czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Kto ratuje i kto kogo zastępuje przed szpitalem

Dodano: 4 sierpnia 2011, 16:54

Mężczyzna zasłabł w poniedziałek przy wejściu do SPSK nr 1 (Maciej Kaczanowski)
Mężczyzna zasłabł w poniedziałek przy wejściu do SPSK nr 1 (Maciej Kaczanowski)

To mobilny zespół reagowania w nagłych przypadkach udziela pomocy medycznej przed budynkiem szpitala – mówi dr Czarosław Kijonka, ordynator SOR w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 5 w Sosnowcu.

– Jeśli taki nie został powołany w szpitalu, a lekarze nie są w trakcie akcji ratującej życie, powinni opuścić szpital i pomóc pacjentowi, znajdującemu się w zasięgu ich wzroku przed budynkiem szpitalnym.

Prokuratura sprawdza, czy w przypadku mężczyzny, który stracił przytomność przed szpitalem przy ul. Staszica w Lublinie, doszło do nieudzielania pomocy.

Lekarz nie może wyjść

W poniedziałek pacjent zasłabł przy wejściu do SPSK nr 1. Zabrało go stamtąd pogotowie ratunkowe. Karetkę wezwali przechodnie. W międzyczasie świadkowie, w tym również reporterka Dziennika Wschodniego, prosili o pomoc pracowników szpitala, którzy obserwowali zajście z okien i wejścia. Nikt z personelu szpitalnego nie udzielił pomocy do przyjazdu karetki.

Dr Agnieszka Mikuła–Mazurkiewicz, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego SPSK 1, w odpowiedzi na nasz artykuł stwierdziła, że obowiązek udzielenia pomocy nieprzytomnemu mężczyźnie miała nasza dziennikarka.

Podkreśliła, że lekarz nie ma prawa opuścić swojego stanowiska pracy, którym jest szpital. Znacząco zapytała też, czy dziennikarka powinna być pociągnięta do odpowiedzialności karnej w ramach nieudzielania pierwszej pomocy.

Przede wszystkim lekarka powoływała się jednak na przepis, zabraniający opuszczenia miejsca pracy.

Mobilny zespół

– To, czy lekarz pomoże osobie w stanie zagrożenia zdrowia w niewielkiej odległości od szpitala, zależy od decyzji lekarza, ale też wewnętrznych ustaleń placówki – wyjaśnia mówi dr Czarosław Kijonka, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego szpitala w Sosnowcu.

– W naszym szpitalu stworzyliśmy zespół reagowania w stanach nagłych. W jego skład wchodzi lekarz i ratownik medyczny lub ratownik wraz z pielęgniarką. Na co dzień to pracownicy SOR-u.

W razie potrzeby, jeśli zespół szybkiego reagowania pomaga pacjentowi, który na przykład zasłabł na szpitalnym korytarzu, na szpitalnym dziedzińcu, czy w pobliżu szpitala, na SOR-ze wyznaczone są osoby, które zastąpią mobilny zespół w pracy wewnątrz oddziału.

Powiadamiamy ich o tym telefonując na wyznaczony w tym celu numer. Zespół nagłego reagowania udziela pacjentowi pomocy do momentu przyjazdu karetki pogotowia.

W zasięgu wzroku

Okazuje się, że takie sytuacje w szpitalu w Sosnowcu to powszechne zjawisko.

– Przytrafiają się osobom odwiedzającym chorych, pacjentom poradni specjalistycznych, ale też osobom z zewnątrz, które akurat przechodzą obok szpitala – mówi dr Kijonka i dodaje, że w sąsiedztwie kilku metrów od szpitala w Sosnowcu znajduje się przystanek autobusowy, miejsce najczęstszych interwencji mobilnego zespołu reagowania w nagłych przypadkach. – Reagujemy w miejscach, które są w zasięgu naszego wzroku.

Ordynator SOR szpitala w Sosnowcu zaznacza też, że nie wszystkie placówki medyczne mają warunki do tego, by utworzyć mobilny zespół reagowania.

– Nie każdy szpital ma SOR, a jeśli ma: nie zawsze istnieje możliwość zatrudnienia tam kilku lekarzy, tak by przynajmniej jeden z nich mógł opuścić szpital, by pomóc choremu na ulicy. Jeśli jednak osoba w pobliżu szpitala potrzebuje pomocy, a lekarze nie ratują w tym momencie życia i nie prowadzą operacji, powinni opuścić stanowisko pracy i pomóc.

Obszar działania

Wiadomo, że mobilny zespół reagowania w stanach nagłych powołano między innymi w lubelskim szpitalu MSWiA przy ul. Grenadierów.

– Nie mamy SOR-u, ale mamy izbę przyjęć – mówi Jarosław Buczek, rzecznik prasowy.

W SPSK nr 4 przy ul. Jaczewskiego w Lublinie wewnętrzne procedury szpitala również określają zasady działania w podobnych sytuacjach.

– Obszar należący do szpitala wokół polikliniki jest spory. Dlatego wyznaczyliśmy kilku lekarzy SOR, by w razie potrzeby mogli opuścić oddział i pomóc osobie w stanie zagrożenia życia i zdrowia w pobliżu placówki. Powołano też osoby, które je wówczas zastąpią – wyjaśnia Marta Podgórska, rzeczniczka prasowa szpitala przy ul. Jaczewskiego. – Nie wyznaczaliśmy miejsca, do którego obowiązuje nas pomoc poza szpitalem.

– Gdyby taka sytuacja miała miejsce w pobliżu naszego szpitala, postąpiłbym zgodnie z procedurami obowiązującymi wewnątrz placówki – mówi anonimowo jeden z lekarzy SOR szpitala przy ul. Jaczewskiego w Lublinie.

Do chwili zamknięcia gazety nie uzyskaliśmy odpowiedzi od dyrekcji szpitala przy ul. Staszica, czy podobne zasady obowiązują w SPSK nr 1 i czy istniejący ewentualnie mobilny zespół reagowania w stanach nagłych poinformowany był o tym, co zaszło przed szpitalem.

Nikt nie podszedł

W liście, który dr Agnieszka Mikuła–Mazurkiewicz przysłała w odpowiedzi na nasz artykuł, czytamy: "Na miejscu tuż po incydencie i wezwaniu karetki pogotowia ratunkowego przez świadków zdarzenia kontynuowanie udzielania pomocy było przeprowadzane przez dwie pielęgniarki anestezjologiczne, które oceniły stan pacjenta, udrożniły drogi oddechowe, ułożyły w pozycji bezpiecznej. Następnie jedna pozostała przy chorym, zaś druga pobiegła do izby przyjęć po lekarza dyżurnego, który przybył na miejsce po zabezpieczeniu swoich pacjentów”.

– Równolegle z nadjeżdżającą karetką pogotowia do chorego zbliżyła się kobieta w stroju cywilnym, z torebką na ramieniu. Próbowała udrożnić drogi oddechowe. Nie wiem, czy była pielęgniarką i czy była pracownikiem SPSK 1 – mówi jeden ze świadków zdarzenia.

– Do chwili przyjazdu karetki pogotowia do pacjenta nie podszedł nikt z personelu szpitala – kwituje kobieta, która była na miejscu zdarzenia od momentu, kiedy mężczyzna zasłabł, do przyjazdu pogotowia.
Czytaj więcej o:
monia
mirek
Lizuś
(12) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

monia
monia (7 sierpnia 2011 o 23:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='mirek' timestamp='1312743206' post='511886']
czegoś tu nie rozumiem - to wkońcu zasłabł czy był pijany pani dziennikarz twierdzi że zasłabł to czemu trafił na toxykologie która w lublinie zastepuje izbę wytrzeźwień bo miasto woli te koszty przenieść na biedne szpitale.czyli jak 80procent pacjentów pogotowia i sorów to pijani lub margines społeczny.może to jest temat dla gazet bo nie moge zrozumieć czemu moje pieniądze są tak marnotrawione a potem zus wylicza mi emeryture całe 650 zł po narazie 23 l pracy kupa szmalu toż bułek nakupie se na mesiąc.
pozdrawiam panią redaktor i wszystkich płatników zusu - na takich zasłabniętych. Polska to bardzo bogaty kraj nie sądze żeby jakieś państwo w europie a nawet na świecie bylo stać na taki humanitaryzm. w usa jest 30 milionów nieubezpieczonych i za taką pomoc muszą zapłacić lub zostanie to z nich ściągnietę a wydaje mi się że mają trochę więcej pieniążków niż nasz krajpomimo ich kryzysu. no cóz płaćmy dalej a potem starczy nam na emeryturach na chleb z wodą - zimną dla otrzeźwienia.
[/quote]
Rozwiń
mirek
mirek (7 sierpnia 2011 o 20:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
czegoś tu nie rozumiem - to wkońcu zasłabł czy był pijany pani dziennikarz twierdzi że zasłabł to czemu trafił na toxykologie która w lublinie zastepuje izbę wytrzeźwień bo miasto woli te koszty przenieść na biedne szpitale.czyli jak 80procent pacjentów pogotowia i sorów to pijani lub margines społeczny.może to jest temat dla gazet bo nie moge zrozumieć czemu moje pieniądze są tak marnotrawione a potem zus wylicza mi emeryture całe 650 zł po narazie 23 l pracy kupa szmalu toż bułek nakupie se na mesiąc.
pozdrawiam panią redaktor i wszystkich płatników zusu - na takich zasłabniętych. Polska to bardzo bogaty kraj nie sądze żeby jakieś państwo w europie a nawet na świecie bylo stać na taki humanitaryzm. w usa jest 30 milionów nieubezpieczonych i za taką pomoc muszą zapłacić lub zostanie to z nich ściągnietę a wydaje mi się że mają trochę więcej pieniążków niż nasz krajpomimo ich kryzysu. no cóz płaćmy dalej a potem starczy nam na emeryturach na chleb z wodą - zimną dla otrzeźwienia.
Rozwiń
Lizuś
Lizuś (7 sierpnia 2011 o 20:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Taka sama sytuacja była kolo Szpitala Wojskowego jak bus wjechał w babę w osobówce która wyjeżdżała ze szpitala. Żaden generał sie nie ruszył i nie udzielił pomocy zanim nie przyjechały 3 karetki. Gratulacje grunt to ciepła posadka...
Rozwiń
abc
abc (7 sierpnia 2011 o 20:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
@Kaśka

[quote name='Kaśka' timestamp='1312737985' post='511858']
no to czemu nikt z przechodniów nie udzielał pierwszej pomocy , czemu pani redaktor tego nie robiła?!
... ja na każdym etapie edukacji czy nawet na kursie na prawo jazdy miałem szkolenie ...
[/quote]
bo tuż obok był szpital, a w szpitalu jak wiadomo powinna być też fachowa
i przeszkolona pomoc, która żyje z pomagania ludziom i robi to na co dzień.
Rozwiń
poinformowany
poinformowany (7 sierpnia 2011 o 19:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
SPSK 1 w związku z licznymi nieprawidłowościami (brak sprzętu wykazywanego, używanie narzędzi, które powinny zostać wymienione na nowe itd.) czeka niedługo kontrola.Opiszcie, co z niej wynikło.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (12)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!