poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Łapanka i do Radawca

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lutego 2006, 20:09

Susły perełkowane ze świdnickiego lotniska jeszcze nie wiedzą, ale niebawem czeka je eksmisja. Sejm przeznaczył pieniądze na budowę lotniska właśnie tam, gdzie mają swoje norki

Jednak susły są dla UE tzw. gatunkiem priorytetowym, czyli szczególnie chronionym. Ich siedlisko w Świdniku jest zgłoszone do programu Natura 2000. Dlatego ostateczną decyzję, czy lotnisko może być budowane w Świdniku, podejmie Komisja Europejska.
Ta będzie pozytywna po spełnieniu dwóch warunków: Bruksela musi być przekonana, że lotnisko jest Lublinowi absolutnie niezbędne właśnie w świdniku. A po drugie, susłom nie może się stać krzywda. I tu zaczynają się problemy, bo niby skąd będzie wiadomo, czy susłom spodoba się w nowym miejscu?

Kolonia się mnoży

- Nie wiemy, czy wystarczy systematycznie koszona trawa, czy też potrzebują jeszcze czegoś innego - uważa prof. Antoni Gawron, kierownik Zakładu Anatomii Porównawczej i Antropologii UMCS, gdzie pracuje zespół badaczy susłów.
A te mają specyficzne wymagania. Nie cierpią drzew, krzaków ani wysokich traw. Muszą żyć na otwartej przestrzeni, gdzie z daleka zauważą każdego orła, sokoła czy lisa i zdążą dać dyla do nory. Woda gruntowa nie może być zbyt wysoko, by się nie potopiły podczas wiosennych przyborów. Na lotnisku w Świdniku takie warunki susły mają.
I "śpiochów” przybywa: w 1998 roku zajmowały 61 ha, a w 2004 już prawie 85 ha. Cała kolonia liczy sobie 12,5 tys. sztuk, a eksmisja obejmie tylko 1380 tys. sztuk z północnej części lotniska.
Te trafią prawdopodobnie na lotnisko w Radawcu i w drugie, jeszcze nieznane, miejsce. - Ale nie wiadomo, czy Radawiec się nadaje - zastrzega Ryszard Styka, specjalista z Zakładu Anatomii Porównawczej i Antropologii UMCS. - Najpierw trzeba lotnisko dokładnie zbadać.
Kolejny problem to wyłapanie susłów, które mają nory z jednym otworem. Obserwator z lornetką naprowadza radiotelefonem partnera, który zastawia pułapkę tam, gdzie suseł zniknął. A potem się zwierzęta wypuszcza w nowe środowisko, gdzie wcześniej wykonuje się prowizoryczne nory, aby zwierzęta mogły się w nich schronić. Dr Stefan Męczyński, badacz susłów, podkreśla, że przygotowania zajmą dwa lata.

Przenoszenie przeniesionych

Podobną operację już przeprowadzono. Z terenu cukrowni w Tyszowcach zabrano 556 susłów. - I dziś ich nie ma - ekolog Krzysztof Gorczyca jest sceptyczny co do powodzenia operacji. - Na nowych siedliskach się nie zaaklimatyzowały i wyginęły.
- Nieprawda - protestuje Styka. - Przenieśliśmy niecałe cztery procent tamtejszej populacji. Tylko tyle zdążyliśmy, bo zaraz zaczęła się budowa. Te przeniesione żyłyby do dziś, gdyby gospodarze nadal kosili lub wypasali trawy.
- Czterdzieści lat badam i chronię susły, a teraz wychodzi, że jestem ich największym wrogiem - cierpko wzdycha dr Męczyński. - Bo zgadzam się na przeniesienie i próbuję pogodzić ekologów i inwestorów.
Zresztą ekologowie nie mogliby protestować przeciwko przenosinom, gdyby nie... przenosiny właśnie. Uczeń pewnej świdnickiej szkoły tak lubił susły, że sprowadził je sobie z rodzinnych stron i wpuścił na lotnisko; kilkadziesiąt sztuk. Dziś rozmnożyły się do kilkunastu tysięcy i mnożą dalej. Kto jest "winny”? - Nie powiem - ucina Męczyński. - Bo z jednej strony trzeba by mu dać nagrodę, że stworzył najlepszą kolonię susła w Unii Europejskiej,
a z drugiej popełnił przestępstwo, bo na przenoszenie susłów powinien mieć zgodę ministra.
Rafał H. Szostak

O wyższości marszałka nad susłami

Sejm powiedział Świdnikowi tak. Posłowie zapisali w budżecie 14 mln zł na lotnisko. Ale Urząd Marszałkowski zaczął piętrzyć problemy. Że spółka nie ma wykupionej ziemi pod teren lotniska, że nie ma planu zagospodarowania przestrzennego. A lotnisko szkodzi świdnickim susłom.
– To nie tajemnica, że Zarząd Województwa, a szczególnie jedna opcja, woli lotnisko w Niedźwiadzie – mówi jeden z orędowników Świdnika. – Ale nie poddajemy się. Szykujemy się do batalii.
Tymczasem Urząd Marszałkowski wciąż forsuje pomysł budowy lotniska w Niedźwiadzie. Mimo że to miejscowość oddalona od stolicy województwa o 40 km, a grunty pod inwestycję są na razie w rękach drobnych rolników. – Nigdy nie byliśmy przeciwko budowie lotniska w Świdniku – zapewnia Stanisław Gogacz, wicemarszałek województwa. – Ale za tym, żeby również i tam powstało lotnisko. Z tym że docelowo dużym lubelskim portem ma być
Niedźwiada.
A jeszcze w listopadzie na spotkaniu z Andrzejem Pruszkowskim, prezydentem Lublina, marszałek Edward Wojtas zapewniał, że jeśli najnowsze ekspertyzy stwierdzą, że Świdnik może być pełnowartościowym portem lotniczym, województwo jest skłonne odstąpić od projektu budowy lotniska w Niedźwiadzie. – Czasami trzeba zmienić decyzję – stwierdził wtedy Wojtas.
Dzisiaj zaczynają piętrzyć się problemy. – Pieniądze od posłów wystarczą tylko na wykup świdnickich gruntów – kręci nosem Sławomir Sosnowski, członek Zarządu Województwa. – A w Niedźwiadzie jest plan zagospodarowania przestrzennego, koncepcja lotniska i do tego 58 procent rolników już podpisało przedwstępne umowy na sprzedaż ziemi. A znajdźcie mi lekarstwo na susły w Świdniku! (kap)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!