piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Lepszy od Davida Hasselhoffa

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 lutego 2009, 15:58
Autor: KAMIL KOZIOŁ

Mało kto wie, że wchodząc na lubelski basen MOSiR możemy popływać pod opieką jednego z najlepszych ratowników na świecie. Jarosław Mazurek w wodnym ratownictwie sportowym osiągnął już bardzo wiele.

Na mistrzostwach świata w Berlinie udało się mu zdobyć brązowy medal na 100 m ratowania manekina w płetwach, a teraz szykuje się do nietypowej olimpiady.

- Ten sport ma niewiele wspólnego z rzeczywistym ratowaniem ludzi na plaży czy w basenie - tłumaczy niuanse swojej dyscypliny Mazurek. - Kiedy startuję, to holuję manekina, a nie prawdziwego człowieka. Liczą się setne sekundy, a nie jego dobro. Podczas normalnych akcji postępuję zupełnie inaczej.

Holowanie topielca

Mistrzostwa świata w tej dyscyplinie rozgrywane są w kilku konkurencjach sprawdzających różne umiejętności. 100 m ratowania manekina w płetwach polega na przepłynięciu 50 m do manekina, który jest zanurzony na około 2m głębokości. Następnie należy go wyciągnąć i doholować drugie 50 m do brzegu.

Bardzo ważne jest, aby twarz tego niecodziennego pasażera nie została zanurzona.
Niezwykle interesującą konkurencją jest 100 m ratownik. Zawodnicy muszą przepłynąć 50 m i zaczepić pasem ratowniczym manekina. Kiedy to zrobią, to zostaje im do pokonania kolejne 50 m holowania go do mety. Najistotniejszym elementem jest zapięcie pasa. Najlepsi robią to w trzy sekundy. - W Berlinie ludzie oglądali tę konkurencję na stojąco - wspomina Mazurek.

Nasze możliwości

Nie ma się jednak czemu dziwić, gdyż u naszych zachodnich sąsiadów ratownictwo jest bardzo popularnym sportem.

- Tam finansuje je wojsko - wyjaśnia Mazurek.

Oprócz Niemców liczą się w nim jeszcze Australijczycy, Nowozelandczycy, Amerykanie i Włosi. Polska w klasyfikacji ogólnej zajęła dziesiąte miejsce. - Jest ono adekwatne do naszych możliwości - komentuje lubelski ratownik.

To nie słoneczny patrol

Nie da się ukryć, że w upowszechnieniu ratownictwa pomógł słynny amerykański serial "Słoneczny Patrol”. - Choć ma on nie wiele wspólnego z rzeczywistością. Nikt nie pozwoliłby sobie na wyskoczenie z pędzącej "stówką” motorówki. Popisów na miarę DAVIDA HASSELHOFFA, czy PAMELI ANDERSON na plaży raczej nie zobaczymy - śmieje się Mazurek.

Mazurek na co dzień pracuje na basenie MOSiR, gdzie również najczęściej trenuje.
- Moje zajęcia często odbywają się o dziwnych porach, takich jak chociażby szósta rano. Wskakuję do wody i przepływam dwa kilometry z ważącym 70 kilogramów manekinem. To nie jest łatwe, ale poziom ciągle idzie do góry, więc muszę zwiększać obciążenia.

Siedzę i obserwuję

Po skończonym treningu czas na codzienna pracę. - Siedzę i obserwuję pływających ludzi. Czasami trzeba komuś podać tyczkę, zwrócić uwagę, ale na szczęście poważniejszych akcji do tej pory nie miałem. Wiadomo, że najwięcej pracy mam przy naukach pływania, ale są to głównie zachłyśnięcia się wodą.
Swoją pracę przerywa w lecie, kiedy basen zazwyczaj jest zamknięty. Wtedy właśnie ma czas na to, co najbardziej lubi.
Na zawody.

- Uwielbiam tą adrenalinę, której rzadko mam okazję doświadczyć na co dzień. Smak rywalizacji jest uczuciem nie do opisania.

Nabrali szacunku

Mazurek, jak na swój staż w tej dyscyplinie, osiągał wręcz fenomenalne wyniki. Na poważnie ratownictwem sportowym zajął się cztery lata temu i już po kilkunastu miesiącach był jednym z czołowych zawodników w Polsce. - Na początku przeciwnicy dziwili się skąd się wziąłem. Jednak, kiedy dowiedzieli się, że reprezentuję barwy WOPR Lublin, to od razu nabrali szacunku. Mój szkoleniowiec, Krzysztof Wabicz, to jeden z najlepszych specjalistów w tym sporcie w Polsce.

Główną przyczyną sukcesów Mazurka jest świetne wytrenowanie organizmu. W młodości ćwiczył pływanie, a później bieganie w Starcie Lublin. - Wiadomo, że trening lekkoatletyczny jest morderczy, więc przejście do wcale nie prostszych ćwiczeń ratowniczych nie było dla mnie problemem.

NieOlimpiada

W życiu osobistym Mazurkowi ułożyło się równie dobrze, jak w sporcie. - Mam wspaniałą żonę Monikę, a w kwietniu spodziewamy się dziecka - stwierdza. Wiadomo, że pływanie pozwoliło mu ukształtować sylwetkę, której może pozazdrościć niejeden kulturysta. - Rzeczywiście jak na 30-latka, to prezentuję się nieźle. Ale żona nie musi się martwić: na plaży nie oglądam się za dziewczynami.

Najbliższy rok będzie jednym z najważniejszych w karierze lublinianina. Już 21 lutego Mazurek wystartuje w pierwszej rundzie Grand Prix Polski w ratownictwie wodnym. Zawody odbędą się na pływalni Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie i będą świetnym elementem przygotowania do najważniejszej imprezy w jego dotychczasowej karierze, Igrzysk Sportów Nieolimpijskich na Tajwanie. - To będzie święto dla naszej konkurencji. Mam nadzieję, że w lipcu pokażę się tam z dobrej strony.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
pływak
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

pływak
pływak (7 lutego 2009 o 22:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Takich panów nam potrzeba szkoda tylko, że ta dyscyplina jest u nas tak mało popularna
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!