wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Prokurator Lech K., Grzegorz J., sędzia Krzysztof O., który dziś pracuje w Sądzie Okręgowym w Lublinie. W stanie wojennym oskarżali, wydawali wyroki.

Dziś pracują w wymiarze sprawiedliwości. Chociaż nie wszyscy. - Prokurator, który mnie oskarżał, pracuje teraz w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie - mówi Stanisław Pietruszewski, solidarnościowiec
ze Świdnika. - Jak on może pomagać ludziom szukającym sprawiedliwości w IPN? A jego kolega, dziś sędzia Wojskowego Sądu Najwyższego.

Noc z 12 na 13 grudnia. Po północy do siedziby Zarządu Środkowowschodniego Solidarności przy ulicy Królewskiej w Lublinie wkracza ZOMO. Zaczynają się aresztowania. - Zabrali mnie stamtąd tak, jak stałem - wspomina Waldemar Jakson, który od 3 miesięcy pracował wtedy w biurze Solidarności. - Tak zaczęła się moja prawie roczna wędrówka po więzieniach: Włodawa, Załęż, Rzeszów, Kielce, Piaski.

Strzały

- O 6 rano obudził mnie łomot do drzwi, wpadło trzech panów - wspomina Teresa Teske, działaczka Solidarności. - Brali do ręki każdą książkę, przewracali stronę po stronie. Setki, tysiące książek... Kilka ze sobą zabrali. A w siatce na zakupy, która wisiała na krześle, była kartoteka ze wszystkimi represjonowanymi z regionu. Ale to im nie przyszło do głowy.
W lubelskich zakładach szybko przychodzi odpowiedź na wprowadzenie stanu wojennego. Strajki wybuchają w Agromecie, UMCS, cukrowniach "Lublin” i "Opole”. 13 grudnia w WSK Świdnik zaczyna się strajk okupacyjny. Na czele regionalnego komitetu protestacyjnego staje Norbert Wojciechowski, jedyny niearesztowany członek Zarządu Regionu Środkowowschodniego. - W nocy z 15 na 16 grudnia zaczęła się pacyfikacja zakładu - wspomina Stanisław Pietruszewski, przewodniczący strajku w WSK Świdnik.
Kilkadziesiąt czołgów rozjechało ogrodzenie i otoczyło zakład. Pracownicy w locie chwytali petardy. Ta nierówna walka trwała 2,5 godziny. Potem padły strzały; tuż nad głowami ludzi.
- O 16 zdecydowaliśmy się opuścić zakład. Żeby nie doszło do rozlewu krwi, do bratobójczej walki - dodaje Pietruszewski. - Kiedy wróciłem do domu w Lublinie, już tam na mnie czekali.

Co z nami będzie?

To dopiero początek fali prześladowań i represji, które dotknęły działaczy Solidarności po 13 grudnia. Zwolnienia z pracy, zastraszanie, szykanowanie, wreszcie wielomiesięczne aresztowania.
- Po tym, jak uczestniczyłem w strajkach, dyrektor instytutu Maciej Latalski przysłał do zakładu kadrową, żebym złożył podanie o urlop. To wtedy nie będzie musiał wyrzucać mnie z roboty - opowiada Józef Krzyżanowski.
Włodzimierz Blajerski, dziś szef stowarzyszenia "Ujawnić Prawdę” został aresztowany 22 września '83. Najpierw siedział w areszcie na Północnej, potem na Południowej, wreszcie przewieziono go do Warszawy na Rakowiecką, żeby z powrotem, tuż przed ogłoszeniem amnestii w '84, przywieźć do Lublina. - Przez kilkanaście dni przetrzymywali mnie w strasznych warunkach, urągających człowieczeństwu. W głodzie i brudzie. Siedziałem w jednej celi z agentem, który wyglądał makabrycznie. Całe ciało porysowane. Nieustannie próbował mnie zastraszyć. Raz na dzień wyprowadzali mnie z celi, żebym umył twarz zimną wodą.

Mongolia czy ZSRR?

Ci, którzy siedzieli w areszcie, niechętnie dziś do tego wracają. Z oporami mówią o upokorzeniu, strachu, bólu. I o niepewności jutra.
Waldemar Jakson chwile grozy przeżył podczas transportu do więzienia we Włodawie. - Kierowca zjechał z drogi. Nagle, siedząc między dwoma wielkimi zomowcami usłyszałem, że jedziemy do obozu w Mongolii. Poczułem, jak po czole ścieka mi strużka potu. Przed oczami stanęły mi straszne obrazy z "Archipelagu Gułag” Sołżenicyna. I pierwsza spokojna myśl: Przecież z gułagów też ludzie wychodzili. Nawet po 20 latach...
Po 13 grudnia zmienia się wszystko. Władzę w terenie obejmują komisarze wojskowi. Puste półki w sklepach, godzina milicyjna, głuche telefony. Wreszcie drastyczne podwyżki cen, które miały zmusić społeczeństwo do uległości.
To pamiętają wszyscy.

