piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Łąki w mieście. "Lublin jeszcze nie jest na to gotowy"

Dodano: 29 stycznia 2017, 08:10

Są domem dla owadów i ptaków. Pięknie kwitną i pachną. Nie trzeba często kosić ani podlewać. Do tego niewiele kosztują

Polska może być krajem kwitnącej wiśni - przekonuje prezes warszawskiej Fundacji Łąka. Miejskie sady to najnowszy pomysł braci Podymów. W stolicy powstanie ich sześć, po 25 drzew każdy. A pod drzewami oczywiście wyrośnie łąka. Niewykluczone, że z nasion, które w ramach innego projektu zebrali z pól i przydrożnych rowów bezrobotni z Goniądza na Podlasiu.

Wyrośnie wszędzie

Do Lublina Maciej i Karol przyjechali na zaproszenie pracowni LubDesign Warsztatów Kultury, by podpowiedzieć mieszkańcom Lublina jakie projekty mogą składać w ramach Zielonego Budżetu. Przywieźli gotowe projekty z opisem, uzasadnieniem i kosztorysem. M.in. na budki dla ptaków (150 budek i warsztaty ich składania pod okiem ornitologa to koszt 22 tys. zł), kurs koszenia kosą (w Warszawie to podobno hit) i zakładanie kwietnych łąk w mieście (bracia wyliczyli, że założenie 1 mkw. łąki kosztuje 50 zł, więcej trzeba wydać na tabliczkę informacyjną – 400 zł).

Przekonują, że łąki można tworzyć praktycznie wszędzie: w donicach, na terenach zdegradowanych, czy w miejscach, które ciężko kosić kosiarką. Wystarczy trochę dobrych nasion i pasek ziemi, który wcale nie musi być głęboki. - 15-20 cm powinno wystarczyć. Nam w Jazdowie udało się utworzyć łąkę na glebie grubości 5 cm - chwalą się bracia i pokazują zdjęcia pięknie kwitnącego zagonu.

Mury zostały przebite

Biolog z wykształcenia i aktywista z natury - tak mówi o sobie. Fundację Łąka razem z bratem Karolem zakłada w 2014 r. Chcą, aby Polacy pochylili się i docenili piękno dzikich kwiatów. - Wzorców z zachodu nie brakuje, aż dziw brał, że w Polsce nikt się tym nie zajmował - mówi Maciej Podyma.

Od tego momentu bracia idą jak burza. - Zaczęliśmy od urzędników, bo właśnie tutaj spodziewaliśmy się największego niezrozumienia tematu. Zaprosiliśmy ich na spotkanie, staraliśmy się zarazić tematem - opowiada Podyma. - Dziś poszczególne dzielnice same się do nas zgłaszają.

Pierwsze reakcje? - „A po co łąka? Śmietnik zaraz będzie”. Ale potem, jak ktoś już dotknął i powąchał, to już nie było nikogo, komu by się nie podobało - opowiada Maciej. - Mury zostały przebite. Dziś są pytania tylko o to, czemu tych łąk w mieście tak mało.

W zeszłorocznej edycji budżetu obywatelskiego mieszkańcy Warszawy zdecydowali o przeobrażeniu z trawników w łąki 39 skwerów i fragmentów placów o łącznej powierzchni 3 ha. Projekty łąkowe pojawiły się też w budżetach obywatelskich Słupska, Gorzowa, Zielonej Góry czy Gdańska.

Na lubelskim podwórku

Łąki w mieście marzą się Hannie Pawlikowskiej, Miejskiemu Architektowi Zieleni w Lublinie. Utworzenie terenów porośniętych naturalną dziką roślinnością Pawlikowska zapowiadała już jesienią 2014 roku, gdy objęła tę funkcję w lubelskim ratuszu. Dotąd jednak żadna miejska łąka nie powstała. Dlaczego?
- Nie rezygnujemy z tych planów, ale temat został zawieszony - przyznaje Hanna Pawlikowska. I tłumaczy: - We wszystkie nasze projekty próbujemy włączyć mieszkańców. Już na pierwszych konsultacjach okazało się, że ludzie wcale się na ten temat dobrze nie wypowiadają. Albo wyobrażają sobie pas kwitnącej zieleni przez cały sezon, a tak wcale nie jest. Poza tym, gdy dany teren nie jest koszony, mieszkańcy odbierają to, że miasto jest zaniedbane. Po wykoszeniu łąka też najlepiej nie wygląda. Ludzie wolą tradycyjne trawniki.

Między łąką a równo przystrzyżonym trawnikiem

- Łąka kwietna, która jest koszona raz w roku, kwitnie pięknie i kolorowo, ale tylko do połowy lata. Potem robi się brzydka, a dopóki nie wysieją się nasiona kosić jej nie można. Dlatego w mieście ja jestem entuzjastką trawników ekstensywnych - mówi dr hab. Ewa Trzaskowska, dyrektor Instytutu Architektury Krajobrazu KUL.

To trawniki nienawożone, koszone kilka razy w roku, gdzie obok traw występują dzikie rośliny kwitnące (stokrotki, przetaczniki, koniczyny, lucerny, jastrzębce, brodawniki, dąbrówki), które świetnie sprawdzają się w miejskich warunkach.

