środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Lubelskie Spotkania Plastyczne 40 lat później

Dodano: 19 listopada 2016, 18:28

Mija 40 lat, kiedy do Lublina po raz pierwszy zjechali artyści pod szyldem Lubelskich Spotkań Plastycznych. Jedni zamieszkali w akademikach, inni u znajomych. Godzinami przesiadywali w kawiarniach, a w poszukiwaniu inspiracji spacerowali miedzy blokami z betonu. Po jednych zostały rzeźby czy ścienne malowidła. Po innych projekty, które do dziś istnieją tylko na papierze.

– Było to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii polskiej sztuki w przestrzeni miejskiej – podkreśla Cezary Hunkiewicz z Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej.

Co do tego wątpliwości też nie ma Stefan Ciechan, główny dokumentalista Lubelskich Spotkań Plastycznych, który na prośbę Fundacji wygrzebał z domowego archiwum fotografie sprzed 40 lat.

Na wystawie w Brain Damage Gallery (Plac Teatralny 1, budynek Centrum Spotkania Kultur, wernisaż w sobotę, 19 listopada) zobaczymy blisko 200 zdjęć, niezrealizowanych projektów i innych związanych z LSP artefaktów, takich jak zaproszenia dla artystów czy dyplom z podziękowaniami dla Oskara Hansena.

– Idea jest taka, by ta wystawa była pokazywana nie tylko w Lublinie – mówi Hunkiewicz. I zapowiada, że na wystawie ta niezwykła „podróż w czasie” wcale się nie kończy. W grudniu będzie gotowy katalog, a w nim rozmowy z uczestnikami Spotkań. Hunkiewicz i Rafał Lis ze Społecznej Pracowni Mozaiki na tę okoliczność przepytali m.in. Alicję Lejcyk-Kamińską (Starszy Inspektor Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego) czy małżeństwo artystów Stanisława i Barbarę Bałdygów.

Sztuki plastyczne w środowisku urbanistycznym

Wielki zjazd artystów w szczytnym celu, najczęściej pod auspicjami Władz Wojewódzkich Komitetu Centralnego, nie był w okresie PRL niczym wyjątkowym. – Takich imprez było wiele, praktycznie co kwartał. Ale większość z nich na koncepcjach się kończyła – mówi Rafał Lis.

W Lublinie na gadaniu się nie skończyło. Artyści szybko przystąpili do realizacji ambitnego zadania jakim była „integracja sztuk plastycznych w środowisku urbanistycznym” na osiedlach Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zamieszkiwanym wówczas przez 40 tys. osób.

Listę zaproszonych artystów (jest na niej 77 nazwisk artystów plastyków i 21 architektów i konsultantów) na prośbę władz przygotował warszawski artysta Marian Bogusz, który w tym czasie wykładał malarstwo w Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS. Zgodnie z organizacyjnymi wytycznymi znaleźli się na niej nie tylko twórcy warszawscy. – Organizator zapewniał jedynie nocleg. Transport i utrzymanie to już na własny koszt – mówi Lis.

Zapewniał też wszelkie zgody (działania artystyczne prowadzone były na terenie Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej) i materiały potrzebne do realizacji artystycznych zamierzeń. Teoretycznie, bo jak to w PRL, z tym bywało różnie...

Nie ma. Nie robimy

– Pierwszy raz przyjechali w lutym 1976 r. Na 2-3 dni – wspomina Stefan Ciechan, wówczas pracownik Klubu Fotograficznego w Domu Kultury LSM. – Chodzili po osiedlach, zwiedzali. Starałem się być z nimi jak najwięcej. Niektórzy prosili mnie o sfotografowanie konkretnych miejsc. Na następne spotkanie przyjechali już z gotowymi projektami, w których wykorzystali moje zdjęcia. Wtedy już były konkrety, było o czym gadać. Spotkania w kawiarni domu kultury zwykle moderował Bogusz. Potem te rozmowy, czasem dosyć ostre dyskusje, przenosiły się do prywatnych mieszkań.

10 grudnia 1977 roku Kolegium Rzeczoznawców PSP zaopiniowało prace zlecone do realizacji w ramach II etapu Lubelskich Spotkań Plastycznych. Z 15 dokonań 46 uznano za dobre, a 4 za zadowalające. – Z tego powstało ok. 30 proc. – szacuje Hunkiewicz.

Nie tylko z powodu braku białego cementu czy innych materiałów budowlanych, które były wówczas towarem wyjątkowo deficytowym. Ciągle czegoś brakowało, choć aprowizacją zajmowało się 39 lubelskich zakładów pracy, które zapewniały także transport i wszelki niezbędny sprzęt.

Krokodyl bez oczka

– Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek cenzurze ideowej – zapewnia Stefan Ciechan.

– Często już w dyskusjach uznawano, że niektóre propozycje nie spełnią swojej funkcji albo nie przetrwają próby czasu – mówi Hunkiewicz.

I tak w sferze planów pozostały „dekoracyjne formy na wysięgnikach”, które jeden z artystów chciał wprowadzić w mury ścian szczytowych. Podobnie jak półeczki i uskoki na elewacjach. Realizacji nie doczekały się też brodziki czy małe wodospady - ze względu na przepisy sanitarne. Do jednego z takich oczek wodnych miał iść krokodyl. Krokodyl powstał, oczko nie.