Nazwiska

Ci, którzy w tym czasie czekali w więzieniach na swój proces, pamiętają coś jeszcze. Nazwiska osób, które stały za ich aresztowaniem. Tych, którzy ich oskarżali, sądzili i wydawali wyroki. To nazwiska znane w świecie prawniczym. Prokuratorzy i sędziowie piastujący dziś wysokie stanowiska w organach wymiaru sprawiedliwości.
- Prokurator, który mnie oskarżał, dziś pracuje w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie - mówi z goryczą Stanisław Pietruszewski, który w więzieniach spędził rok i dziewięć miesięcy. - Jak on może pomagać ludziom szukającym sprawiedliwości w IPN? Podobnie zresztą jak jego koledzy, z których jeden jest dziś sędzią Wojskowego Sądu Najwyższego. W lubelskich sądach wciąż pracują ci, którzy nas wtedy sądzili.
Padają nazwiska: prokurator Lech K., Grzegorz J., sędzia Krzysztof O., który dziś pracuje w Sądzie Okręgowym w Lublinie. - Znana postać ze stanu wojennego. Występował do Sądu Najwyższego o przedłużenie mojego aresztu - potwierdza Blajerski.

Rozliczać

Nakaz aresztowania Jerzego Leziaka i Waldemara Robaka (działaczy Solidarności w lubelskim Polmozbycie) wydał znany i ceniony lubelski prokurator z Prokuratury Apelacyjnej, który w okresie stanu wojennego pracował w Prokuraturze Wojskowej. I stał za aresztowaniami działaczy lubelskiej Solidarności.
- Ja nie chcę do tego wracać, zostawiam to jego sumieniu - ucina Leziak, który w więzieniu spędził ponad pół roku i miał być sądzony w trybie doraźnym.
Są jednak tacy, którzy nie zamierzają zapomnieć. - Jako prezes stowarzyszenia represjonowanych domagam się, by ci ludzie zostali pociągnięci do odpowiedzialności - mówi Pietruszewski. - Oni muszą odejść z wymiaru sprawiedliwości.
- I sędziowie, i prokuratorzy mieli jakiś margines swobody. Mogli być po prostu ludźmi - uważa Jakson. - Ale nie wszyscy nimi byli. Pamiętam, że gdy wyszedłem z więzienia i szukałem pracy jako nauczyciel historii, inspektorka oświaty zmieszała mnie z błotem. Zaczęła na mnie krzyczeć: Pan chce uczyć historii polskie dzieci?!
- Rozliczać - mówi kategorycznie Blajerski. - Kodeks moralny to standard demokratycznego państwa. A tu chodzi o etykę postępowania.

Skomplikowana rzeczywistość

Blajerski pamięta szczególnie jednego prokuratora, Tadeusza K., który wciąż aktywnie działa w prokuraturze, a też i swojego kolegę z II LO im. J. Zamoyskiego. - Wydał zgodę rodzinie na widzenie ze mną, wiedząc, że dwa dni wcześniej przetransportowano mnie do Warszawy. Moje córki - 5- i 6-letnia stały w trzaskającym mrozie od 8 do 16, czekając na to widzenie. Rozchorowały się po tym. I tego uderzenia w moją rodzinę nie mogę mu zapomnieć. To była podłość; zwykłe draństwo. Nigdy mnie za to nie przeprosił. Nie podajemy sobie ręki.
Robert Bednarczyk, prokurator apelacyjny w Lublinie zapewnia, że w roku '90 i '91 prokuratorzy zostali poddani obowiązkowej weryfikacji. - Z tego co pamiętam wszyscy przeszli tę weryfikację pozytywnie. Wiem też, że kilka osób, szczególnie aktywnych w okresie stanu wojennego zrezygnowało z pracy. Jeżeli jednak ktoś zachowywał się godnie i nie dopuścił się w związku ze stanem wojennym przestępstwa, to nie można go dyskredytować. Inna sprawa, czy te osoby powinny dzisiaj awansować. Ale to już kwestia naszej skomplikowanej polskiej rzeczywistości...

A co to stan wojenny?

W tej rzeczywistości trudno dziś znaleźć miejsce na jednoznaczną opinię i ocenę tego, co wydarzyło się 13 grudnia 1981 roku.
Mniejsze zło? Polityczna konieczność? Czy brutalna demonstracja siły, która pociągnęła za sobą setki ofiar?
- To był zamach stanu. Polityczna zbrodnia - nie ma wątpliwości Marcin Dąbrowski, historyk IPN w Lublinie.
- To była narodowa tragedia. I nie chodzi o to, żeby zamknąć Jaruzelskiego, ale żeby to wszystko rozliczyć - dodaje Marian Król, przewodniczący Zarządu Regionu Środkowowschodniego NSZZ Solidarność.
Są też i tacy, którzy generała Jaruzelskiego porównują z marszałkiem Józefem Piłsudskim. I domagają się należnego mu hołdu.
- Generał Jaruzelski obronił nasz kraj przed niczym nieokiełznaną rewolucją, dramatem, który nas czekał - twierdzi Piotr Zawrotniak, przewodniczący Rady Miejskiej SLD w Lublinie. - Chciał utrzymać naszą względną samodzielność w bloku sowieckim. Za 20-30 lat, gdy poznamy wszystkie tajniki archiwów, także radzieckich, będziemy potrafili to docenić.
Pod jednym warunkiem: jeśli będzie ktoś, kto do archiwów będzie chciał zajrzeć. Jeśli to kogoś będzie jeszcze interesować.
- Kiedy spytałem swoich uczniów, czy słyszeli o stanie wojennym, to zaledwie 2, 3 osoby podniosły rękę - mówi Ryszard Gałązka, dyrektor liceum, represjonowany po 13 grudnia. - Młodzi ludzie wiedzą dziś mniej o wydarzeniach po 13 grudnia '81, niż o powstaniu styczniowym. I to jest też dramatyczna prawda o tamtych czasach.

Więcej w programie \"Oblicza prawdy” TVP 3 Lublin (28 grudnia, godz. 18.45)


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!