W latach 2010-2011 naukowcy z KUL przeprowadzili badania terenowe. Wytypowano 16 miejsc w różnych częściach miasta przy szlakach komunikacyjnych i ulicach. Na badanych trawnikach badacze zidentyfikowali 110 różnych gatunków w dużej części efektywnie kwitnących i odpornych na deptanie. Wystarczyło kosić je rzadziej (4-5 razy w roku) i w odpowiednim czasie, by utworzyły „wielokolorowe wyspy na tle krajobrazu miasta”. Zalet takich miejsc jest więcej.

- Trawy kosi się zanim zaczną pylić, więc nie ma zagrożenia ze strony alergenów - tłumaczy dr hab. Trzaskowska. - Znacznie lepiej dają sobie też radę w okresach suszy. W takich warunkach rośliny zielne wspomagają trawy, które tak szybko nie wysychają.

Sprawa zawisła w próżni

Takie „dzikie trawniki” są w każdym mieście i praktycznie na każdym osiedlu. Z pomysłem na to, by w Lublinie pojawiło się ich więcej w konkretnych miejscach dr hab. Ewa Trzaskowska poszła do lubelskiego Ratusza.

Początkowo wydawało się, że pomysł chwycił. Wyznaczono miejsca na łąkowe polany (m.in. przy trasie W-Z, Krochmalnej, Filaretów, Jana Pawła). Opracowano zasady gdzie dzikie rośliny się pojawić nie powinny (zakręty dróg, miejsca reprezentacyjne, parki historyczne) i gdzie są wskazane (parki naturalistyczne, tereny rekreacyjne, trawniki osiedlowe). Ustalono jak trzymać łąki w ryzach (brzegi muszą być wykoszone, by rośliny nie wykładały się na chodniki, a owady nie przeszkadzały przechodniom). Na planach się jednak skończyło.

- Był pomysł, prelekcja dla pracowników Urzędu Miasta, zostały wyznaczone tereny, po czym sprawa zawisła w próżni - wspomina dr hab. Trzaskowska.

Pomagam, podpowiadam, pokazuję

W to, że mieszkańcom Lublina taka forma miejskiej zieleni nie przypadłaby do gustu, Ewa Trzaskowska nie wierzy.

- W czasie Festiwalu Nauki zrobiliśmy wystawę fotografii takich naturalistycznych miejsc z terenu Lublina. Mnóstwo osób było zachwyconych. Podchodzili i pytali dlaczego nie jest tak w większej ilości miejsc - opowiada. I apeluje: - Pokażmy, że Lublin może być zielony i dziki w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Jestem przekonana, że pomysł by chwycił. Ja ze swoim trochę się przebiłam... A każdemu, kto jest tematem zainteresowany pomagam, podpowiadam, pokazuję.

- Temat jest bardzo ciekawy, więc z niego nie rezygnujemy. Myślimy o tym, ale nasze miasto nie jest jeszcze na to gotowe - tłumaczy Miejski Architekt Zieleni. - Potrzeba więcej informacji i szerokiej edukacji.

 

 

Zielony Budżet Obywatelski

Lublin jest pierwszym miastem w Polsce, które wprowadziło Zielony Budżet Obywatelski. Propozycje własnych projektów mieszkańcy mogą składać do końca stycznia. Miejsca do zazielenienia mogą wskazywać zarówno pojedyncze osoby, jak też wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie i rady dzielnic. Zgłaszać można zarówno tereny miejskie jak i prywatne, byleby były ogólnodostępne. Zgłoszenia możliwe są wyłącznie poprzez internetową stronę zielonybo.lublin.eu. Na pomysły mieszkańców Ratusz zarezerwował 2 mln zł. (drs)

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(22) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (2 lutego 2017 o 10:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bradzo dobry pomysł!!! jak zrobiłoby się łakę I wyadłoby się na to taka kas ę to wtedy może każdy zielony skwerem nie byłby wykupiony pod następne blokowisko. Drogi jak na razie trzeba wyremontowac te co są... a parking? pełno jest terenow gdzie stoją zgliszcza wcześniejszych zakładów I nikt z tego nic nie robi... a tak tylko smutek łapie jak sie widzi jak kolejny trawnik jest ogrodzony bo powstają nowe mieszkania... Lublin coraz bardziej staje się betonowym miastem I to smuci.
Rozwiń
Gość
Gość (1 lutego 2017 o 13:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A wypad z tym badziewiem. Nam tu potrzeba dróg, parkingów, a nie jakiś chasczowisk. Moze jeszcze krowy będa paśc?
Rozwiń
Gość
Gość (31 stycznia 2017 o 14:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Super pomysł. A nie wszędzie przystrzyżone równiutko trawniczki. Niemiecki ordung
Rozwiń
tom
tom (31 stycznia 2017 o 12:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Górki Czechowskie - wielka zielona łąka. Nic nie trzeba robić żeby było pięknie - trochę oddechu w mieście. Zapraszam na zwiedzanie wiosną (chyba że TBV pogoni). W sumie to trzeba zrobić jedno - nie pozwolić ich zabudować czyli pozostawić miejscowy plan zagospodarowania bez zmian.
Rozwiń
Gość
Gość (31 stycznia 2017 o 11:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Za komuny takie " łąki " już były . Trudno było coś z za tych niekoszonych chwaściorów zobaczyć , szczegółnie na skrzyżowaniach . Ale widocznie taka zmiana i powrót do PRL-u nas czeka.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (22)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!