Podobny los spotkał ścieżkę zdrowia zaprojektowaną przez Barbarę Sosnowską-Bałdygę i Stanisława Bałdygę. Miała ona powstać na południowym stoku wąwozu za os. Konopnickiej i liczyć 1100 metrów długości. Jak dokładnie miały wyglądać urządzenia do ćwiczeń (12 sztuk) można będzie zobaczyć od soboty na wystawie w Brain Damage Galery. Do dziś zachowały się oryginalne plansze z projektem.

Wreszcie będzie kolorowo

Dr Edward Fijałkowski, ówczesny prezes Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej*: Koncepcje przedstawione przez artystów przekroczyły nasze oczekiwania. Zauważyliście państwo powściągliwość naszych wypowiedzi jeszcze na pierwszym spotkaniu w lutym, brak reklamy prasowej wokół imprezy? To było celowe: nie bardzo wiedzieliśmy, co z tego wyjdzie.

– Jak na to wszystko reagowali mieszkańcy? Różnie – wspomina Stefan Ciechan. – Może byście mi okno uszczelnili za te pieniądze? – sugerowali jedni. Inni cieszyli się, że wreszcie będzie fajnie, kolorowo. Bo czasem myśli samobójcze człowieka nachodziły od tej powszechnej szarości betonu.

– To przedsięwzięcie nie zostało wymyślone przy biurku, lecz podyktowało je życie, oczekiwania mieszkańców osiedli, którzy są już znużeni banalną geometrią nowych bloków – przekonywał

Mieczysław Białas, dyrektor Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego i przewodniczący Komitetu Organizacyjnego LSP*: – Doświadczenia Spotkań redagują wniosek całkiem zachęcający do kolejnych inicjatyw. Okazało się bowiem, że przedsięwzięcie tego rodzaju nie wymaga szczególnie wielkiego wysiłku organizacyjnego i finansowego.

Najszybciej zniknęły murale

Najszybciej zniknęły malowidła ścienne. Przegrały z modą na termodernizację bloków z betonu. – Na os. Krasińskiego były murale, mozaiki w prześwitach bloków i rzeźby. Do dziś została tylko jedna. Ale najbardziej brakuje mi płaskorzeźb. Gdyby wciąż istniały to bym tam wycieczki organizował – deklaruje Hunkiewicz.

– W niektórych prześwitach wystarczy zdjąć blachę z sufitu. Prawdopodobnie mozaiki wciąż tam są – dodaje Rafał Lis.

Dzieła artystów przegrywają nie tylko z praktycznym podejściem do życia administratorów osiedli. Swoje robi też czas i fakt „bezpańskości” wielu realizacji. – Nie widomo, kto ma o to dbać – stwierdza Lis. – Kilka lat temu przy okazji remontu ul. Filaretów spółdzielnia wymusiła na mieście, by przynajmniej umyło kilka rzeźb karczerem.

A. Kuenne, Z. Dudzik: „Kompozycja” - osiedle Z. Krasińskiego
A. Kuenne, Z. Dudzik: „Kompozycja” - osiedle Z. Krasińskiego
M. Bogusz: mozaika w prześwicie - osiedle J. Słowackiego
M. Bogusz: mozaika w prześwicie - osiedle J. Słowackiego
Aro32
Nie jestem robotem
Użytkownik niezarejestrowany
(12) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Aro32
Aro32 (20 listopada 2016 o 12:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
dziadek71 napisał:
Co było??? Do lat 50/60-tych XX wieku były tam pola uprawne
dziadek71 napisał:
Jakie pola uprawne w Centrum Lublina. Puknij się w łeb....
Rozwiń
Nie jestem robotem
Nie jestem robotem (20 listopada 2016 o 11:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mam dość działalności prezesa Gąbki. Bawi sie w deleporkę pieniędzmi spółdzielni, czynsze rosną, osiedla stają się coraz gorsze do mieszkania. Od lat kostkę układa ta sama firma, gdzie przetargi ?? Koszta spółdzielni wzrosły ostatnią o 10zł od mieszkania. A szczytem chamstwa było wysyłanie gazetek osiedlowych tuż przed wyborami do RM z jego sukcesami, akurat przypadkiem wówczas startował... Czas na zmiany.
Rozwiń
Gość
Gość (20 listopada 2016 o 11:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Do piecyków na LSM-mie też się chce dobrać. Ponoć po 2 tys lub więcej za likwidację piecyka od mieszkania chce liczyć.
Rozwiń
Gość
Gość (20 listopada 2016 o 11:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ewidentny przekręt z tym budynkiem na os. Sienkiewicza, na przeciwko szkoły. Jakiś radny powinien złożyć doniesienie do prokuratury.
Rozwiń
gienia
gienia (20 listopada 2016 o 08:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
oburzona napisał:
było ładnie, a teraz deweloper - prezes Jan zabudowuje każdy wolny kawałek zieleni pod przykrywką domów dla seniorów. Ale mieszkańcy czuwają i nie dopuszcza do tyvh budów.
nie pieprz, ze dla seniorów, bo seniorami nikt się nie przejmuje, rząd tylko czeka aby jak najszybciej poumierali, bo trzeba im wypłacać ich własne zapracowane pieniądze tj. emerytury. Te domy to budują dla tych rozmnażających się królic, bo teraz dostają już za darmo tj. za to, że rozłożyły nogi 500+ a przecież mają dostać mieszkania i to ma być w centrum, bo cholerstwo musi mieć blisko do knajp, sklepów z wódą i papierosami, a nie na brzeżach miasta.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (12)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!