorzystać ich jako nawozu. Są też skoncentrowane tak bardzo, że gdy kiedyś przedostały się do rzeki, wytruły aż miliard ryb. Buldożery kopały gigantyczne doły, aby zebrać martwe zwierzęta z plaż Atlantyku.
Ścieki to nie jedyny problem. Na co dzień wydobywający się z gnojowicy azot zatruwał powietrze. W efekcie nasycenie roślin azotem było tak wielkie, że krowy pasące się na okolicznych pastwiskach zdychały zatrute.
Przedostający się do wód gruntowych azot, a także siarkowodór i aminokwasy doprowadziły do rozwoju bardzo niebezpiecznych mikroorganizmów wodnych. Powodują one nie gojące się rany u ryb i łowiących je rybaków. Spożywanie takich ryb wywołuje zmiany w ludzkim mózgu. Zatrucie wody, powietrza i ziemi w okolicach świńskich lagun przynosiło także inne dolegliwości fizyczne i psychiczne.

Najgorszy jest smród

- Kiedy nad takim terenem leci się samolotem, obrzydliwy odór czuje się nawet na wysokości 1000 metrów - opowiada prof. Kennedy. - Kilka kilometrów od farmy nie można napić się soku, ponieważ ma się wrażenie, że on również śmierdzi gnojówką. Fetorem przechodzi wszystko: ściany budynków, meble, ubrania.
Po kilku latach zostaje już tylko smród. W rolniczych stanach Ameryki upadek tysięcy farm pociąga za sobą upadek obsługujących je banków i innych przedsiębiorstw produkujących na ich potrzeby. Upada gastronomia, turystyka, spadają ceny nieruchomości. Ludzie wyprowadzają się, zamykane były więc szkoły, kościoły, instytucje kulturalne. A kiedy zostawał już tylko smród, megafermy przenosiły się do kolejnego stanu, a później do Kanady i do Brazylii.
Gdzie pojawią się teraz? Gdziekolwiek się pojawią - oznacza to tę samą degradację środowiska naturalnego i upadek drobnej przedsiębiorczości. I, jak przestrzegają Amerykanie, nie oznacza to

żadnej korzyści dla konsumentów.

W Karolinie Półn. ceny skupu mięsa spadły z 1,2 dolara do zaledwie 16 centów. Farmerów produkcja w tym czasie kosztowała 30 centów. Bankrutowali więc, ale spadek cen nie przekładał się na jakikolwiek zysk konsumentów. Ceny detaliczne dyktowała bowiem korporacja, do której należały również ubojnie i zakłady mięsne.
Trudno też mówić o walorach smakowych tak powstającej wieprzowiny. Szanujące się amerykańskie restauracje nie chcą z niej korzystać. Tymczasem Amerykanie przestrzegają, że "świńskie korporacje” już

szykują się do inwazji na Polskę.

Jednak, tak jak i w USA, zanim powstaną chlewnie i ubojnie - najpierw prowadzony jest lobbing wśród naukowców i polityków.
- Działalność korporacji uderza nie tylko w środowisko naturalne - przestrzega prof. Kennedy. - Ona godzi w fundamenty demokracji, której podstawą są wolność i równość, a są one odbierane pozbawianym źródeł utrzymania farmerom. Wielkoprzemysłowa hodowla świń daje żywność złej jakości i nie prowadzi do obniżki jej cen. Prowadzi do bogactwa grupkę ludzi, a całe rzesze innych stają się zbędnymi "odpadami społecznymi”.

Smithfield Foods w Polsce

W kwietniu 1999 amerykańska firma Smithfield Foods Inc. przejęła większościowy pakiet akcji istniejącej w Polsce od pół wieku firmy Animex SA, stając się tym samym inwestorem strategicznym spółki. 25 lutego 2002 r. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Animexu podjęło uchwałę o wycofaniu firmy z giełdy.
- Nigdy nie byłem w Ameryce, nie mogę więc komentować opowieści pana Kennedy'go - mówi Piotr Błoński, dyrektor gospodarstw Animex Wielkopolska. - Nasze gospodarstwo nie jest żadnym zagrożeniem dla środowiska naturalnego. Hodujemy świnie tradycyjnie, na ściółce. Powstający w ten sposób obornik wykorzystywany jest do nawożenia pól. Nie ma u nas problemów z gnojowicą.

Opinie o systemie \"lagun”

Zdzisław Targoński - rektor Akademii Rolniczej
- Tak intensywna hodowla świń byłaby zagrożeniem dla naszego regionu. Mamy jednak nadzieję, że nasze rolnictwo nie pójdzie w takim kierunku. Nasza uczelnia skierowała już do instytucji Unii Europejskiej projekt rozwoju rolnictwa ekologicznego na Lubelszczyźnie. Jego realizacja dawałaby nie tylko zdrową żywność, ale wiązałaby się również z ochroną zasobów naturalnych oraz miejsc pracy na wsi.


Teresa Królikowska - wicemarszałek woj. lubelskiego
- Mocną stroną naszego regionu jest czyste środowisko naturalne i musimy go bronić. Musimy dbać o rozwój, ale musi to być rozwój zrównoważony. Nie można dopuścić do degradacji obszarów wiejskich, które są naszym największym bogactwem.


Barbara Sikora - wicewojewoda lubelski
- Nie wiem, jaka jest skala tego zjawiska, ale jestem przekonana, że mieszkańcy wsi nie są w stanie sami konkurować z wielkoprzemysłowym tuczem świń. Obawiamy się inwazji korporacji, ale skuteczną dla nich barierę prawną muszą stworzyć ekolodzy i politycy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO