sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Kto się boi kryzysu

Dodano: 22 stycznia 2009, 21:37

W minionym roku na Lubelszczyźnie zwolnienia grupowe dotknęły ponad
2 tysiące osób. Drugie tyle firmy zgłosiły do zwolnień. Czy to już kryzys daje nam się we znaki? A może kryzys to tylko pretekst, żeby pozbyć się niechcianych pracowników?

Na koniec grudnia 2008 r. w województwie lubelskim w powiatowych urzędach pracy zarejestrowanych było 101 561 osób bezrobotnych. W porównaniu z poprzednim miesiącem liczba ta wzrosła o 4958 osób, tj. o 5,1 proc.

Tyle oficjalne statystyki. - Te liczby o niczym nie mówią. Chodzi przecież o prawdziwych ludzi. Ich rodziny. I o to, dlaczego tak naprawdę trafili na bruk - zaznacza Tomasz Korbul.

Budowlaniec, lat 46. Od miesiąca bezrobotny. W grudniu szef nie przedłużył z nim umowy. Powód? - Kryzys - rozkłada ręce Korbul. - Powód najlepszy z możliwych. No cóż, z "kryzysem” się nie dyskutuje. Trzeba go jakoś przetrwać.

Kryzysowa fabryka

Fabryka Łożysk Tocznych w Kraśniku. Pod koniec 2008 roku pracę straciło 340 osób z ponad 2,5-tysięcznej załogi. Byli to przede wszystkim pracownicy zatrudnieni na umowy czasowe i ci, którzy mogli przejść już na świadczenia przedemerytalne. Był wśród nich Piotr Paździora z Rzeczycy Ziemiańskiej. Wcześniej 9 lat pracował legalnie we Włoszech. Wrócił do Polski, bo dostał pracę w FŁT. Długo się nie napracował. Po pół roku został zwolniony. - Nie wiem, co robić - mówi bezradnie. - Na razie jestem zarejestrowany jako bezrobotny i szukam pracy w Polsce. Jednak cały czas zastanawiam się, czy nie wyjechać. Powstrzymuje mnie to, że w Europie Zachodniej kryzys dopiero daje się ludziom we znaki.

Zwolnień na razie nie będzie

Zwolnienia w kraśnickiej fabryce przedstawiane są jako sztandarowy przykład skutków kryzysu. Tyle, że spadek zamówień spółka notowała już od ponad 1,5 roku.

- Zwolnienia w FŁT nie mają wiele wspólnego ze światowym kryzysem z 2008 roku - uważa Lucjan Tomczuk, p.o. dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie. - Od dłuższego czasu mieliśmy sygnały, że spółka będzie przeprowadzała zwolnienia grupowe. Po to, żeby dostosować poziom zatrudnienia do realnych możliwości sprzedaży. To proces restrukturyzacji, którego finał przypadł po prostu na moment, gdy o kryzysie zaczęło być u nas głośno.

W FŁT zwolnień na razie nie będzie. - Wprowadzamy inne formy oszczędności - zapewnia Włodzimierz Drozd, prezes FŁT w Kraśniku. - Planujemy skracać czas pracy, wprowadzać celowe przestoje w produkcji i większą ilość dni wolnych. Pewną stałą liczbę pracowników musimy mieć, bez względu na to, czy mamy odpowiednią liczbę zamówień czy nie.

Gorzka likwidacja

Cukrownia "Lublin”. We wrześniu 2008 r. z pracy odeszły 243 osoby, a cukrownia zaczęła być po kawałku rozbierana. Powód? Konieczność dostosowania produkcji cukru do limitów narzuconych przez UE. Krajowa Spółka Cukrowa zdecydowała, że odbędzie się to właśnie kosztem lubelskiego zakładu. Utraty pracy nie osłodziły ludziom nawet wysokie odprawy.

- Mam dziś kontakt z kilkudziesięcioma osobami, które odeszły z zakładu - mówi Mirosław Cegłowski, dyrektor Cukrowni "Lublin”. - Jeszcze rzutem na taśmę znalazły nowe posady. A dziś znacznie trudniej o pracę. Kryzys po prostu.

I tak by zwalniali

Wśród rekordzistów grupowych zwolnień minionego roku znalazł się także zakład przetwórstwa owoców Fructo-Maj w Milejowie, który zwolnił 176 pracowników, spośród 223 przewidzianych do zwolnienia. W spółce Komas w Janowie Lubelskim (wytwarzającej artykuły metalowe) pracę straciło 150 osób. W Janowie Lubelskim Caterpillar Poland (producent części do maszyn budowlanych) zgłosił do zwolnienia 104 osoby. Zakłady Mięsne w Końskowoli zgłosiły zwolnienie 220 osób, z czego zwolniły już 194.

- Kryzys? Obalam tę tezę - mówi dyrektor Tomczuk. - Właściwie wszystkie te firmy miały problemy od dłuższego czasu. To kwestia m.in. branż, w jakich działają. Redukcje zatrudnienia były tylko kwestią czasu. I koniecznością, by dostosować się do potrzeb rynku.

Meble, okna, cement

Skąd te cięcia etatów? Fabryka Mebli Poznańscy spod Zamościa, która eksportuje większość swojej produkcji zwolniła już 14 osób, a w planach jest kolejnych 230. - Bank wypowiedział nam kredyt - tłumaczy prezes Janusz Poznański. - Rozmawiamy, negocjujemy. Co z tego wyniknie, zobaczymy. Zostaje mieć nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży.

Nadzieję straciło za to 64 pracowników PKS Wschód zwolnionych w Lublinie i Tomaszowie Lubelskim. Podobnie 48 w Indykpolu Lublin, 18 w Cemeksie Zakładzie Cementowni "Chełm”, 68 w Ferno Lubartowskiej Fabryce Okien i 28 w FS Holding. - Kryzys? W jakimś sensie tak - przyznaje Jerzy Frąckiewicz, prezes FS Holding. - Zlikwidowaliśmy Zakład Przemysłu Drzewnego w Puławach, bo produkcja przestała być opłacalna. Dzięki temu firma nie będzie przynosić strat.
Redukcje etatów systematycznie dotykają też pracowników lubelskich oddziałów banku PKO Bank Polski SA. W sumie z pracy odeszło już kilkunastu bankowców w Białej Podlaskiej, Biłgoraju i Puławach.

Odeszli najsłabsi

Obok banków to branża budowlana wskazywana jest jako ta najbardziej dotknięta kryzysem. - W grudniu zwolniliśmy 50 osób - przyznaje Henryk Polak, prezes Henpolu, jednej z największych firm budowlanych w naszym regionie, zatrudniającej ponad 800 osób. - Ale z kryzysem nie miało to nic wspólnego. Po prostu pożegnałem się z ludźmi, których najmniej potrzebowałem. Owszem, kończą się zamówienia prywatne, bo mniej się buduje, szczególnie zimą. Ale w związku z tym przerzucimy się na zamówienia publiczne. Myślę, że wiosną będę zatrudniał nowe osoby. To właśnie specyfika branży budowlanej.

O przyszłość firm budowlanych na Lubelszczyźnie spokojny jest Lucjan Tomczuk: Ruszają budowy dróg na Euro 2012, szykujemy się do budowy lotniska, trwają budowy dużych obiektów handlowych, przy których pracę ma wiele firm podwykonawczych. Na wiosnę się odbijemy. Tak jest co roku.

Oni się nie martwią

Sprawdziliśmy, jakie nastroje panują w innych firmach, które należą do największych pracodawców w regionie. - U nas zwolnień nie będzie - zapowiada Jan Mazur, rzecznik PZL Świdnik (3,7 tys. osób).

Spokojni o pracę mogą być też pracownicy Lubelskiego Węgla Bogdanka (3,5 tys. osób). - Nie planujemy redukcji. Raczej będziemy zatrudniać, gdy ruszy wydobycie w Stefanowie - mówi Tomasz Zięba, rzecznik Bogdanki.

Kryzysu nie odczuwa jeden z większych eksporterów na Lubelszczyźnie, Mostostal Puławy (1 tys. osób). - Nie mamy żadnych sygnałów o tym, żeby któryś z naszych kontraktów zagranicznych został zerwany. Wręcz przeciwnie, czekają nas negocjacje w sprawie dużych inwestycji w Szwecji i Norwegii - mówi Tadeusz Rybak, prezes Mostostalu Puławy. - Dlatego na razie nasi pracownicy nie muszą obawiać się zwolnień.

Nie redukujemy

Grupa Handlowa Emperia (11 tys. pracowników w całym kraju) także nie odczuwa skutków spowolnienia gospodarczego w postaci spadków obrotów. - W 2009 roku będziemy uruchamiać nowe obiekty dystrybucyjne i detaliczne, chcemy zwiększyć również zatrudnienie w centrali w Lublinie - zaznacza Renata Bronisz-Czyż, dyrektor personalny. - Oczywiście, będziemy obserwowali rynek, jesteśmy jednak optymistami i nie spodziewamy się redukcji zatrudnienia z powodu recesji.

Bezpiecznie mogą się czuć także pracownicy Zakładów Azotowych "Puławy”. - Zarząd nie zajmował się, ani nie zajmuje kwestiami restrukturyzacji zatrudnienia w spółce - zapewnia Grzegorz Kulik, kierownik Działu Komunikacji Korporacyjne w ZA "Puławy”. - Priorytetem jest dla nas utrzymanie miejsc pracy.

\"Trudnych” łatwiej zwolnić

Tymczasem firmy doradcze prześcigają się w zaleceniach, jak przetrwać kryzys i nie paść ofiarą zwolnień. - Informacje o redukcjach działają na wielu z nas paraliżująco - mówi Anita Chmara z firmy Berndson. - A to, co może uratować pracowników zagrożonych firm, to przejście od strachu do działania.

Oto garść dobrych rad Anity Chmary:
• Nie myśl o sobie, jako o kimś, kto z całą pewnością zostanie zwolniony, bo tak właśnie będzie.
• Nie prowokuj konfliktów, chciej raczej zrozumieć problem i go wyjaśnić.
• Spokojnie przyjmuj krytykę (choć przecież nie musisz się z nią zgadzać) i sam krytykuj tylko wtedy, gdy wiesz, że to coś zmieni.

- No i co z tego wynika? - denerwuje się bezrobotny od miesiąca Tomasz Korbul. - Że kryzys to tak naprawdę świetny instrument do zastraszenia pracowników. Niech siedzą cicho i cieszą się, że w ogóle mają jeszcze pracę.
(fp, pab)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!