czwartek, 19 października 2017 r.

Magazyn

• Andrzej Lepper pojawia się wszędzie tam, gdzie się coś dzieje. Ostatnio był na Podlasiu i obiecał pomoc mniejszościom narodowym i religijnym, przede wszystkim Białorusinom i prawosławnym. Takich obietnic składa teraz na pęczki. Kampania wyborcza ruszyła?
- Tak naprawdę jeszcze nie zakończyła się kampania poprzednia. Przegrani nie potrafili pogodzić się z przegraną, a zwycięzcy - skonsumować zwycięstwa. Obserwujemy teatr polityczny, którego zwyczajni ludzie mają już dość. Proszę zwrócić uwagę, jak idą w dół notowania podstawowych dla demokracji instytucji: Sejmu, Senatu, parlamentu, urzędu prezydenta. A że w polityce najważniejsze są emocje i bezpośredni kontakt, a często właśnie obiecanki cacanki, ci politycy, którzy szybciej to zrozumieją, odniosą sukces. Może krótkotrwały, ale jednak.
• To Lepper jest skuteczny.
- Nie dziwi mnie zupełnie to, co on robi. Wie, jakie są reguły tej gry. Inni politycy czasami jeszcze mówią o misji, świecie idei i podobnych trudnych kwestiach.
• A szef Samoobrony...
- "Robi politykę”. Dla niego polityka to jedna, bez ustanku, kampania wyborcza. A oceniają to wyborcy, i - proszę zauważyć - nie widać, aby Lepper na tym przegrywał.
• Trudno się dziwić, skoro Lepper jedzie z walizką pieniędzy do poszkodowanych w powodzi i rozdaje je przed kamerami telewizyjnymi.
- Lepper jest zwierzęciem politycznym i medialnym. Pan wicepremier zapewne nie obrazi się za takie określenia. Rozmawialiśmy kilkakrotnie i widzę, że jego podejście do polityki jest właśnie takie: być jak najbliżej kamer, ludzi, obietnic, zwyczajnych spraw. On wie, że przegra wtedy, kiedy będzie filmowany tylko na korytarzach Sejmu w dobrych garniturach i w rządowych autach. On wie, że przegra, jeśli będzie utożsamiany z politykami. Mimo że jest wicepremierem. Chce być "sexy” dla swego elektoratu. Stąd te gospodarskie wizyty i "cuda na kiju”, jak mówią na te występy ludzie z jego otoczenia.
• Dzięki temu jest widoczny; nawet w najmniejszych miejscowościach, które też chętnie odwiedza. Problem w tym, że przynajmniej części obietnic nie spełni, bo nie ma takiej władzy. Wyborcy tego nie wiedzą?
- Pytanie bardziej do socjologa, niż do marketingowca "sprzedającego” politykę i prowadzącego kampanie. Nałóżmy poziom wykształcenia, poziom zamożności, nasze kompleksy... Na to są badania. Pamiętam, gdy podczas pracy w jednym z krajów postradzieckich moi przyjaciele, konsultanci polityczni ze Stanów Zjednoczonych, wciąż nie mogli odnieść sukcesów. Zastanawiali się dlaczego. Wspólnie z kolegą z naszej części Europy zwróciliśmy im uwagę na jeden charakterystyczny fakt: telewizję ogląda się tam niejako zbiorowo: wieczorem, całą rodziną i z dużą ilością "dopalaczy” wszelkiego typu. Wysublimowana propaganda i dobrze zrobione klipy tam nie zadziałają. Wystarczyło jednak przekonać lokalnych trybunów ludowych. Im można naobiecywać wszystko, oni będą to obiecywać dalej.
• Aż tak źle ocenia pan Polaków?
- Nie chcę przez to powiedzieć, że poziom świadomości politycznej Polaków poza wielkimi aglomeracjami jest porównywalny z tym w Kazachstanie czy Turkmenistanie, ale na pewno nie można go porównywać z Francją. Świat polityczny myli się sądząc, że wszyscy żyją transmisjami TVN 24 i czytają "Gazetę Wyborczą”. Poza Warszawą zaczyna się świat, którego polscy politycy - wyjąwszy ludowców - nie znają. A tu się wygrywa albo przegrywa wybory. I prowadzi się kampanię zupełnie inaczej niż w Warszawie, Wrocławiu czy Gdyni.
• Niedawno Lepper dostał kolejny, prawomocny wyrok, tym razem za wysypywanie zboża na tory. Zaszkodzi mu to?
- Sądzę, że na tym wyroku zbuduje sobie niezły kawałek wsparcia społecznego. Na Samoobronę i Andrzeja Leppera nie głosuje elektorat posiadający paszporty i oszczędności, czytający książki, a nawet czasami wizytujący teatr czy operę, a wiezienia czy izby wytrzeźwień oglądający tylko w telewizyjnych Wiadomościach. To nie do tego elektoratu odwołuje się Lepper: ten fajny swojak, unikający jak ognia zaliczenia go do grupy "politycy”. On wie, gdzie może liczyć na sympatycznych wyborców.
• Inni nie wiedzą?
- Politykom PO, PiS czy SLD polecam czasami, aby pojechali sobie pekaesem 150-200 km od Warszawy. Stanęli pod budką z piwem, pogadali z ludźmi, posłuchali ich. Może wtedy zrozumieją, skąd się bierze fenomen Leppera i dlaczego ten wyrok gra na jego korzyść.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!